Góra Śmierci – Pustków Osiedle k/Dębicy
21 września 2010 | Kategoria: Zdjęciowo | Komentarzy: 20
Górą Śmierci nazwano wzgórze, na którym mordowano oraz palono ciała więźniów obozu pracy znajdującego się nieopodal. Góra Śmierci stała się ostatnim życiowym przystankiem dla około 15 tysięcy ludzi. Połowę łącznej liczby ofiar stanowią żydzi, a oprócz nich życie straciło tu około 5 tyś Rosjan i 2,5-3 tyś Polaków.
Egzekucje odbywały się codziennie, ciała pomordowanych palono na stosach. O Górze Śmierci pisałem swego czasu na blogu Szuman.eu; pozwolę sobie przytoczyć treść jednego z komentarzy do tamtego wpisu.
Karioka napisała:
Byłam tam – zginął tam mój dziadek. Przerażające miejsce. Więźniowie pracowali w nieludzkich warunkach. Zimą pnie drzew przenosili przez wodę, która zamarzała się wokół ich ciał. A potem…widać było tylko gęsty czarny dym unoszący się z Góry Śmierci. A babcia dostała tylko świadectwo zgonu, w którym napisano, że umarł na serce.
Od mojej ostatniej wizyty na Górze Śmierci wiele się tam pozmieniało. Ktoś się w końcu zajął tym miejscem; powstał parking, ścieżki, podjazd, a w planach jest rekonstrukcja obozu, którego bramy do dziś się zachowały. Miejsce i okolice bardzo ważne z punktu widzenia historycznego; w położonej niedaleko Bliznej hitlerowcy testowali rakiety V2 (tutaj więcej na temat Bliznej/Blizny – z obydwiema formami się spotkałem), zaś Góra Śmierci jest tylko wierzchołkiem tego, co w tej okolicy miało miejsce. Poligon dla elitarnych oddziałów SS szykujących się do ataku na ZSRR, obóz pracy stanowiący jego zaplecze…
Ja jednak nie o historii, a o zdjęciach. W minioną niedzielę, 19 sierpnia, odwiedziłem Górę Śmierci, abo zrobić garść zdjęć, o które prosiła mnie koleżanka, pisząca pracę magisterską o gminie Dębica. Ta niedziela okazała się być najbardziej niefotograficznym dniem w mojej karierze, o czym już zdążyłem napisać w poprzednim wpisie zatytułowanym „Dzień prawdy skorumpowany przeciwko mnie”. Na końcu tegoż tekstu zapowiedziałem galerię zdjęć z Góry Śmierci. Oto i one – zapraszam!
Dzień prawdy skorumpowany przeciwko mnie
20 września 2010 | Kategoria: Myślę sobie..., Polecane, Praktyka | Komentarzy: 8
Taka jedna koleżanka moja prosiła mnie o zrobienie zdjęć ciekawych miejsc gminy Dębica, bo potrzebuje ich do swojej pracy magisterskiej. Ja, łasy na wszelkie okazje do fotografowania, rzecz jasna, zgodziłem się :) Tournee po gminie postanowiłem zacząć od Góry Śmierci (LINK dla tych, co nie słyszeli), bo i dla siebie chciałem to miejsce zrobić.
To jednak nie był mój dzień do robienia zdjęć. Wszystko szło mi do bólu na opak; 180 stopni inaczej, niż ja chciałem – z dokładnością do jednego stopnia. Ba, do jednej minuty! Cholerny, przeklęty, upierdiliwy dzień! Momentami aż śmiać mi się z mojej nieporadności chciało.
Albo była to wyjątkowo antyfotograficzna niedziela, albo ja zwariowałem, albo ktoś mi jakiegoś wirusa zapuścił do aparatu. Jak od niechcenia potrafię za pierwszym razem ustawić wszystko jak należy, tak wczoraj po omacku błądziłem niczym ślepy w labiryncie. Głupiego zdjęcia naświetlić nie potrafiłem, jak należy. A jak już z ekspozycją trafiłem, to znowu poziomica miała okazję nawrzucać mi od siebie.
Dobrze, że mam raw-y, to przynajmniej niektóre zdjęcia uda się odratować. Ale nie rozumiem tego: jak z dnia na dzień można stać się taką ofermą! Żeby odbijać się od -2,7EV do +1,3EV przy pomiarze matrycowym lub z priorytetem środka kadru i nie móc trafić… Gubiłem się w tych ustawieniach niesamowicie, a zimna krew, która pomogłaby mi opanować narastającą irytację, gdzieś się zapodziała. Jak totalny lamer, jak skończony, ultrazielony pstrykuś-fotuś nie potrafiłem żadnego ujęcia zrobić raz, a porządnie. Pomóc by mi mógł chyba najwyżej program tematyczny „góra śmierci w słoneczne, wrześniowe popołudnie”, włączone „wykrywanie obiektów strategicznych potrzebnych Justynie do pracy magisterskiej” z jednoczesną redukcją wpływu osoby trzymającej aparat.
Masakra… Chyba wezmę i jeszcze raz tam pojadę w tygodniu, bo na niektóre zdjęcia nie mam nawet sił patrzyć, a co dopiero dawać je komuś. Koleżeńska przysługa, więc przeszłaby jakakolwiek miernota, ale… no nie mogę! Nawet CPL nie działał tak, jak powinien. Co za dzień… wszystko na przekór, jakby jakaś wroga siła zapłaciła tej niedzieli za te wszystkie upierdliwości wyrządzone mojej skromnej, zagubionej osobie. Dupa. Po trzykroć: dupa!
„Zaraź się koszykówką” – Dębica, 29 sierpnia 2010 – fotorelacja
1 września 2010 | Kategoria: Zdjęciowo | Komentarzy: 12
Uff, się działo! Działo się, a ja nawet w ramach chwalenia się nie pisnąłem tu ni słówka, iż trafiłem do zacnego grona partnerów imprezy co się „Pierwsze Mistrzostwa Dębicy w koszykówce ulicznej amatorów” zowie. Imprezie przyświecało hasło „Zaraź się koszykówką”. TUTAJ plakat w pełnej krasie, logo Wsubiektywie.pl na dole w sekcji „Partnerzy” :)
W niedzielę, 29 sierpnia, w Ogródku Jordanowskim na „Orliku” rozpoczęło się wszystko. Niemal do ostatniej chwili nie było pewne, czy zagrają tam, gdzie zaczęli grać, czy może jednak – z obawy przed deszczem – w hali pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 5. Napisałem „tam gdzie zaczęli grać”, bo faktycznie zarażać koszykówką zaczęli w „Jordanie”, a w trakcie obiadku (przyjechała pizza z koleżankami!) popadało bardzo solidnie. Była godzina 14 z hakiem, postanowiono więc przenieść się z graniem do wspomnianej szkoły, bo kolejna ulewa mogła nadejść lada chwila.
O 15 zamierzałem się zbyć do domu, ale wyszło tak, że zrobiłem to pół godziny wcześniej. Nie opłacało mi się na dosłownie kilka minut wbijać do szkoły… W domu padłem na wyro poddając się chorobie. Szczęście w nieszczęściu, bo okazało się, że to tylko przeziębienie, które udało mi się pokonać w ciągu niespełna dwóch dób. Jeszcze trochę osłabiony się czuję, ale wolę tak i mieć perspektywy na szybką poprawę, niż umierać na katar i dreszcze.
Zdjęć przyniosłem około 300, 50 z nich skasowałem jeszcze z poziomu aparatu, z kompa wywaliłem tylko 5 i 245 sztuk powędrowało do organizatorów. Z tej puli w tym wpisie prezentuję połowę – nie zobaczycie zdjęć składających się na serie (rzuty do kosza w kilku klatkach itp) oraz takich bardziej zakulisowych kadrów. Fotografów było kilku – i dobrze, bo jeden by nie wyrobił, a trzech to większa szansa, że uchwycone zostanie to, co powinno.
Trochę żałuję, że nie byłem do końca, bo prawdziwe atrakcje zaczęły się już po moim spasowaniu. Byli Street Zone, tancerze ognia, pokazy tańca hip-hop, trików koszykarskich (z Mieszkiem Włodarczykiem w roli głównej), koncert rapowy i nie pamiętam jeszcze co, albo po prostu wymieniłem już wszystko. Właściwie grupa Street Zone swój pokaz miała rozpocząć za kilka(naście) minut licząc od chwili ogłoszenia przenosin imprezy z „Orlika” do szkoły. Ehh, pech to pech. Tym bardziej, że to druga impreza, na której byłem w roli fotografa i na której nie udało mi się zrobić Street Zone. Jakieś fatum, kurde :) Do trzech razy sztuka, więc może za trzecim razem uda mi się strzelić im zdjęcia najlepiej, jak potrafię.
Tymczasem zapraszam do galerii zdjęć z jordanowskiej części streetballowego meetingu „Zaraź się koszykówką”.

