Po urlopie w Gdańsku. Chyba chciałbym tam wrócić.

Gdańsk

Gdańsk

Czytaj cały wpis na fotoblogu…

Spotkałem dziś idola swego

Na tle schodów, od których się zaczęło

Na tle schodów, od których się zaczęło

Od niedzieli szwendał mi się po głowie pomysł napisania o deszczowej aurze i o tym, jak mocnego kopa twórczego mi ona daje. W obliczu załamania pogody miał to być taki okolicznościowy wpis.

Swoje teksty zwykłem ilustrować swoimi zdjęciami. Wziąłem się więc i ubrałem, sprzęt sprawdziłem i z torbą na ramieniu opuściłem suchutkie mieszkanie, by gdzieś w terenie znaleźć sobie fajny punkt obserwacyjny i zainstalować się w nim.

Trzy warunki miejscówka spełniać musiała: miało nie brakować ludzi przechadzających się z parasolami w deszczu, musiałem mieć na to dobry widok i musiał być nade mną jakiś dach (lub kawałek czegoś, co mnie i aparat ochroni przed deszczem).

Długo się nie zastanawiałem, bo i nie było nad czym: jedynym sensownym pomysłem było pójście pod „blaszak”. Plan był prosty: 2-3 deszczowe zdjęcia na potrzeby wpisu i do domu. Stanowisko znalazłem, zakotwiczyłem i celując w schody zacząłem szukać optymalnych ustawień… Czasem wydaje mi się to głupie, bo i tak zapisuję zdjęcia w RAW-ach, z którymi w domu można cuda wyprawiać. A jednak wolę od razu.

Celowałem w te schody i już prawie do wizjera wlazłem, kiedy zagadnął mnie przechodzący obok pan (nie znam imienia, więc umownie niech będzie to Pan P – „p” jak przechodzień). Zapytał, co takiego ciekawego w tych schodach widzę, na co odparłem, że z mojej perspektywy (kucałem) fajnie linie poręczy się przecinają :) Tak zawiązała się gadka o nieciekawości architektonicznej socjalistycznego dzieła, jakim jest blaszak, o zmieniających się technologiach budowlanych, eternitach, azbestach i blachach. Od zdania do zdania trafiliśmy w końcu w punkt G naszych zainteresowań: fotografii na serio.

Mój rozmówca okazał się być w czasach swojej młodości zapalonym amatorem fotografii: przerobił lustrzanki małoobrazkowe, przerobił też średnioformatowe, przerobił również dalmierze, a sprzęt do ww. posiada do dzisiaj. Niech mnie drzwi ścisną, jeśli nie czułem narastającego podniecenia! Przecież od dawna marzyłem o tym, by spotkać kogoś, z kim mógłbym porozmawiać o prawdziwej fotografii. I oto dzisiaj, w ten cholernie deszczowy dzień, ten ktoś spotkał mnie!

Pan P w trakcie rozmowy nie krył swojego lekceważenia dla dzisiejszej fotografii, której przedstawicielem – jak by nie było – jestem ja. Swoimi słowami i tonem, jakim je wypowiadał dał wyraz temu, że dzisiaj wszyscy tylko bawią się w fotografię, nie czując prawdziwego jej smaku i ciężaru, a większość dzisiejszych fachowców miałaby spore problemy, gdyby pozbawić ich automatyki (ostrości, pomiary ekspozycji). Nie mówił tego wprost, ale głuchy na ten przekaz między wersami byłby najwyżej dyktafon. Miałem ochotę wypalić „prawda to, ale ja się staram!”, lecz taką reakcją bym się tylko wygłupił. Pokornie więc słuchałem kolejnych słów-ciosów mierzonych w dzisiejszą, masową, sztuczną metodykę utrwalania obrazu.

Czytaj całość…

Swoboda przed obiektywem, czyli sposoby na wyluzowanie fotografowanych osób

Luz totalny :)

Luz totalny :)

Człowiek na zdjęciu wychodzi najlepiej wtedy, gdy nic sobie nie robi z obecności wycelowanego weń obiektywu. Nie ma bata, żeby było inaczej. Nie widziałem jeszcze dobrego, przyjemnego w odbiorze zdjęcia osoby spiętej, zestresowanej, która wstrzymywała oddech w oczekiwaniu na dźwięk migawki. To napięcie widać i zwykle nie jest to widok fajny – co najwyżej może być śmieszny :)

Do dobrego portretowania trzeba mieć talent nie tylko fotograficzny, ale również psychologiczny. Trzeba umieć stworzyć atmosferę swobody, fotografowany człowiek zamiast aparatu musi widzieć fotografa, a w osobie fotografa dostrzegać kumpla. Starego, dobrego kumpla.

Zdecydowanie łatwiej jest uwieczniać bliskich znajomych i ludzi nieświadomych tego, że za moment ich podobizna zostanie utrwalona na zdjęciu. Myślę, że owa osławiona „fotogeniczność” polega właśnie na umiejętności zachowania przed obiektywem stuprocentowej naturalności i swobody. Nie każdy człowiek taki jest, dlatego fotograf powinien umieć ową fotogeniczność wyczarować. Jak?

Myślę, ze każdy specjalizujący się w fotografii ludzi ma swoje na to sposoby. Mnie się marzy, aby posiąść takie umiejętności, bo człowiek jako człowiek fascynuje mnie do bólu. Moją definicję portretu opieram właśnie na prawdziwości i naturalności, bez ustawiania, malowania, charakteryzowania itd. Tym portret lepszy, im więcej o człowieku mówi.

Są różne sposoby na to, aby fotografowane osoby wyglądały na zdjęciach swobodnie. Jednym z takich myków jest robienie zdjęcia po zdjęciu. Najpierw zdjęcie-zwód, po którym portretowana osoba pomyśli „gotowe”, po czym napięcie z niej opadnie i gdy się rozluźni, wtedy dopiero przychodzi chwila na zdjęcie właściwe – to naturalne, swobodne, bez wstrzymanego oddechu i podklejonych powiek.

Dłuższa i bardziej mozolna droga prowadzi przez oswajanie się fotografa z osobą, której zamierza on zrobić zdjęcie. Swobodna, lekka i szczera rozmowa bywa kluczem do „zaprzyjaźnienia się” i nieocenione jest tu poczucie humoru :) Dobry żart tynfa wart – rozładować atmosferę można i przy tym rozmówcę, bo nic tak ludzi nie obnaża i jednocześnie nie jednoczy, jak wspólny, szczery śmiech. Sprawdza się to zarówno podczas fotografowania spiętych znajomych, jak i nowo poznanych osób.

Czytaj całość…

Upały nie sprzyjają fotografii

Upalnie

Upalnie

Czytaj cały wpis na fotoblogu