Spieszmy się kochać jesień…

Są takie chwile, kiedy chciałbym być profesjonalistą. Zawodowcem, którego pracą jest robienie zdjęć. Mógłbym przestawić zegar biologiczny i w normalnych porach, w trakcie pracy, móc chwytać obrazki, których normalnie nawet nie mam okazji zobaczyć.

Śpię do późna, bo do późna pracuję. Nocą nikt mi nie przeszkadza i nic mnie nie rozprasza, więc swobodnie zasuwam sobie przy komputerze, a gdy czuję się zmęczony – kładę się spać. Przesypiam wschody słońca i poranne mgiełki, na które mógłbym się budzić, gdybym sypiał według zasad demokratycznych.

Rzadko zdarzają się takie poranki, o których jestem wypoczęty, rześki i pełny energii na równi z BLM-1 w aparacie. Kilka dni temu tak się szczęśliwie złożyło, że koło północy uciąłem siebie dwugodzinną drzemkę i o świcie miałem jeszcze sporo paliwa. Ubrałem się więc i z aparatem na ramieniu wyruszyłem na miasto.

Spieszmy się kochać jesień...

Spieszmy się kochać jesień...

Tym razem celem nie byli ludzie i kontekst ich otaczający, ale jesień. Ta wspaniała i piękna pora roku, której uroda łatwo przemija. Padało i wiało niedawno, ale kolorowe czapy liści na szczęście jeszcze się ostały. To o nie chodziło. O zielono-brązowo-czerwono-złote barwy jesieni, których mogę już nie mieć okazji fotografować tego roku. Wolałem zrobić to tego dnia, niż przy jakimś pechu nie zrobić tego wcale.

Trochę tej jesieni przyniosłem w aparacie. To jest moja jesień, uchwycona tak, jak ją widziałem i jak umiałem. Może dzięki temu odwróci się karta i mniej będzie w moim życiu chwil, w których zazdroszczę zawodowcom?


Czytaj całość…

Kodak Portra 400 NC

I stało się. Pierwszy w mojej analogowej karierze Kodak Portra o czułości 400 i w wersji z umiarkowanie nasyconymi kolorami (NC) doczekał się zapełnienia, wywołania i zeskanowania. Film „wypstrykałem” aparatem Porst C-TL z obiektywami Beroflex Auto 28mm i Helios 44-2.

Negatyw zaliczył tylko podstawową, automatyczną obróbkę bazującą na gotowym profilu filmu. Zrezygnowałem z pipetki i suwaczków, bo nie chciałem przedobrzyć w żadną stronę, a przy okazji zabijać efektów mniej lub bardziej poprawnego naświetlenia poszczególnych klatek.

A z naświetleniem było różnie – na szczęście przy tej rolce konsekwentnie trzymałem się jednego poziomu naświetlenia wskazywanego przez światłomierz, czym zmusiłem szydło, by wylazło z wora i pozwoliło wyczuć ów światłomierz. Teraz wiem, że punktem „0” jest poziome ułożenie wskazówki, a nie jej centralne, lekko skośne położenie.

Film Kodak Portra w skrócie mogę scharakteryzować jednym zdaniu: jest to bardzo wygodny w skanowaniu i obróbce negatyw, który prawidłowo naświetlony nie wymaga właściwie żadnych zabiegów, by zdjęcie było ładne.

Niedoświelony Kodak Portra uciekał mi przede wszystkim w zieleń (biele i jasne szarości w świetle dziennym) i chłodniejszą zieleń w cieniu oraz w brąz (ciemne szarości, głębokie cienie). Z kolei gdy w kadrze dominowało światło o temperaturze poniżej 2000K (np. zachód słońca), wówczas w cieniach pojawiał się brązowo-purpurowy zabarw.

Do Kodaka Portry jeszcze wrócę, a tymczasem zapraszam do obejrzenia kilkunastu sampli Portry 400 NC.


Czytaj całość…

Pieprzyć szczegóły!

Wiele zostało powiedziane na temat różnic między przeglądaniem zdjęć na monitorze, a oglądaniem ich w tradycyjnej, papierowej postaci i wyższości tej drugiej formy nad pierwszą. Można bronić (i to skutecznie) tak jednej, jak i drugiej opcji podziwiania fotografii, ale ja nie o tym.

W powiększeniu mogę analizować każdy piksel z osobna, podczas gdy papierowa odbitka wybaczy nawet niewybaczalny dla monitora szum. Zdjęcie w rozdzielczości jedenastu milionów pikseli mojego Olympusa pozwala zobaczyć to, czego nawet na miejscu nie widziałem. To taki fajny rodzaj zaskoczeń w stylu „Patrz, ale jaja! W tej łyżce odbił się dłubiący w nosie Rysiek, którego nie ma w kadrze”.

Kilka takich niespodzianek sprawiło, że coraz rzadziej sięgałem po dłuższe obiektywy. Szerszy zoom i nie jaśniej, niż f/5,6, aby przypadkiem czego nie zgubić. Po co? Po to, aby wyciąć 1/16 kadru i gdybać, co by dało zrobienie tego detalu dłuższym obiektywem?

Detale w fotografii

Detale w fotografii


Czytaj całość…

Musicalowa Gala Teatru Broadway w Dębicy

W minioną sobotę, 15 października w Domu Kultury Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. odbyła się Musicalowa Gala Teatru Broadway ze Szczecina (strona teatru – klik). Wydarzenie wpisało się w obchody tegorocznych dębickich Dni Sztuki. Byłem prawdopodobnie jedynym fotografem na sali (nie licząc pana z małpką, który z końca sali fotografował Kankana z czasem migawki 1/8s ;)) Ewentualnych zainteresowanych zdjęciami zapraszam do kontaktu mailowego: fotografia@wsubiektywie.pl lub  na Facebooku – link.

Musicalowa Gala Teatru Broadway w Dębicy

Musicalowa Gala Teatru Broadway w Dębicy

Gala rozpoczęła się z niespełna dziesięciominutowym poślizgiem. Pierwszą, trwającą godzinę z haczykiem część widowiska zakończył, wspomniany w poprzednim akapicie, Kankan, po którym publiczność udała się na przerwę. Po kwadransie powrót na salę i dalsza część spektaklu. Osobiście uważam, że po przerwie za dużo było śpiewu, a za mało tańca, ale i tak podobało mi się. Momentami nawet bardzo, np. klimat stworzony przez „Deszczową Piosenkę” i jej oprawę taneczno-świetlną był w stanie pokonać filtr, jakim jest pryzmat wizjera mojego aparatu, który zazwyczaj bardzo skutecznie odsiewa artystyczne  łakocie dla duszy :)


Czytaj całość…

Jak fotografować ludzi i scenki rodzajowe?

Marzą Ci się klimatyczne, pełne emocji i naturalności zdjęcia, na których bez skrępowania uwieczniłaś/eś obcych ludzi? Ludzi, którzy nie byli speszeni widokiem Twojej osoby trzymającej aparat fotograficzny skierowany w ich stronę – nawet z bliska?

Jeśli tak, to podpowiem Ci, w jaki sposób możesz znacząco ułatwić sobie zdanie. Podpowiem, bowiem pełną odpowiedź udzielisz sobie sam(a). Dwie banalne historyjki pomogą Ci w tym. Oto one.

Jest sobie zlot miłośników pojazdów militarnych, który bardzo chcesz uwiecznić w wyjątkowy sposób. Nie interesuje Cię fotografowanie wystawy, oficjalnej parady czy innych atrakcji wpisanych w oficjalny grafik imprezy. Chcesz czegoś unikalnego, wyjątkowego…

Jesteś na miejscu z dużą, czarną torbą na ramieniu i swoją lustrzanką w dłoni. Z dodatkowym gripem, dużym, jasnym obiektywem i niemałą lampą błyskową sterczącą w sankach aparatu czyhasz na swoją szansę. Tak, z tak doskonałym zestawem do robienia doskonałych zdjęć wystarczy tylko polować.

Przechodzisz obok maszyn stojących w rzędach i szukasz zakamarków, w których czają się takie scenki, o jakich zgromadzona publiczność nawet nie próbuje myśleć. Kręcisz się, obserwujesz, łazisz szukając najlepszej perspektywy…

W końcu unosisz aparat do góry, maleje odległość między okiem i wizjerem i… bach! Ludzie, których chciałeś uchwycić najnaturalniej, jak się da, dostrzegają Ciebie i Twój wielki aparat i spłoszeni tracą cały ten swój luz i swobodę. Klniesz pod nosem, ale nie pozostaje Ci nic innego, jak zapomnieć o wizji zdjęcia sprzed chwili i najwyżej możesz spróbować porozmawiać z nimi – a nuż zechcą pokazać Ci coś, czego inni nie widzieli?


Czytaj całość…