Agfa Vista Plus 200 – skany i kolejne wnioski

Jeśli komuś nie idzie z cyfrowymi rawami, to za negatywy niech się nawet nie bierze. Rawy to pikuś! Mały, tyciusi pikuś przy wielkim, analogowym piku. Cały czas robię postępy, ale nadal trudno powiedzieć, bym z efektów był zadowolony. Masochizm w czystej postaci, ale… im trudniej, tym większa determinacja, aby postawić na swoim.

Wszystko nowe: aparat nowy, sposób pozyskiwania obrazu, do tego ciągle nowe klisze i coraz to nowsze wnioski, które nie zawsze okazują się być właściwe. Mam tu na myśli patenty na skanowanie, które może i działają dla x klatek, ale przy inaczej naświetlonych kadrach kompletnie biorą w łeb.

Agfa Vista Plus 200, to drugi kolorowy negatyw, który zrobiłem moim pięknym, czarnym Porstem C-TL. Poprzednio ujeżdżałem dwunastoklatkową rolkę Fuji Superia, na własnej skórze przekonując się, że opinie o manierze wpadania tego filmu w zielony odcień były prawdziwe. Podpisać się również muszę pod stwierdzeniami, że Fuji Superia przyjemnie się skanuje.

Agfa Vista Plus 200 / Porst C-TL + Beroflex 28mm f/5.6

Agfa Vista Plus 200 / Porst C-TL + Beroflex Auto 28mm f/8

Jak Fuji Superia lubi zieleń, tak Agfa Vista Plus lubi czerwień. Mocną, soczystą, z lekkim odcieniem rdzawości czerwień, która momentami doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Dominantę zieleni z Fuji stosunkowo łatwo się usuwało (nie do końca, ale jednak), natomiast w kontekście Agfy Visty Plus można mówić o prawdziwej karuzeli kolorów kręcącej się wokół czerwonej osi. Ponoć czerwień lubiły też matryce CCD montowane w Nikonach. Jakaś inspiracja negatywem Agfy? ;)

Czytaj całość…

Potrzeby podglądu niewywołanej kliszy

Zeszłoroczne łażenie w noc mroźną i głuchą

Zeszłoroczne

Spadł śnieżek i zaświeciło słonko, więc mrozik śnieżkowi przybył z odsieczą. Zima. Śnieg, lód i mróz. Termometr pokazywał dwie cyfry na minusie, a ja zastanawiałem się, skąd poprzedniej zimy brałem motywację, aby w jeszcze gorszych warunkach łazić godzinami po mieście?

Na to pytanie bezpośrednio odpowiedzi nie otrzymałem, ale motywacja, aby ruszyć tyłek na ten mróz i tak się znalazła. Po pierwsze: awizo. Po drugie: remont u sąsiadki. Od samego rana kucie udarowym młotem i w efekcie przyczepka gruzu. Nie wiem, co tam te dwa piętra niżej się działo, ale w mieszkaniu nie dało się wytrzymać. Byłem pewien, że to sąsiedzi mieszkający nade mną, albo jeszcze nad nimi – tak ten łoskot i drgania żelbetowe ściany niosły.

Po popołudniowej kawce sięgnąłem po Porsta, zainstalowałem rolkę Agfa Vista Plus 200 z limitem dwóch tuzinów klatek, wkręciłem Beroflexa i chowając Heliosa w kieszeń wyszedłem na mróz.

Obok trzepaka spotkałem sąsiadkę z prześmiesznym psem: dużym, białym pudlem, do złudzenia przypominającym krótko przystrzyżoną owieczkę. Podczas krótkiej, sąsiedzkiej pogawędki zrobiłem piesowi trzy zdjęcia. Na żadnym z nich nie udało mi się zamrozić pudla w ruchu, ale nic to; do trzech razy sztuka, więc może choć jeden kadr będzie ciekawy. Cyfrakiem byłoby łatwiej: automaty, serie, podglądy…. Głupia klisza. Głupi analog. Głupi pies. Nie mógł na chwilę stanąć w miejscu? To, że człowiek czasem przykucnie nie oznacza od razu, że zamierza się bawić.

Ledwie schowałem aparat i poszedłem dalej, przyszło mi powtórzyć rytuał spod trzepaka: wyjąc aparat, poustawiać trochę i uwiecznić kolejny ciekawy obiekt. Tym razem był to śmietnik, który w zeszłym roku wybudowano, a kilka dni (tygodni?) temu… zburzono. Sprawa wpół zburzonego śmietnika zagadką trąci, bowiem śmietnik mieścił w sobie cztery odkryte kontenery na kółkach, a tu nagle przyjechała śmieciarka z wielkim kontenerzyskiem (o sześciokątnym przekroju) i prawdopodobniej cofając wpierniczył się w ten świeżutki śmietnik. Inaczej tego nie da się wytłumaczyć. Trzy różne kadry z trzech różnych stron i dalej spacerkiem w kierunku poczty.

Zimno… Zimno. Zimno!

Czytaj całość…

Fuji Superia 200 – pierwszy film zrobiony Porstem C-TL i sprostowanie w sprawie Zenita

Uparcie brnę w analogowa fotografię. Za mną nieudana przygoda z Zenitem TTL, na którym niemal 20 lat temu uczyłem się fotografować mechanicznym sprzętem. Po latach, w sumie z sentymentu, postanowiłem sięgnąć po ten aparat. Pierwszy kupiony egzemplarz okazał się być niesprawny, natomiast drugi działał prawie ok. I tu należy się sprostowanie.

We wpisie (link) poświęconym pierwszym skanom negatywów z Zenita marudziłem, że prawdopodobnie światłomierz jest walnięty i sprzyja niedoświetlaniom zdjęć. Cóż, zacina się, ale jak już ruszy, to pokazuje prawidłowo. Skąd ten wniosek mimo niedoświetlonych zdjęć? Otóż pierwszą – i jedyną, jak dotąd – kliszą zapakowaną w Zenita był Ilford XP2 – czarno biały, bardzo zacny film w odmianie przeznaczonej do wywoływania w procesie c41. I tu jest właśnie pogrzebany pies.

Ilforda XP2 należy prześwietlać nawet o 2EV. Tak radzą fotograficy mający do czynienia z tym filmem. Ilford w wersjach do tradycyjnego procesu wywoływania naświetla się normalnie, ale XP2 wymaga większego kopa świetlnego, dlatego lepsze efekty uzyskuje się, prześwietlając o te 2 kroki. Kolorowego Fuji Superię dałem do wywołania do tego samego laboratorium, do którego zaniosłem Ilforda. Tym razem udało mi się natrafić na fotografa, więc uciąłem sobie z nim pogawędkę . Sympatyczny facet, on mi też o tym Ilfordzie powiedział. Jeszcze jedną rolkę mam na stanie, więc pewnie wkrótce sprawdzę, czy faktycznie +2EV da lepsze efekty.

Światłomierz Zenita został rozgrzeszony, ale nadal pozostaje kwestia uciekającej ostrości. To już wada mechaniczna (lustro albo matówka nie na swoim miejscu, stąd przekłamuje). Kupiłem więc aparat z wyższej półki – mój wybór padł na Porsta C-TL. Porst C-TL produkowany był przez japońską Cosinę dla niemieckiej sieci handlowej w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku. Do dziś chwalony jest za świetną, precyzyjną mechanikę i solidną konstrukcję. Nie zaprzeczę… :)

Porst C-TL

Porst C-TL. Nad literką "C" to nie jest żadne wytarcie - choć tak wygląda ;)

Trafił mi się egzemplarz w świetnym stanie: po zdjęciach w opisie aukcji widziałem, że ładne to cacko, ale na żywo… wygląda jeszcze lepiej. Cholernie cieszę się z zakupu – gdyby ktoś z Was szukał takich sprzętów, to polecam tego sprzedawcę – LINK.

Tego właśnie szukałem! Solidnej, sprawnej, ładnej i w pełni mechanicznej puszki z mocowaniem m42. Wahałem się nad wyborem mocowania. Ciągnęło mnie w stronę jakiegoś bagnetu, ale to oznaczałoby dodatkowe koszty, a nie chcę się w nie pchać, mając na celu średni format. Nieważne. Porst C-TL spełnił moje oczekiwania. Czasy 1-1/1000s, czułości 25-1600 i przede wszystkim działa. Czego chcieć więcej? Wyglądu? Tego też mu odmówić nie mogę :)

Czytaj całość…

Pierwsze koty za płoty, czyli wcale nie było tak kolorowo…

Ilford XP2 Super 400

Ilford XP2 Super 400

No bo niby jak miało być kolorowo, skoro w aparat wpakowałem film czarno-biały? Ilford XP2 Super 400 w Zenicie TTL, wywołanie filmu w fotolabie i na końcu pierwsze w życiu skanowanie negatywów. Jak poszło? Dramat!

Wiedziałem, że kolorowo nie będzie, stąd też nie czuję rozczarowania. Pierwszy raz zwykle boli – tego się w życiu nauczyłem i dzięki tej nauce dużo łatwiej jest zderzać się z rzeczywistością, która zwykle jest inna, niż oczekiwania. Czasem zdarza się, że za pierwszym razem coś wyjdzie lepiej, niż się spodziewałem, ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę. A regułą jest to, że nie da się dobrze robić czegoś, czego nigdy wcześniej się nie robiło. Fart, to nie umiejętności.

Nie wyszło tak pięknie, jak chciałem, ale swoje zrobiłem. Skany nie są tak fajne, jak oczekiwałem, ale to nie wina moja, filmu czy skanera, ale aparatu. Światłomierz jest do dupy, czego bardzo się obawiałem podczas pierwszych oględzin aparatu – jeszcze przed założeniem kliszy.

W skrócie napisawszy: większość zdjęć nie doświetliłem. Skanując negatywy zastanawiałem się, dlaczego to tak brzydko wygląda. Fatalne kontrasty, brak szczegółów w miejscach, którym przecież daleko do czerni…

Gdzieś na półmetku skapnąłem się, że coś jest nie tak, a zaraz po tym postawiłem diagnozę: zdjęcia są niedoświetlone, a oprogramowanie skanera nieudolnie rozjaśnia obrazy i wychodzi taka beznadziejna kupa. Sporo czasu zajęło mi wyczucie i nauczenie się w miarę owocnego operowania suwaczkami. Niemniej z pustego i Salomon nie naleje, dlatego na tych ciemnych, pozbawionych szczegółów plackach najwyżej można sobie porysować.

Zaczęły mi się te skany podobać dopiero wtedy, gdy olałem rozjaśnianie i zapisywałem takimi, jakimi były. Nie wszystkie, ale te, które tak obsłużyłem, podobają mi się najbardziej.

Inna kwestia, to skaner, który posiadam. W sklepie ani przez moment nie myślałem o tym, że będzie mi służył do skanowania negatywów. Padło na HP ScanJet G2710 – dobry skaner do dokumentów, z wbudowaną w pokrywę przystawką do slajdów/negatywów 36×24 mm. Skaner do wszystkiego, a jak coś jest do wszystkiego… Nie no, nie popadajmy w skrajności. Fakt faktem: gorszy jest od tych dedykowanych negatywom/slajdom.

Czytaj całość…

A słowo ciałem się stało i przyniósł je listonosz

Zenit TTL

Zenit TTL

Liczyłem na to, że przed świętem nieboszczyków będę miał pierwsze skanowanie negatywów za sobą, ale nie udało się, niestety. Strasznie flegmatyczny sprzedawca mi się trafił; prawie tydzień czekałem na numer konta, a dopiero w dziewiątym dniu po zakończeniu aukcji paczka została do mnie wysłana. Dokładnie w środę poprzedzającą weekend poprzedzający dzień truposzy.

Teraz cierpliwie czekam na nową bateryjkę i dwie rolki Ilforda XP2 400. Zdecydowałem się na ten film, ponieważ na samym początku chcę szybko przetestować aparat: sprawdzić jak działa pomiar i migawka z różnymi czasami jej otwarcia i szybko wywołać w labie – a ten film można w c-41, więc akurat. Aparat wydaje się być sprawny, ale wolę go jednak sprawdzić w akcji. Drugą rolkę wywołam sobie kiedyś samodzielnie i będę miał porównanie efektów z zakładu fotograficznego i mojej łazienki.

Kompletowanie ciemni zacznę od zakupu koreksu; w tej chwili akurat nie ma tego, którego sobie upatrzyłem, więc pozostaje (znowu) czekać i polować. To chyba takie mentalne przygotowanie połączone z treningiem cierpliwości potrzebnej w fotografii analogowej :) Spoko, nie pali się: grunt, że aparat, który kupiłem, aparatem jest, a nie jego wrakiem. Reszta powinna polecieć z górki – przynajmniej mam taką nadzieję.

Docelowym punktem miał być średni format, ale jakieś takie dziwne przeczucie mam, że nadto może mi się spodobać w 36×24. Na razie jednak  podchodzę do tego wszystkiego z dystansem: na przetarcie Zenit TTL, bo znam go bardzo dobrze, darzę ogromnym sentymentem (na nim przed laty się uczyłem) i mam do niego więcej, niż jeden obiektyw :) Na tę chwilę nie jestem pewien, jak się to dalej potoczy i czy wskoczę w 6×6, czy może jednak w jakiś lepszy system małoobrazkowy. Pewności nabieram za to w kwestii wyniku konfrontacji analog vs. cyfra… :)

I wiecie co? Ten Zenit z Allegro pachnie identycznie jak ten mój, ponad piętnaście lat temu. Zapach nie do zapomnienia. Zapach młodości.. :)

Czytaj całość…