Jak fotografować ludzi i scenki rodzajowe?

Marzą Ci się klimatyczne, pełne emocji i naturalności zdjęcia, na których bez skrępowania uwieczniłaś/eś obcych ludzi? Ludzi, którzy nie byli speszeni widokiem Twojej osoby trzymającej aparat fotograficzny skierowany w ich stronę – nawet z bliska?

Jeśli tak, to podpowiem Ci, w jaki sposób możesz znacząco ułatwić sobie zdanie. Podpowiem, bowiem pełną odpowiedź udzielisz sobie sam(a). Dwie banalne historyjki pomogą Ci w tym. Oto one.

Jest sobie zlot miłośników pojazdów militarnych, który bardzo chcesz uwiecznić w wyjątkowy sposób. Nie interesuje Cię fotografowanie wystawy, oficjalnej parady czy innych atrakcji wpisanych w oficjalny grafik imprezy. Chcesz czegoś unikalnego, wyjątkowego…

Jesteś na miejscu z dużą, czarną torbą na ramieniu i swoją lustrzanką w dłoni. Z dodatkowym gripem, dużym, jasnym obiektywem i niemałą lampą błyskową sterczącą w sankach aparatu czyhasz na swoją szansę. Tak, z tak doskonałym zestawem do robienia doskonałych zdjęć wystarczy tylko polować.

Przechodzisz obok maszyn stojących w rzędach i szukasz zakamarków, w których czają się takie scenki, o jakich zgromadzona publiczność nawet nie próbuje myśleć. Kręcisz się, obserwujesz, łazisz szukając najlepszej perspektywy…

W końcu unosisz aparat do góry, maleje odległość między okiem i wizjerem i… bach! Ludzie, których chciałeś uchwycić najnaturalniej, jak się da, dostrzegają Ciebie i Twój wielki aparat i spłoszeni tracą cały ten swój luz i swobodę. Klniesz pod nosem, ale nie pozostaje Ci nic innego, jak zapomnieć o wizji zdjęcia sprzed chwili i najwyżej możesz spróbować porozmawiać z nimi – a nuż zechcą pokazać Ci coś, czego inni nie widzieli?


Czytaj całość…

Sprawdzone.eu – zapraszam na nowego bloga!

Ten wpis postanowiłem poświęcić mojemu nowemu, internetowemu dziecku. Blog Sprawdzone.eu – bo o nim mowa – powstał po to, aby mógł się dzielić swoimi opiniami o produktach i usługach, jakie przetestuje na własnej skórze.

Sprawdzone recenzje i opinie

Recenzje będą całkowicie niezależne i – jak to w moim stylu – w 100% subiektywnie. We wstępach do recenzji pierwsze akapity poświęcę nakreśleniu perspektywy, z jakiej oceniał będę dany produkt: moje preferencje, oczekiwania itp.

Nie zamierzam szukać dziur tam, gdzie ich nie ma, dlatego oceniał będę na podstawie najbardziej widocznych cech. Jeśli klej nie będzie lepki, to opiszę jego zapach, kolor i smak, dodając tylko, że owa maź nie wykazuje właściwości kleju.

Co jeszcze? Z racji tego, że skupiał się będę na najbardziej charakterystycznych cechach, czytelnicy blogu Sprawdzone.eu mogą w komentarzach zadawać pytania uzupełniające. W odpowiedziach na nie będę starał się rozwiewać wątpliwości i uzupełniać malowany obraz produktu/usługi o kolory, których z perspektywy odbiorcy brakuje.

Serdecznie zapraszam na sam blog, jak i na fejsbukowy profil – KLIK. Klikając „Lubię to” będzie zawsze na bieżąco, a nawet jeszcze bardziej „do przodu”, bowiem na Facebooku nie zabraknie zapowiedzi recenzji, które dopiero będą miały się pojawić. Miłej lektury, a już niebawem kolejne fotograficzne wpisy – także typowe „czytadła” (bez zdjęć).

Podgląd RAW w powłoce Windows Vista i 7

Od dawna marzyła mi się opcja podglądu RAW-ów bez konieczności otwierania ich w wywoływarkach. Dziś mogę powiedzieć „nareszcie!”, bowiem dobry wujek Microsoft poszedł tropem oczekiwań fotografów i sklecił kodek, który pozwala oglądać surowe zdjęcia tak samo, jak wszystkie inne, popularne pliki graficzne. Jest Picassa, ale nie mam zaufania do tego wynalazku (chodzi o prywatność).

Po zainstalowaniu kodeków by Microsoft, w folderach z włączonym widokiem miniatur (obojętny rozmiar) tworzone są miniatury przedstawiające zdjęcie schowane w RAW-ach. Przy nazwach plików widnieje ich rozszerzenie, które ukrywane jest, gdy ów typ pliku skojarzony zostanie z systemową przeglądarką zdjęć i obrazów.

Podgląd RAW-ów w folderze Windows Vista i 7

Podgląd RAW-ów w folderze - pierwsze cztery to RAW-y z Canona 5D MarkII, które nie są skojarzone z przeglądarką systemową (widać rozszerzenie pliku)

RAW-y można przeglądać w domyślnej przeglądarce zdjęć jak zwykłe zdjęcia, co mnie cholernie cieszy: w dużym rozmiarze łatwo mogę ocenić jakość zdjęcia (celność ostrości, ewentualne poruszenia, no i to, co się utrwaliło w kadrze).


Czytaj całość…

Olympus FL-36 – nie działa, pika, zwarcie jest…

„Nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku! Dziadek się śmiał – to samo miał”

Nie sposób o tym porzekadle zapomnieć, gdy w jego przesłanie wpisuje się zwykły, perfidny pech. Na szczęście tak się fajnie składa, że potrafię, a nawet lubię się z siebie śmiać i teraz właśnie mój własny niefart bawi mnie jeszcze bardziej, niż wcześniejszy pech kolegi.

Kolega ów szarpnął się na sprzęt Manfrotto – statyw, który swoje kosztował, ale miał być „na lata”. I ten właśnie „statyw na lata” upadł sobie, w wyniku czego w głowicy „na lata” pękła kula „na lata”. Z jednej strony współczucie, ale z drugiej – dzięki owemu „na lata” rozbawienie :)

Szybko zapomniałem o przypadku kolegi – do czasu, aż mnie bozia pokarał za podśmiechujki z bliźniego swego i przywalił w równie czuły – bo fotograficzny – punkt. Ni z tego, ni z owego padła mi lampa błyskowa :) Moja mała, zgrabna, kochana FL-36.

Olympus FL-36 - zepsuta lampa

Moja Mała Czarna - Olympus FL-36


Czytaj całość…

Zaćmienie księżyca (foto) i złośliwość rzeczy martwych

Zaćmienie księżyca - 15 czerwca 2011

Zaćmienie księżyca - 15 czerwca 2011

Taki niefart, że aż mi się z tego śmiać chce :) O całkowitym zaćmieniu księżyca trąbili w mediach od paru tygodni, ale niezbyt mnie to ruszało. Popatrzyć – owszem, ale paradować ze statywem? Nieee…

Wieczorkiem, tak w okolicach godziny 21:00, wylazłem na balkon obczaić zaplanowany na tę porę początek zaawansowanej fazy zaćmienia naszego naturalnego satelity. Spojrzałem do góry i stwierdziłem nie tyle zaćmienie księżyca, co całego wszechświata. Pieprzone chmury.

Wróciłem przed komputer przygotowywać dyplomy dla dzieciaków z grup tanecznych ARA. Po 23 znowu poszedłem na balkon i… czyściutkie niebo, a księżyca prawie nie widać – zaćmiony! Nagapiłem się więc i wróciłem przed monitor, ale wewnątrz mnie coś się tłukło. Z jednej strony nie zamierzałem robić zdjęć księżycowi, z drugiej zaś coś we mnie takich zdjęć chciało. Tylko, że mi się nie chciało, bo zdążyłem się już przełączyć w tryb wieczornego leniuchowania.

W końcu, chyba bardziej dla świętego spokoju, wyjąłem z szafy pokrowiec, a z niego statyw. Polazłem z nim na balkon, rozstawiłem go i wróciłem do pokoju po aparat. Po drodze włączyłem go i… w tył zwrot, bo nie ruszy – akumulator rozładowany. Padł sam z siebie, gdzieś między niedzielą a dzisiaj. Zamiennik. Oryginał padł w sobotę na weselu i jeszcze go nie naładowałem.

Ale oryginał nie zdechł całkiem, więc włożyłem go do aparatu i zadziałało. Przetransportowałem się więc na balkon, aparat osadziłem na statywie, MF i nieskończoność (o dziwo musiałem skorygować, bo ostrość trafiła gdzieś hen za księżycem), następnie pomiar światła, tryb M i ustawienia na „zdaje mi się”.


Czytaj całość…