Piłeś? Nie fotografuj!

Pod żadnym pozorem! Jeżeli poważnie podchodzisz do fotografii, to pamiętaj: alkohol, to twój wróg. I śmiertelny wróg Twoich zdjęć. Jeśli tylko traktujesz swoje zajęcie serio, to musisz pamiętać, że alkohol i fotografowanie na najwyższym poziomie nie idą ze sobą w parze. No, chyba, że jesteś niedzielnym fotografem z tych „kupiłę aparat to pewnię jestę fotografę”, to możesz odpuścić sobie i samodyscyplinę i dalszą lekturę tego wpisu.

Alkohol wrogiem pracy fotografa

Alkohol wrogiem pracy fotografa

Czytaj całość…

Czy podpisywać zdjęcia? A może znak wodny?

Myślę, że tytułu tłumaczyć nie trzeba i od razu możemy przejść do sedna tematu.

Podpisywanie zdjęć. Oznaczanie ich swoim logiem bądź też znakiem wodnym zawierającym więcej informacji, np. adres strony. Wśród nas – fotografów – są i przeciwnicy i zwolennicy tej praktyki. Oznaczanie zdjęć niejeden ma cel.

Jedni zabezpieczają się w ten sposób przed złodziejami (jakby ci nie potrafili poradzić sobie ze znaczkiem wodnym ;)), dla innych jest to forma reklamowania się i publikując swoje zdjęcie z góry zakładają, że poleci ono daleko w świat i będzie sławić jego kunszt i imię, jeszcze inni celują w wyniki wyszukiwania obrazów za pomocą wyszukiwarek. Są też tacy, którzy robią to po prostu, bo i inni to robią i tak jest profeszynalnie. Znajdą się też tacy, którzy rezygnują z wtapiania informacji o autorze w kadr i w zamian dbają o to, aby zdjęcie zawsze było gdzieś obok podpisane. Opcja nie do pomyślenia dla tych pierwszych :)

Właściwie mało ważne jest kto i w jakim celu wkleja w kadr dodatkowe rzeczy. Nie chcę nikogo do niczego nakłaniać, czy tam przekonywać. To sprawa indywidualna i dajmy jej spokój. Pragnę tylko zwrócić uwagę na to, że nie zawsze podpisywanie i oznaczanie zdjęcia jest wskazane. Pomijam kwestie estetyczne i sprawy świętego spokoju, bo jedno jest kosztem drugiego.

Chciałbym tylko, abyście Wy, drodzy fotografowie krzyczący ze swoich zdjęć, że to Wy je zrobiliście, zastanowili się, czy te zdjęcia, które tak pieczołowicie znaczycie, zasługują na to w ogóle?

Czytaj całość…

Fotograf – skarb na zakupach

Kilka lat temu, na początku mojego związku z obecną Narzeczoną Mą Oblubienicą, usłyszałem z jej ust taką oto mądrość: „kobieta fotografa ma przerąbane”. Podobnie przerąbane mają mieć też lepsze połowy kelnerów, muzyków i uprawiaczy innych profesji, które często zabierają facetów wtedy, kiedy większość „normalnych” ludzi ma wolne i chciałaby z najbliższą osobą spędzić wspólnie wolny od pracy i innych obowiązków czas.

To prawda.

Jednak wszystko, co nie jest atomem, ma przynajmniej dwa wymiary: dwie płaszczyzny, które niekoniecznie muszą być identyczne. Jak ten przysłowiowy medal, po który często sięgamy wtedy, gdy chcemy tę samą sprawę przedstawić w innym świetle i z innej perspektywy.

Okazuje się, że i wybranki serc fotografów nie mają wcale tak źle i ich koleżanki mają im czego zazdrościć. Fotograf bowiem okazuje się być idealnym towarzyszem wspólnego nabijania kilometrów w galeriach handlowych. Od sklepu do sklepu, od stoiska do stoiska… Opakowania, plakaty, reklamy, wreszcie ekspozycje, które można obejrzeć z bliska, dotknąć.

Nie wszyscy wiedzą, że w sklepach stosuje się oświetlenie o różnej temperaturze barwowej, najkorzystniejszej dla danego rodzaju towaru. Ci, którzy o tym wiedzą, i tak często nie wiedzą, co z tym fantem zrobić. W efekcie osoba niezbyt obyta z barwami światła i ich wpływem na percepcję kolorów, w sklepie „x” kupi pomarańczowe spodnie, a pomarańczowy dodatek do nich zakupiony w sklepie „y” w świetle dziennym okaże się mieć kolor łososiowy, a spodnie np. brzoskwiniowy. W efekcie spodnie i gadżet do nich w tym samym świetle różnią się od siebie kolorem.

A fotografa nie da się na to nabrać. Fotograf wyimaginowaną pipetką w każdym kolejnym sklepie złapie sobie próbkę światła i szybko znajdzie wartość różniącą kolorystykę oświetlenia od obranego wcześniej wzorca, czasem nawet tę wartość definiując w konkretnych liczbach, które gotów wpisać w swojej wywoływarce RAW :) Dzięki temu nie da się oszukać i z łatwością rozbije naście szarych torebek na cały wachlarz rozmaitych odcieni, gwarantując kobiecie dokładne dopasowanie butów ze sklepu „x” z torebką z „y”.

Czytaj całość…

Wujek Dobra Rada i… impuls

Pewnego razu, całkiem niedawno, robiłem sesję zaręczynową pewnej fajnej parce. Nagle ze skupienia wyrwał mnie głos. Ów głos pytał:

– Jakim aparatem robisz zdjęcia?
– ? (pytające spojrzenie)
– Lustrzanką?
– Tak.

Właściciel tego głosu podszedł bliżej.

– Canon?
– Nie.
– Nikon?
– Nie. Olympus.
– Impuls?
– O-lim-pus
– A. To nie znam. Bo ja siedzę w Canonie. I w Nikonie i jeszcze w Sony siedzę.
– Yhm. No, ja akurat tylko w Olympusie.

Czytaj całość…

Mentalność fotografa

Wariant I
Są zdjęcia do zrobienia. Pasowałoby zrobić to dobrze. Pewnie różnie może być i nie wszystko po mojej myśli, więc trzeba się skupić, żeby tego nie spieprzyć. Nie przewidzę wszystkiego przed sesją, poza tym nie jestem takim maestro, który nawet aparatem w kieszeni kurtki robi takie landszafty, jakich sama matka natura nie widziała. Słowem: może być trudno, bo nikt nie obiecał, że będzie lekko, ale najważniejsze jest to, by zdjęć nie spieprzyć.

Wariant II
Są zdjęcia do zrobienia. Trzeba to zrobić dobrze. Jak najlepiej. Co by się nie działo, zdjęcia mają być zajebiste! Jak tylko się da, albo jeszcze bardziej. Różnie może być, więc precyzyjne zaplanowanie czegokolwiek jest rzeczą trudną, ale za to wszystkie niespodzianki można przekuć w sukces i wykorzystując je w fajny sposób można zrobić świetne i przede wszystkim wyjątkowe zdjęcia. Trzeba tylko zachować koncentrację, zmysł obserwacji i otwartą głowę i robić zdjęcia. Takie, których postprodukcji nie będę mógł się doczekać.

Mentalność fotografa

Zdjęcie z sesji, podczas której wiele było przeszkadzaczy. Więcej z tej sesji – klik

 

Czytaj całość…