Zasilanie aparatu: oryginalny akumulator, czy może jednak zamiennik?

Oryginalny Olympus BLM-1

Oryginalny Olympus BLM-1

Razem z aparatem dostałem garść akcesoriów, wśród których był akumulator. Oryginalny akumulator Olympus BLM-1 + standardowa ładowarka, aby móc robić zdjęcia od zaraz.

Z domyślnymi ustawieniami aparatu, raz zatankowany do pełna akumulator wytrzymywał około pół tysiąca zdjęć. Pisząc o domyślnych ustawieniach, mam na myśli automatyczny podgląd świeżo zrobionego zdjęcia przez 5 sekund. Do tego dodam przeglądanie części zrobionych zdjęć podczas sesji, a także kasowanie w trakcie nieudanych kadrów oraz sporadyczne używanie wbudowanej lampy błyskowej.

Szybko porzuciłem powyższe ustawienia i zwyczaje:

  1. – wyłączyłem automatyczny podgląd zdjęć
  2. – zrezygnowałem z wbudowanej lampy
  3. – praktycznie przestałem przeglądać zdjęcia (sporadycznie tylko, w zastępstwie automatycznego podglądu, aby rozwiać wątpliwości dotyczące ustawień ekspozycji i ich wpływu na zdjęcie)
  4. – przestałem kasować zdjęcia (po zrzuceniu zdjęć na dysk format karty i po sprawie)

 

Dzięki temu żywotność oryginalnego akumulatora wzrosła do tysiąca zdjęć (rekord, to około 1200 podczas maratonu MTB), ale tak dobry wynik absolutnie nie zwalniał mnie z konieczności posiadania „zapasówki”. Nie tylko dlatego, że pełnego BLM-1 może czasem zabraknąć, ale również przez to, iż oryginalny nie zawsze był naładowany na full, a do tego sam z siebie też się rozładowuje i głupio by było, gdyby po pięćdziesięciu kadrach mi zdechł :)

Czytaj całość…

Heliosa z AF-em, poproszę…

Helios 44M-4

Helios 44M-4

Często staję przed wyborem: założyć manualny, w pełni mechaniczny obiektyw z m42, czy systemowy, zautomatyzowany Zuiko. Dylemat jest poważny; poważniejszy, niż się z pozoru wydaje.

W czym rzecz? W tym, że nowoczesne obiektywy nie mają duszy. Są tak doskonałe, że po prostu bez zająknięcia spełniają swoją rolę. Nie mają kaprysów, nie strzelają fochów, nie posiadają stron tak słabych, że do pewnych zastosowań po prostu się nie nadają.

Stare samochody, lampowe odbiorniki radiowe, analogowe nośniki dźwięku czy też obrazu – one wszystkie budzą emocje. Jakby w odpowiedzi na nie powstają nowoczesne repliki starych samochodów, producenci muzyczni ozdabiają swoje produkcje trzaskami charakterystycznymi dla płyt gramofonowych, a parający się fotografią dodają ziarna, tekstury i/lub stosują różne inne zabiegi mające na celu postarzenie ich zdjęć.

Mnie najbardziej interesuje właśnie przykład ostatni – ten dotyczący fotografii. Fotoszopka jest nudna i tak sztuczna, że aż mdli. Chyba w każdym wydaniu, choć oczywiście jedno mdli bardziej, a inne mniej. Niemniej jednak nie znoszę tuningowania zdjęć, ale też… nie przepadam za cyfrową sterylnością.

Wiecie, co mi się marzy? To, co w tytule: stary, poczciwy Helios z Auto Focusem. Bez powłok, na pełnej dziurze mydlasty i podatny na wszelkie możliwe rodzaje aberracji. Właśnie tak! Mam fioła na punkcie tego szkła, szczególnie wersji bez powłok MC. Można o nim mówić różne rzeczy, można krytykować za to czy za tamto (z krajem produkcji na czele), ale do jasnej ciasnej: to szkło ma w sobie coś wspaniałego!

Temu szkłu daleko jest do ideału. Przeciętna rozdzielczość, kiepskie i bardzo kiepskie zachowanie pod światło, ale żaden fotoszop z takim wdziękiem nie udziwni zdjęcia, jak właśnie ten obiektyw. Nie gniotsa, nie łamiotsa, bywa jaki jest, ale ta jego plastyka jest fenomenalna!

Przejrzałem mnóstwo sampli nowoczesnych obiektywów o podobnych ogniskowych i podobnej, lub zdecydowanie większej jasności. Ostre żylety, powalające na kolana rozdzielczością w rogach kadru, a nawet i gwintu mocowania filtru, z AF-ami szybszymi od myśli, a przy tym nie zauważające światła padającego bezpośrednio na soczewkę…

Czytaj całość…

Potrzeby podglądu niewywołanej kliszy

Zeszłoroczne łażenie w noc mroźną i głuchą

Zeszłoroczne

Spadł śnieżek i zaświeciło słonko, więc mrozik śnieżkowi przybył z odsieczą. Zima. Śnieg, lód i mróz. Termometr pokazywał dwie cyfry na minusie, a ja zastanawiałem się, skąd poprzedniej zimy brałem motywację, aby w jeszcze gorszych warunkach łazić godzinami po mieście?

Na to pytanie bezpośrednio odpowiedzi nie otrzymałem, ale motywacja, aby ruszyć tyłek na ten mróz i tak się znalazła. Po pierwsze: awizo. Po drugie: remont u sąsiadki. Od samego rana kucie udarowym młotem i w efekcie przyczepka gruzu. Nie wiem, co tam te dwa piętra niżej się działo, ale w mieszkaniu nie dało się wytrzymać. Byłem pewien, że to sąsiedzi mieszkający nade mną, albo jeszcze nad nimi – tak ten łoskot i drgania żelbetowe ściany niosły.

Po popołudniowej kawce sięgnąłem po Porsta, zainstalowałem rolkę Agfa Vista Plus 200 z limitem dwóch tuzinów klatek, wkręciłem Beroflexa i chowając Heliosa w kieszeń wyszedłem na mróz.

Obok trzepaka spotkałem sąsiadkę z prześmiesznym psem: dużym, białym pudlem, do złudzenia przypominającym krótko przystrzyżoną owieczkę. Podczas krótkiej, sąsiedzkiej pogawędki zrobiłem piesowi trzy zdjęcia. Na żadnym z nich nie udało mi się zamrozić pudla w ruchu, ale nic to; do trzech razy sztuka, więc może choć jeden kadr będzie ciekawy. Cyfrakiem byłoby łatwiej: automaty, serie, podglądy…. Głupia klisza. Głupi analog. Głupi pies. Nie mógł na chwilę stanąć w miejscu? To, że człowiek czasem przykucnie nie oznacza od razu, że zamierza się bawić.

Ledwie schowałem aparat i poszedłem dalej, przyszło mi powtórzyć rytuał spod trzepaka: wyjąc aparat, poustawiać trochę i uwiecznić kolejny ciekawy obiekt. Tym razem był to śmietnik, który w zeszłym roku wybudowano, a kilka dni (tygodni?) temu… zburzono. Sprawa wpół zburzonego śmietnika zagadką trąci, bowiem śmietnik mieścił w sobie cztery odkryte kontenery na kółkach, a tu nagle przyjechała śmieciarka z wielkim kontenerzyskiem (o sześciokątnym przekroju) i prawdopodobniej cofając wpierniczył się w ten świeżutki śmietnik. Inaczej tego nie da się wytłumaczyć. Trzy różne kadry z trzech różnych stron i dalej spacerkiem w kierunku poczty.

Zimno… Zimno. Zimno!

Czytaj całość…

Beroflex Auto 28 mm f/2.8-16 – sample i zdjęcia

Do standardowego obiektywu (Heliosa) i krótkiego tele (Jupitera) postanowiłem dorzucić coś szerszego. 14 mm x2 (Olympus) na dobrą sprawę wystarcza mi, więc takie 28-29 mm do małoobrazkowego analoga będzie dla mnie jak ulał. Trafiłem na świeżo rozpoczętą aukcję z opcją „Kup teraz”, na której do sprzedania był mój Beroflex 28mm. Znalazłem w sieci trochę sampli, przejrzałem je i obiektyw kupiłem.

Beroflex Auto 28mm f/2.8-16 m42

Beroflex Auto 28mm f/2.8-16 m42

W świetnym stanie egzemplarz mi się trafił; gdyby nie kilka odprysków lakieru na pierścieniu przysłony, wyglądałby jak nowy. Pierścień przysłony pracuje z niemałym oporem (jakby jeszcze był niewyrobiony) w skokach o 1EV, z kolei pierścień ogniskowania przesuwa się z leciutkim oporem, a pełen obrót wynosi tylko 90 stopni.

Sześciolistkowa przysłona umożliwia dozowania światła w sześciu wariantach: f/2.8, 4, 5.6, 8, 11 i 16. Z szybkiego testu popełnionego za pomocą Olympusa wyszło szydło z wora: f/2.8 trudno nazwać użyteczną, ponieważ obiektyw mydli, jak jasny gwint. Ciężko pełną dziurę nazwać użyteczną, ale od biedy… jak nie ma wyjścia, to i iso-1600 z cyfrowej małpki da się znieść :)

Czytaj całość…

Pasek nadgarstkowy trzypunktowy – czy warto?

Pasek nadgarstkowy

Pasek nadgarstkowy

Wahałem się: kupić czy nie kupić? W podjęciu decyzji nie pomagała równowaga między kupą zalet i takich samych gabarytów kupą wad.

Z jednej strony:

  • pewniejszy chwyt
  • brak pelętającego się po torbie paska
  • możliwość rozprostowania paluchów dłoni trzymającej aparat bez „wypuszczania go z dłoni”.

Z drugiej strony:

  • brak możliwości przewieszenia aparatu przez ramię/na szyi
  • ograniczone pole manewru prawą dłonią

Zdecydowało zmęczenie dłoni i nadgarstka po kilku godzinach ciągłego trzymania i wywijania aparatem. Kupiłem pasek nadgarstkowy. Wybrałem trzypunktowy (dwupunktowe nie obejmują kciuka), bo jak już zespalać łapsko z gripem, to na całego :)

Na zdjęciu z profilu wyglądało to wyśmienicie: szeroki, mocny pasek, zapewniający super pewny chwyt. Tak pewny, że można nawet wypuścić aparat z dłoni, a on i tak – jak przyklejony – będzie tkwił w niej. Z dwupunktowego można łatwo się wyśliznąć.

Właściwie nie powinno się to nazywać „trzypunktowy pasek nadgarstkowy”, tylko „trzypunktowa uprząż nadgarstkowa”. Jednym z trzech elementów tej konstrukcji jest pasek, którego jeden koniec mocuje się go do uchwytu w body. Pasek ten przechodzi wzdłuż linii kostek zaciśniętej pięści i opasając dłoń kieruje się ku plastikowemu elementowi przykręcanemu do gwintu mocowania statywu. Ostatni jego odcinek – między plastikiem w spodzie aparatu, a uprzężą ze skóry ekologicznej – zakończony jest rzepem, którym można regulować siłę docisku dłoni do aparatu.

Czytaj całość…