„Tańczyć każdy może” w Ropczycach – galeria

Spektakl Tańczyć każdy może w Ropczycach

Spektakl „Tańczyć każdy może” w CK w Ropczycach

Czytaj całość na fotoblogu…

Olympus FL-36 – nie działa, pika, zwarcie jest…

„Nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku! Dziadek się śmiał – to samo miał”

Nie sposób o tym porzekadle zapomnieć, gdy w jego przesłanie wpisuje się zwykły, perfidny pech. Na szczęście tak się fajnie składa, że potrafię, a nawet lubię się z siebie śmiać i teraz właśnie mój własny niefart bawi mnie jeszcze bardziej, niż wcześniejszy pech kolegi.

Kolega ów szarpnął się na sprzęt Manfrotto – statyw, który swoje kosztował, ale miał być „na lata”. I ten właśnie „statyw na lata” upadł sobie, w wyniku czego w głowicy „na lata” pękła kula „na lata”. Z jednej strony współczucie, ale z drugiej – dzięki owemu „na lata” rozbawienie :)

Szybko zapomniałem o przypadku kolegi – do czasu, aż mnie bozia pokarał za podśmiechujki z bliźniego swego i przywalił w równie czuły – bo fotograficzny – punkt. Ni z tego, ni z owego padła mi lampa błyskowa :) Moja mała, zgrabna, kochana FL-36.

Olympus FL-36 - zepsuta lampa

Moja Mała Czarna - Olympus FL-36

Czytaj całość…

Teatr Kurtyna „Papa się żeni” – zdjęcia

Czytaj całość na fotoblogu…

Zasilanie aparatu: oryginalny akumulator, czy może jednak zamiennik?

Oryginalny Olympus BLM-1

Oryginalny Olympus BLM-1

Razem z aparatem dostałem garść akcesoriów, wśród których był akumulator. Oryginalny akumulator Olympus BLM-1 + standardowa ładowarka, aby móc robić zdjęcia od zaraz.

Z domyślnymi ustawieniami aparatu, raz zatankowany do pełna akumulator wytrzymywał około pół tysiąca zdjęć. Pisząc o domyślnych ustawieniach, mam na myśli automatyczny podgląd świeżo zrobionego zdjęcia przez 5 sekund. Do tego dodam przeglądanie części zrobionych zdjęć podczas sesji, a także kasowanie w trakcie nieudanych kadrów oraz sporadyczne używanie wbudowanej lampy błyskowej.

Szybko porzuciłem powyższe ustawienia i zwyczaje:

  1. – wyłączyłem automatyczny podgląd zdjęć
  2. – zrezygnowałem z wbudowanej lampy
  3. – praktycznie przestałem przeglądać zdjęcia (sporadycznie tylko, w zastępstwie automatycznego podglądu, aby rozwiać wątpliwości dotyczące ustawień ekspozycji i ich wpływu na zdjęcie)
  4. – przestałem kasować zdjęcia (po zrzuceniu zdjęć na dysk format karty i po sprawie)

 

Dzięki temu żywotność oryginalnego akumulatora wzrosła do tysiąca zdjęć (rekord, to około 1200 podczas maratonu MTB), ale tak dobry wynik absolutnie nie zwalniał mnie z konieczności posiadania „zapasówki”. Nie tylko dlatego, że pełnego BLM-1 może czasem zabraknąć, ale również przez to, iż oryginalny nie zawsze był naładowany na full, a do tego sam z siebie też się rozładowuje i głupio by było, gdyby po pięćdziesięciu kadrach mi zdechł :)

Czytaj całość…

Beroflex Auto 28 mm f/2.8-16 – sample i zdjęcia

Do standardowego obiektywu (Heliosa) i krótkiego tele (Jupitera) postanowiłem dorzucić coś szerszego. 14 mm x2 (Olympus) na dobrą sprawę wystarcza mi, więc takie 28-29 mm do małoobrazkowego analoga będzie dla mnie jak ulał. Trafiłem na świeżo rozpoczętą aukcję z opcją „Kup teraz”, na której do sprzedania był mój Beroflex 28mm. Znalazłem w sieci trochę sampli, przejrzałem je i obiektyw kupiłem.

Beroflex Auto 28mm f/2.8-16 m42

Beroflex Auto 28mm f/2.8-16 m42

W świetnym stanie egzemplarz mi się trafił; gdyby nie kilka odprysków lakieru na pierścieniu przysłony, wyglądałby jak nowy. Pierścień przysłony pracuje z niemałym oporem (jakby jeszcze był niewyrobiony) w skokach o 1EV, z kolei pierścień ogniskowania przesuwa się z leciutkim oporem, a pełen obrót wynosi tylko 90 stopni.

Sześciolistkowa przysłona umożliwia dozowania światła w sześciu wariantach: f/2.8, 4, 5.6, 8, 11 i 16. Z szybkiego testu popełnionego za pomocą Olympusa wyszło szydło z wora: f/2.8 trudno nazwać użyteczną, ponieważ obiektyw mydli, jak jasny gwint. Ciężko pełną dziurę nazwać użyteczną, ale od biedy… jak nie ma wyjścia, to i iso-1600 z cyfrowej małpki da się znieść :)

Czytaj całość…