Canon PowerShot G1 X – zapowiada się pysznie

Canon PowerShot G1 X

Canon PowerShot G1 X

Kilka dni temu opublikowano specyfikację (KLIK) tego zaawansowanego kompaktu Canona, a dziś w serwisie Optyczne.pl ukazały się przykładowe zdjęcia nim zrobione. I wiecie co Wam powiem? Przysłowiowa ślinka przysłowiowo mi cieknie. Niewykluczone jednak, że cena aparatu skutecznie ten ślinotok zatrzyma.

Ciekaw jestem:
– ceny tego aparatu
– dynamiki tonalnej, szczególnie na wyższych czułościach
– szczegółowości obrazu przy różnych ogniskowych i minimalnych dla nich wartościach przysłony

W niedługim czasie zakupię aparat z porządną, większą (fizycznie) matrycą, niż 4/3 olympusowego e-systemu. Nie wiem jeszcze, na jaki system się zdecyduję, ale jeśli G1 X mnie oczaruje, to zdecydowanie najbliżej będzie mi do Canona.

Bo mam kaprys posiadania sprzętu z jednej stajni: dużego do zadań specjalnych i czegoś małego, ale ambitnego do kieszeni. Dotąd w grę wchodziły tylko bezlusterkowce: Olympus lub Panasonic (faworyci) lub… tu była luka na kolejnego gracza, bo pozostali kompletnie nie trafili w moje upodobania.

Czytaj całość…

Porst C-TL

Swego czasu postanowiłem porzucić Zenita TTL i zastąpić go czymś podobnym, ale mniej zawodnym i bardziej precyzyjnym. Warunki, jakie postawiłem przed nowym aparatem, były następujące: mocowanie m42, lepszy licznik zdjęć i wbudowany światłomierz TTL.

Ze wszystkich stron dzwoniło mi „bierz jakąś Practicę”, ale jakoś nie byłem do tego przekonany. Może jakiś Pentax? Tak szukałem i… znalazłem: produkowany przez japońską Cosinę, Porst C-TL, w rzadko spotykanym kolorze czarnym, spełniający wszystkie wymagania i prezentujący się całkiem ładnie.

Znalezione w sieci opinie zapewniały mnie o trwałości i precyzji mechanizmów tego aparatu. Kupiłem więc. Od tamtego czasu zrobiłem tym aparatem kilka rolek filmów i chciałbym teraz dorzucić swoje trzy grosze do koszyka internetowych opinii o tym sprzęcie. Przedstawię go Wam na tle Zenita TTL :)

Porst C-TL

Porst C-TL

Czytaj całość…

Nokia N900 i Carl Zeiss Tessar 5,2mm f/2.8

We wpisie „Łomoszoping. Zakupowa fotografia komórkowa” narzekałem na swój ówczesny telefon, jakim był Samsung GT-S5620 (Monte). Miał on bardzo bardzo kiepski aparat, a na tę ocenę największy wpływ miało przede wszystkim przez bardzo wolne zczytywanie danych z matrycy.

Bez większego pośpiechu rozglądałem się za telefonem, który wyposażony byłby w przyzwoity aparat fotograficzny. Już pal licho optykę – tu bym musiał mieć bezlusterkowca z naleśnikiem i wbudowaną funkcją wykonywania połączeń telefonicznych i obsługi wiadomości SMS.

Przypadek chciał, że rozczytałem się w specyfikacji Nokii N900 – telefonu, którego premiera miała miejsce przed dwoma laty. W tej branży to epoka, jeśli nie dwie, ale… przynajmniej teraz kosztuje dwa, jak nie trzy razy mniej, niż w chwili wejścia na rynek.

Poczytałem o telefonie, poczytałem o aparacie weń wbudowanym… Spodobała mi się ta N900! Rozdzielczość 5 MPix uznałbym za wabik marketingowy, gdyby obraz na matrycę padał przez plastikową soczewkę, ale w tej Nokii zastosowano obiektyw, którego nazwę znali już nasi prapradziadkowie!

Carl Zeiss Tessar w wersji na komóry! Z Auto Focusem! Do tego dwie diody udające lampę błyskową, które mogą skutecznie robić za latarkę (dodatkowa aplikacja) i oświetlenie w trakcie filmowania (dodatkowa aplikacja). Do tego wysuwana klawiatura qwerty, Maemo zamiast Androida, Symbiana czy innego modnego systemu i jeszcze kilka cech, które ustawione w dwuszeregu nie pozostawiły wątpliwości: to telefon, jakiego szukałem!

Czytaj całość…

Canon IXUS 220 HS

Canon IXUS 220 HS

Canon IXUS 220 HS

Kto z Was pamięta, jak kiedyś wzdychałem sobie do Canona IXUS 1000 HS? Odgrzewam temat nie dlatego, że ten aparat kupiłem, dostałem, ukradłem, albo znalazłem. Nie, nic z tych rzeczy. Do tematu małpki Canona z serii HS powracam za sprawą kampanii reklamowej, jaką producent tego aparatu kręci w sieci, i w ramach której powstał ten tekst.

Akcja dotyczy modelu IXUS 220 HS, którego reklamę znajdziecie w dalszej części wpisu. Święta (czyt. gwiazdka) za pasem, a więc czas na reklamę jak najbardziej słuszny. A aparat – co by nie mówić – ciekawy. Podobnie jak jego starszy, czterocyfrowy brat – 1000 HS.

Wybrane cechy małpki IXUS 200 HS (pełna specyfikacja tutaj)

  • – matryca 1/2,3” o rozdzielczości 12,1 Mpix
  • – maksymalny rozmiar zdjęcia: 4000x3000pix (w proporcjach 4:3)
  • – dostępne proporcje obrazka: 4:3, 16:9, 1:1, 3:2 (i tak wolę zrobic 4:3 i najwyżej sobie przekadrować)
  • – zakres czułości: 100-3200 w skoku co 1EV
  • – pełen zakres czasów migawki: od 15s do 1/2000s (w niektórych trybach od 1s do 1/2000s)
  • – zdjęcia seryjne: ~3,5 kl/s w pełnej rozdzielczości lub 8 kl/s w przypadku zdjęć 4x mniejszych
  • – obiektyw nie powala jasnością – od f/2,7 do f/5.9, zakres ogniskowych 24-120 (ekwiwalent dla małego obrazka)
  • – tryb macro – ostrzenie od 3cm
  • – filmowanie FullHD – ciekawostka dla miłośników kinematografii w wydaniu aparatów fotograficznych ;)

Czytaj całość…

Kodak Portra 400 NC

I stało się. Pierwszy w mojej analogowej karierze Kodak Portra o czułości 400 i w wersji z umiarkowanie nasyconymi kolorami (NC) doczekał się zapełnienia, wywołania i zeskanowania. Film „wypstrykałem” aparatem Porst C-TL z obiektywami Beroflex Auto 28mm i Helios 44-2.

Negatyw zaliczył tylko podstawową, automatyczną obróbkę bazującą na gotowym profilu filmu. Zrezygnowałem z pipetki i suwaczków, bo nie chciałem przedobrzyć w żadną stronę, a przy okazji zabijać efektów mniej lub bardziej poprawnego naświetlenia poszczególnych klatek.

A z naświetleniem było różnie – na szczęście przy tej rolce konsekwentnie trzymałem się jednego poziomu naświetlenia wskazywanego przez światłomierz, czym zmusiłem szydło, by wylazło z wora i pozwoliło wyczuć ów światłomierz. Teraz wiem, że punktem „0” jest poziome ułożenie wskazówki, a nie jej centralne, lekko skośne położenie.

Film Kodak Portra w skrócie mogę scharakteryzować jednym zdaniu: jest to bardzo wygodny w skanowaniu i obróbce negatyw, który prawidłowo naświetlony nie wymaga właściwie żadnych zabiegów, by zdjęcie było ładne.

Niedoświelony Kodak Portra uciekał mi przede wszystkim w zieleń (biele i jasne szarości w świetle dziennym) i chłodniejszą zieleń w cieniu oraz w brąz (ciemne szarości, głębokie cienie). Z kolei gdy w kadrze dominowało światło o temperaturze poniżej 2000K (np. zachód słońca), wówczas w cieniach pojawiał się brązowo-purpurowy zabarw.

Do Kodaka Portry jeszcze wrócę, a tymczasem zapraszam do obejrzenia kilkunastu sampli Portry 400 NC.

Czytaj całość…