Jak fotografować ludzi i scenki rodzajowe?

Marzą Ci się klimatyczne, pełne emocji i naturalności zdjęcia, na których bez skrępowania uwieczniłaś/eś obcych ludzi? Ludzi, którzy nie byli speszeni widokiem Twojej osoby trzymającej aparat fotograficzny skierowany w ich stronę – nawet z bliska?

Jeśli tak, to podpowiem Ci, w jaki sposób możesz znacząco ułatwić sobie zdanie. Podpowiem, bowiem pełną odpowiedź udzielisz sobie sam(a). Dwie banalne historyjki pomogą Ci w tym. Oto one.

Jest sobie zlot miłośników pojazdów militarnych, który bardzo chcesz uwiecznić w wyjątkowy sposób. Nie interesuje Cię fotografowanie wystawy, oficjalnej parady czy innych atrakcji wpisanych w oficjalny grafik imprezy. Chcesz czegoś unikalnego, wyjątkowego…

Jesteś na miejscu z dużą, czarną torbą na ramieniu i swoją lustrzanką w dłoni. Z dodatkowym gripem, dużym, jasnym obiektywem i niemałą lampą błyskową sterczącą w sankach aparatu czyhasz na swoją szansę. Tak, z tak doskonałym zestawem do robienia doskonałych zdjęć wystarczy tylko polować.

Przechodzisz obok maszyn stojących w rzędach i szukasz zakamarków, w których czają się takie scenki, o jakich zgromadzona publiczność nawet nie próbuje myśleć. Kręcisz się, obserwujesz, łazisz szukając najlepszej perspektywy…

W końcu unosisz aparat do góry, maleje odległość między okiem i wizjerem i… bach! Ludzie, których chciałeś uchwycić najnaturalniej, jak się da, dostrzegają Ciebie i Twój wielki aparat i spłoszeni tracą cały ten swój luz i swobodę. Klniesz pod nosem, ale nie pozostaje Ci nic innego, jak zapomnieć o wizji zdjęcia sprzed chwili i najwyżej możesz spróbować porozmawiać z nimi – a nuż zechcą pokazać Ci coś, czego inni nie widzieli?

Czytaj całość…

Zaćmienie księżyca (foto) i złośliwość rzeczy martwych

Zaćmienie księżyca - 15 czerwca 2011

Zaćmienie księżyca - 15 czerwca 2011

Taki niefart, że aż mi się z tego śmiać chce :) O całkowitym zaćmieniu księżyca trąbili w mediach od paru tygodni, ale niezbyt mnie to ruszało. Popatrzyć – owszem, ale paradować ze statywem? Nieee…

Wieczorkiem, tak w okolicach godziny 21:00, wylazłem na balkon obczaić zaplanowany na tę porę początek zaawansowanej fazy zaćmienia naszego naturalnego satelity. Spojrzałem do góry i stwierdziłem nie tyle zaćmienie księżyca, co całego wszechświata. Pieprzone chmury.

Wróciłem przed komputer przygotowywać dyplomy dla dzieciaków z grup tanecznych ARA. Po 23 znowu poszedłem na balkon i… czyściutkie niebo, a księżyca prawie nie widać – zaćmiony! Nagapiłem się więc i wróciłem przed monitor, ale wewnątrz mnie coś się tłukło. Z jednej strony nie zamierzałem robić zdjęć księżycowi, z drugiej zaś coś we mnie takich zdjęć chciało. Tylko, że mi się nie chciało, bo zdążyłem się już przełączyć w tryb wieczornego leniuchowania.

W końcu, chyba bardziej dla świętego spokoju, wyjąłem z szafy pokrowiec, a z niego statyw. Polazłem z nim na balkon, rozstawiłem go i wróciłem do pokoju po aparat. Po drodze włączyłem go i… w tył zwrot, bo nie ruszy – akumulator rozładowany. Padł sam z siebie, gdzieś między niedzielą a dzisiaj. Zamiennik. Oryginał padł w sobotę na weselu i jeszcze go nie naładowałem.

Ale oryginał nie zdechł całkiem, więc włożyłem go do aparatu i zadziałało. Przetransportowałem się więc na balkon, aparat osadziłem na statywie, MF i nieskończoność (o dziwo musiałem skorygować, bo ostrość trafiła gdzieś hen za księżycem), następnie pomiar światła, tryb M i ustawienia na „zdaje mi się”.

Czytaj całość…

Jak wykorzystać zastane światło i cienie?

Wykorzystanie zastanego światła

Założenie było takie, aby twarz oświetlało światło wpadające z jednego wlotu wiaduktu, za tło miała robić jasna plama wylotu, a rola naturalnej ramy przypadła ścianom prostokątnego wiaduktu. Nie wyszło idealnie równo, ale winą za to obarczam kałuże i błoto pod nogami oraz sprzęty poukładane w względnie suchych miejscach.

Czytaj całość na fotoblogu…

Pasek nadgarstkowy trzypunktowy – czy warto?

Pasek nadgarstkowy

Pasek nadgarstkowy

Wahałem się: kupić czy nie kupić? W podjęciu decyzji nie pomagała równowaga między kupą zalet i takich samych gabarytów kupą wad.

Z jednej strony:

  • pewniejszy chwyt
  • brak pelętającego się po torbie paska
  • możliwość rozprostowania paluchów dłoni trzymającej aparat bez „wypuszczania go z dłoni”.

Z drugiej strony:

  • brak możliwości przewieszenia aparatu przez ramię/na szyi
  • ograniczone pole manewru prawą dłonią

Zdecydowało zmęczenie dłoni i nadgarstka po kilku godzinach ciągłego trzymania i wywijania aparatem. Kupiłem pasek nadgarstkowy. Wybrałem trzypunktowy (dwupunktowe nie obejmują kciuka), bo jak już zespalać łapsko z gripem, to na całego :)

Na zdjęciu z profilu wyglądało to wyśmienicie: szeroki, mocny pasek, zapewniający super pewny chwyt. Tak pewny, że można nawet wypuścić aparat z dłoni, a on i tak – jak przyklejony – będzie tkwił w niej. Z dwupunktowego można łatwo się wyśliznąć.

Właściwie nie powinno się to nazywać „trzypunktowy pasek nadgarstkowy”, tylko „trzypunktowa uprząż nadgarstkowa”. Jednym z trzech elementów tej konstrukcji jest pasek, którego jeden koniec mocuje się go do uchwytu w body. Pasek ten przechodzi wzdłuż linii kostek zaciśniętej pięści i opasając dłoń kieruje się ku plastikowemu elementowi przykręcanemu do gwintu mocowania statywu. Ostatni jego odcinek – między plastikiem w spodzie aparatu, a uprzężą ze skóry ekologicznej – zakończony jest rzepem, którym można regulować siłę docisku dłoni do aparatu.

Czytaj całość…

Najlepsze ujęcia* trzeba sobie wychodzić

Gdyby wszyscy pracujący aparatem tak czynili, część z nich pewnie za swoje usługi kazałaby sobie płacić od kilometra. Bo fotografia, to kolejna broszka, w której liczy się praca nóg. Smutna to i brutalna prawda dla wygodnickich, ale fakt jest faktem: do zestawu ćwiczeń doskonalących fotograficzny warsztat trzeba dorzucić bieżnię. Nie ma, że boli! Zalać klejem zoomy i zacząć chodzić!

Tiaaa, obiektywy zmiennoogniskowe są cholernie wygodne. Najlepiej te z zakresu 18-200mm. Czemu jeszcze nikt nie zrobił multi-hiper-ultra zooma, takiego powiedzmy od ósemki po okrągły tysiączek. Przecież wtedy wszystkim żyłoby się lepiej! Zamiast łazić wte i wewte, taszczyć ze sobą kilogramy obiektywów, wystarczyłoby z takim jednym 8-1000mm (f/3,6-16 ;)) usiąść sobie wygodnie i kręcąc pierścieniem ogniskowej kadrować nie ruszając się z miejsca. Czyż nie? Ano… nie.

Założę się, że są i tacy, którzy nie mają świadomości tego, że wraz ze wzrostem ogniskowej maleje kąt widzenia. Takim wydaje się, że robiąc zuuuum + pstryk otrzymają to samo, co robiąc pstryk z bardzo bliska. Otóż wcale tak nie jest. Dłuższa ogniskowa = węższy kąt = mniejszy fragment tła. I spłaszczona perspektywa.

Kąt widzenia jest kluczowym parametrem, którym każdy szanujący się fotograf powinien umieć operować. Ogniskowa i przysłona – na nich skupia się większość. Nieco rzadziej priorytetem jest czas migawki. Jak często ogniskowa postrzegana jest w kontekście głębi ostrości i minimalnego czasu migawki, tak często nie docenia się jej roli w kompozycji i plastyce zdjęcia.

Warto to sobie uświadomić, pamiętać o tym i uczyć się z tego korzystać. Odpowiednie operowanie ogniskową w celu kontroli kątów widzenia (zoom w nogach) sprawi, że zdjęcia będą ciekawsze, kadry lepiej zagospodarowane, a fotograf bardziej zadowolony :)

Kto powiedział, że im dłuższa ogniskowa w portrecie, tym lepiej? Ten, komu zależy na możliwie najpłytszej głębi ostrości i pal licho tło. Mała głębia ostrości w portrecie – z tym się mogę zgodzić, ale też pod pewnymi warunkami (o portrecie napiszę innym razem). Jeśli komuś zależy na zrobieniu komuś portretu w plenerze z jednoczesnym zneutralizowaniem tła, niech fotografuje nawet i teleskopem.

Czytaj całość…