Pentax K-5 – jego zdjęcie i moje dylematy
10 września 2010 | Kategoria: Aparaty, Sprzętowo | Komentarzy: 21
Zawsze miałem słabość do niszowych marek i nigdy tego nie kryłem. Świat fotografii dziwnym trafem dostosował się do moich preferencji, bowiem uznawane za niszowe Olympus i Pentax również designem najlepiej trafiają w moje gusta.
Bardzo, bardzo, bardzo ładnie wygląda K-5. Ostro, odważnie, mocno, męsko. Zupełne przeciwieństwo półprofesjonalnego modelu innej firmy, z którym K-5 najprawdopodobniej będzie bezpośrednio konkurował. Świetny design, powtarzam raz jeszcze!

Pentax K-5: wymiary: 131 x 97 x 73mm, waga: 770g, 16,2 MPx (CMOS Sony Exemor), 18 punktowy AF, ISO 200-12800 (rozszerzalne 50-25600), sugerowana cena: 1699$ (samo body) - info ze strony k-rumors.com, tam też więcej informacji
To jest właśnie aparat; spora bryła kryjąca solidny mechanizm mający robić, co do niego należy. Nie potrafię powstrzymać się od porównywania Pentaxa K-5 do dwucyfrowego modelu innej firmy, który sprawia wrażenie, jakby zaprojektowali go inżynierowie Lamborghini z działu aerodynamiki. I ten otwór mikrofonu… Może producent wie już o jakimś nowym, nadchodzącym trendzie, wedle którego do gamy różnorakich testów aparatów fotograficznych dojdzie pomiar współczynnika oporu powietrza?
Średni format to nie magia. 6×6 to matematyka.
7 września 2010 | Kategoria: Myślę sobie..., Sprzętowo | Komentarzy: 3
Jak to dobrze, że wczoraj nie musiałem się żenić. Miałem tak skopany dzień, że pewnie przed ołtarzem, zamiast słów przysięgi małżeńskiej złożyłbym wniosek o przeniesienie uroczystości na późniejszy termin. Wątpliwości były w sprawie każdej; kryzys porównywalny do tego po odkryciu prawdy o św. Mikołaju.
Ciągnie mnie do kwadratowej klatki jak nie wiem co i nie kryję się z tym. Ostatnio z Mirkiem, fotografując koszykówkę, wzdychaliśmy sobie za tą głębią, klimatem, plastyką zdjęć średniego formatu… Jest do czego wzdychać: 6×6=obraz, który aż zaprasza, by do niego wejść; przecież w jego głębi znajdzie się miejsce dla każdego. Pierwszy plan niemal wyłazi ze zdjęcia, można go palcem przesunąć albo zahaczyć, złapać i wyjąć.
Były bajki, były filmy, były również książki, w których istniały zaczarowane obrazy pozwalające wejść do siebie i zagościć w świecie za ich pomocą przedstawionym. Opis owych zaczarowanych malowideł niemal pokrywa się z tym, co napisałem o zdjęciach zrobionych aparatem średnioformatowym. Pisałem bowiem jak o czymś niezwykłym, wspaniałym, magicznym, o czym marzę i czego chcę. Bo chcę i będę miał, wiem nawet mniej więcej kiedy przyjdzie na to czas.
Jednak wczorajszy dzień sprawił, że opadła cała ta mgła niezwykłości spowijająca świat Startów, Kievów, Lubiteli, Mamiyi, Yashiki i innych. Po raz pierwszy spojrzałem na średni format chłodnym okiem, bez całej tej podnietki powodowanej zachwytem nad plastyką kwadratowego obrazu. Zamiast bajkowej magii dostrzegłem bezwzględną matematykę.
To nie czary; to tylko iluzja. Koszty spowodowały, że średni format gościł głównie w marzeniach, a marzenia dotyczyły i dotyczą tego, co wynika z prostej matematyki. Ta cała osławiona plastyka jest zasługą wartości liczbowych i ich wzajemnego na siebie wpływu:
- im dłuższa ogniskowa i mniejsza przysłona, tym płytsza głębia ostrości
- im większa powierzchnia klatki, tym szerszy kąt na tej samej ogniskowej
- im szerszy kąt, tym większa głębia, czyli odległości między planami
SanDisk WORM – karta pamięci jednokrotnego zapisu. Dla tęskniących za kliszą :)
4 września 2010 | Kategoria: Myślę sobie..., Sprzętowo | Komentarzy: 22
Jestem z tych, którzy z nostalgią wracają do wspomnień fotografii analogowej; odpowiedzialności towarzyszącej każdemu naciśnięciu spustu migawki i niepewności ustępującej dopiero w momencie zobaczenia odbitek…
Fotografia cyfrowa jest niewymagająca: praktycznie bez ponoszenia żadnych kosztów można pstryknąć tysiąc zdjęć, nad żadnym z nich specjalnie się nie zastanawiając: co wyjdzie, to wyjdzie, a jak coś wyjdzie trochę, to się w fotoszopie poprawi i będzie.
Moją pierwszą lustrzanką był Zenit TTL z Heliosem 44-2. Aparat ten dostałem od ojca, który nie miał już czasu na fotografię, a nie chciał, by aparat leżał bezczynnie. Szkoda, że tatu nie był konsekwentny w tym zaszczepianiu we mnie fotografii i razem z aparatem nie podarował mi reszty swojego fotodobytku, tj. kompletnej ciemni. Tę przekazał SAF (Szkolnej Agencji Fotograficznej) – pamiętam, jak te wszystkie klamoty wywozili na małej przyczepce…
Dziś sobie życie utrudniam, starając się fotografować na tyle manualnie, na ile sytuacja pozwala. Są sytuacje, gdzie głupotą byłoby nie skorzystanie z priorytetu przysłony lub migawki, ale największą frajdę sprawia mi ręczny dobór ustawień. Czasem odbywa się to kosztem samego zdjęcia gdy w kadrze coś się zmieni in minus, niemniej staram się mieć jak najwięcej do powiedzenia przy każdym wykonywanym zdjęciu.
Cyfrowe aparaty dysponują trybami manualnymi, ale ustępują tym prawdziwym analogom. Kwestia ergonomii to jedno, ale sposób prezentacji wskazań światłomierza… jak bum cum nic nie przebije wychyłowego wskaźnika w wizjerze Zenita TTL! Ani wskazówka na korpusie starszych modeli Zenita, ani diody w nowszych wersjach. Ta wskazówka TTL-ki rządziła!
Zuiko Digital ED 40-150mm f/4.0-5,6 – nie test, ale…
2 września 2010 | Kategoria: Obiektywy, Praktyka, Sprzętowo | Komentarzy: 8
…ale moja subiektywna opinia o tym budżetowym obiektywie. Ów 40-150mm kupiłem z Olympusem e-520 w zestawie dual kit: 14-42mm f/3,5-5,6 i właśnie tytułowy lens. Było to moje pierwsze spotkanie z lustrzanką systemu 4/3, o której wcześniej wiedziałem tylko tyle, ile sam w necie wyczytałem. Aha, swoje grosze dorzucił Bodek, posiadacz e-510.
Prawdą jest, że optyka Zuiko jest genialna! W komentarzach do testów tych obiektywów nie brak wyrazów zachwytu i zazdrości ze strony użytkowników innych systemów. Nie są to przesadzone peany, ponieważ…
No właśnie: system 4/3 został zaprojektowany od zera, z myślą o uzyskaniu jak najlepszej jakości obrazu na całej powierzchni kadru. Udało się to i tej jakości skapnęło trochę także użytkownikom sprzętu z niższej półki. Sprzedawanemu w zestawie z lustrzankami o trzycyfrowej numeracji obiektywowi Zuiko Digital 14-42mm zarzucić można co najwyżej plastikowy bagnet, no bo optycznie jest świetnie. Gorzej sprawy się mają z drugim kitem, tytułowym Zuiko Digital 40-150mm f/4-5,6. Ten, jak na obiektyw Zuiko, rozczarowuje i to dosyć mocno. Choć z drugiej strony, jeśli wziąć poprawkę na jego cenę…
Największą wadą tego obiektywu są jego problemy z ostrością. Trzeba wiele zdjęć przez to szkło zrobić, aby nauczyć się z nim żyć i wiedzieć, jak unikać rozczarowań.
Canon IXUS 1000 HS – mógłbym go chcieć
19 sierpnia 2010 | Kategoria: Aparaty, Sprzętowo | Komentarzy: 10
Po pierwsze: ciekaw jestem ceny. Po drugie: chcę zobaczyć test. Bo prasowa papka wypuszczona przez Canona na świat wygląda i pachnie apetycznie – KLIK. Cienki aparat, zoom optyczny 10x, 10 Mpx, mało szumiąca matryca, jakiś cudaczny tryb nocny i ponad 3,5 normalnej klatki na sekundę. Czegoś takiego mi trzeba!
Nie chcę dublować lustrzanki PEN-em w imię niewielkich, poręcznych rozmiarów. Samo bezlusterkowe body może i jest małe, ale noszenie go w kieszeni z jakimkolwiek obiektywem nie wchodzi w grę. Co innego małe cosik wielkości telefonu, które obiektyw wystawia tylko wtedy, gdy jest to konieczne.
A dobry aparat pod ręką bywa niezastąpiony. Powtarzam: dobry. Musi być mały i wypluwać zdjęcia akceptowalnej jakości. Akceptowalnej, czyli takiej, która mnie nie załamie :) Po prostu zdjęcia muszą wyglądać na tyle przyzwoicie, abym przeglądając je na komputerze nie żałował, że jednak nie wziąłem ze sobą lustrzanki. Powiększać do 1:1 nie zamierzam, wystarczy, żeby zdjęcie wyglądało przyzwoicie, kiedy dłuższy z boków będzie miał powiedzmy 1200 px.


