Pierwszy raz z wizażystką

Sesja zdjęciowa w Dębicy z wizażystką

Modelka: Sylwia, make-up: Iza

Czytaj całość na fotoblogu…

Jak krople wody… w fontannie

Jak krople wody w fontannie - sesja zdjęciowa w Dębicy

Jak krople wody w fontannie

Czytaj całość na fotoblogu…

Jak wykorzystać zastane światło i cienie?

Wykorzystanie zastanego światła

Założenie było takie, aby twarz oświetlało światło wpadające z jednego wlotu wiaduktu, za tło miała robić jasna plama wylotu, a rola naturalnej ramy przypadła ścianom prostokątnego wiaduktu. Nie wyszło idealnie równo, ale winą za to obarczam kałuże i błoto pod nogami oraz sprzęty poukładane w względnie suchych miejscach.

Czytaj całość na fotoblogu…

Swoboda przed obiektywem, czyli sposoby na wyluzowanie fotografowanych osób

Luz totalny :)

Luz totalny :)

Człowiek na zdjęciu wychodzi najlepiej wtedy, gdy nic sobie nie robi z obecności wycelowanego weń obiektywu. Nie ma bata, żeby było inaczej. Nie widziałem jeszcze dobrego, przyjemnego w odbiorze zdjęcia osoby spiętej, zestresowanej, która wstrzymywała oddech w oczekiwaniu na dźwięk migawki. To napięcie widać i zwykle nie jest to widok fajny – co najwyżej może być śmieszny :)

Do dobrego portretowania trzeba mieć talent nie tylko fotograficzny, ale również psychologiczny. Trzeba umieć stworzyć atmosferę swobody, fotografowany człowiek zamiast aparatu musi widzieć fotografa, a w osobie fotografa dostrzegać kumpla. Starego, dobrego kumpla.

Zdecydowanie łatwiej jest uwieczniać bliskich znajomych i ludzi nieświadomych tego, że za moment ich podobizna zostanie utrwalona na zdjęciu. Myślę, że owa osławiona „fotogeniczność” polega właśnie na umiejętności zachowania przed obiektywem stuprocentowej naturalności i swobody. Nie każdy człowiek taki jest, dlatego fotograf powinien umieć ową fotogeniczność wyczarować. Jak?

Myślę, ze każdy specjalizujący się w fotografii ludzi ma swoje na to sposoby. Mnie się marzy, aby posiąść takie umiejętności, bo człowiek jako człowiek fascynuje mnie do bólu. Moją definicję portretu opieram właśnie na prawdziwości i naturalności, bez ustawiania, malowania, charakteryzowania itd. Tym portret lepszy, im więcej o człowieku mówi.

Są różne sposoby na to, aby fotografowane osoby wyglądały na zdjęciach swobodnie. Jednym z takich myków jest robienie zdjęcia po zdjęciu. Najpierw zdjęcie-zwód, po którym portretowana osoba pomyśli „gotowe”, po czym napięcie z niej opadnie i gdy się rozluźni, wtedy dopiero przychodzi chwila na zdjęcie właściwe – to naturalne, swobodne, bez wstrzymanego oddechu i podklejonych powiek.

Dłuższa i bardziej mozolna droga prowadzi przez oswajanie się fotografa z osobą, której zamierza on zrobić zdjęcie. Swobodna, lekka i szczera rozmowa bywa kluczem do „zaprzyjaźnienia się” i nieocenione jest tu poczucie humoru :) Dobry żart tynfa wart – rozładować atmosferę można i przy tym rozmówcę, bo nic tak ludzi nie obnaża i jednocześnie nie jednoczy, jak wspólny, szczery śmiech. Sprawdza się to zarówno podczas fotografowania spiętych znajomych, jak i nowo poznanych osób.

Czytaj całość…

Obciach zamiast zdjęć, czyli portrety w jpg

Był czas, kiedy marzyłem o modelkach o urodzie modelek, o współpracujących ze mną wizażystach, stylistach, krawcach i całej armii innych pomagierów. Chciałem zdjęć wypasionych, dopicowanych w szczegółach, szczególikach i szczególątkach – zdjęć, które budzą zachwyt.

Nie trwało to jednak długo, bo szybko te super portrety przestały mi się podobać. Zachwyt, jaki budziły, okazał się być nie innym, jak technologia, która posłużyła do utrwalenia owych „zachwycających” zdjęć. Te zdjęcia były dokładnie takie, jak fotografia cyfrowa: sztuczne, nieprawdziwe, przekłamane, z kupą niedociągnięć, którym nie była w stanie zapobiec cała rzesza ludzi odpowiedzialnych za takie czy inne detale…

Dziwię się sobie, że kiedyś pragnąłem takich picowanych zdjęć. Zdjęć sztucznych, bez duszy, przestawiających ludzi bez wyrazu, w nienaturalnych pozach, z mimiką (jeśli o taką ktoś pokusi) jedynie podkreślającą sztuczność i pustkę wylewającą się z tych obrazów. Sztuczne kadry, oświetlenie, ustawienie i sztucznie pokazane – jeśli w ogóle, w sumie bardzo rzadko – historie. Sztuczne historie.

Słowem plastik i tępota, kojarząca mi się z durnowatymi (komercyjnymi) programami z TV. Kiedyś takie wymuskane zdjęcia były subiektem moich marzeń, a dziś nie potrafię w ich kontekście użyć słowa „fotografia”. Chciałbym pokazać Wam w tym wpisie jakieś przykłady, ale jestem pewien, że autor takowych poczułby się wielce znieważony i po sądach by ze mną ganiał za znieważenia i inne takie. Niepotrzebne mi to.

Nie nazwę portretem obrazka, o którym nie jestem w stanie nic konkretnego powiedzieć. Skomentowanie makijażu, stroju, pozy, scenerii czy techniki nie jest tym czymś „konkretnym”. Konkretnym jest wiedza o człowieku pokazanym na danym obrazku: jeśli patrząc na portret będę w stanie powiedzieć, kim jest człowiek nań pokazanym i jakim człowiekiem on jest (cokolwiek na ten temat), to wtedy stwierdzę, że patrzę na prawdziwy portret.

Bo czymże jest portret, jeśli nie właśnie obrazem człowieka? „Portrety”, o jakich marzyłem, portretami nie są. Są puste, sztuczne, o niczym, zwykle stanowią jedynie pokaz umiejętności obsługi sprzętu i kunsztu ludzi odpowiedzialnych za wygląd człowieka. Nawet, jeśli ktoś się wysila i podejmuje próby nadania wyrazu swoim dziełom, to zwykle efekt jest tragikomiczny, bo fotka wygląda idiotycznie, niewiarygodnie, czasem wręcz śmiesznie.

Np. lala z twarzą obsianą dziurami po wyjętych tuż przed sesją kolczykach pozuje na dziewuchę sprzed dwustu lat: balia, drewniana tara, a do tego makijaż i durnowata mina mająca wyrażać – tego nie wiadomo. Najczęściej zaangażowanie w odgrywaną przez siebie scenkę. Do takich aranżacji należałoby przede wszystkim zatrudnić aktorów (ale tych prawdziwych, a nie z castingu do telenoweli) – to na początek.

Czytaj całość…