HotPixels – darmowy program do usuwania gorących pixeli

Jedni ludzie wyprowadzają swoje szczekające czworonogi na smyczy. Inni zaś pieski zastępują aparatami na trzech nogach statywu, z którymi miast smyczy łączy ich wężyk spustowy. A skoro jest wężyk i statyw, to muszą być długie czasy naświetlania, a jeśli migawka pozostaje długo otwarta, to zdjęcie często wychodzi piegate.

Gorące piksele (hot pixels), to zmora nocnych marków, którym zachciewa się długich ekspozycji. Pół biedy, jeśli obecne na zdjęciu biało-kolorowe punkty można zliczyć na palcach jednej dłoni. Gorzej, jeśli świecących pikseli jest tyle, że wizja ręcznego usuwania ich (np. stemplem) przyprawia o dreszcze, zimne poty i drgawki.

ISO 800, czas: 70 sekund i na zdjęciu (poniżej) pierwszy śnieg. Pogrzebałem trochę po internecie, porównałem kilka recept na hot-pixele i wybrałem tę, która najbardziej przypadła mi do gustu. Tym cudownym środkiem jest bardzo prosta aplikacja o wszystko mówiącej nazwie HotPixels.

HotPixels - darmowy program do usuwania gorących pixeli na zdjęciach

Okienko programu HotPixels

Czytaj całość…

Podgląd RAW w powłoce Windows Vista i 7

Od dawna marzyła mi się opcja podglądu RAW-ów bez konieczności otwierania ich w wywoływarkach. Dziś mogę powiedzieć „nareszcie!”, bowiem dobry wujek Microsoft poszedł tropem oczekiwań fotografów i sklecił kodek, który pozwala oglądać surowe zdjęcia tak samo, jak wszystkie inne, popularne pliki graficzne. Jest Picassa, ale nie mam zaufania do tego wynalazku (chodzi o prywatność).

Po zainstalowaniu kodeków by Microsoft, w folderach z włączonym widokiem miniatur (obojętny rozmiar) tworzone są miniatury przedstawiające zdjęcie schowane w RAW-ach. Przy nazwach plików widnieje ich rozszerzenie, które ukrywane jest, gdy ów typ pliku skojarzony zostanie z systemową przeglądarką zdjęć i obrazów.

Podgląd RAW-ów w folderze Windows Vista i 7

Podgląd RAW-ów w folderze - pierwsze cztery to RAW-y z Canona 5D MarkII, które nie są skojarzone z przeglądarką systemową (widać rozszerzenie pliku)

RAW-y można przeglądać w domyślnej przeglądarce zdjęć jak zwykłe zdjęcia, co mnie cholernie cieszy: w dużym rozmiarze łatwo mogę ocenić jakość zdjęcia (celność ostrości, ewentualne poruszenia, no i to, co się utrwaliło w kadrze).

Czytaj całość…

CameraSim – symulator lustrzanki on-line

CameraSim - symulator lustrzanki

CameraSim - symulator lustrzanki - kliknij, aby przejść na stronę z symulatorem

„Ot, ciekawostka” – pomyślałem w pierwszej chwili. Poruszałem suwaczkami, poźliłem się na beznadziejny kadr i opuściłem stronę. Kiepskie to, jak na symulator, na którym zainteresowani zakupem pierwszej lustrzanki będą mogli się sprawdzić.

Ale, ale… dlaczego akurat mają się sprawdzać? Właśnie, że nie muszą! Narzędzie może posłużyć bardziej NAM – doświadczonym posiadaczom lustrzanek – do demonstrowania przyszłym lusterkowiczom możliwości aparatów. Nie tylko lustrzanek, ale wszystkich sprzętów oferujących zaawansowane ustawienia ekspozycji.

Symulator lustrzanki - Exif-y przy suwaczkach ;)

Symulator lustrzanki - Exif-y przy suwaczkach ;)

Czytaj całość…

Winieta, czyli efekt winietowania na zdjęciach

Wikipedia rzecze:

Winietowanie – wada obrazu uzyskiwanego w urządzeniu optycznym, polegająca na niedoświetleniu brzegów kadru, spowodowana niedoskonałością optyki urządzenia, zakłóceniem brzegów toru optycznego innymi elementami urządzenia lub też wywołana nieodpowiednim oświetleniem. W niektórych przypadkach winietowanie jest celowo wprowadzanym efektem artystycznym, mającym zwrócić uwagę na środku kadru.

Ja dodaję:

Efekt najczęściej spotykany w kiczowatych zdjęciach, dodawany bez sensu, bez znajomości przyczyn jego powstawania w warunkach naturalnych, używany bezmyślnie, „bo mi się podoba”, podważający posiadanie dobrego gustu przez stosującego go obrabiacza zdjęć. Większość zdjęć z winietą otrzymała ją na etapie edycji zdjęć w programach graficznych, które efekt ten posiadają (od darmowego PhotoScape do płatnego Photoshopa – tu ciekawostka: legalne wersje softu Adobe również go posiadają).

Tyle zjadliwości, czas rozpisać, o co dokładnie mi chodzi.

Producenci obiektywów palą się ze wstydu, kiedy okazuje się, że ich obiektywy mają skłonności do winietowania. Szerokie kąty, tulipany (osłony przeciwsłoneczne) czy nawet za bardzo wystające gwinty mocowania filtrów – one wszystkie są najczęstszymi przyczynami winiety, która równomiernie zaciemnia rogi zdjęcia.

Nie, nie zamierzam walczyć z winietowaniem. Podoba mi się ten efekt, ale tylko wtedy, kiedy spełnia podstawowy warunek: nie wygląda kiczowato. A wygląda, jeśli, wygląda sztucznie. A wygląda sztucznie, jeśli:

  • – Pokrywa 60% powierzchni kadru wykonanego teleobiektywem (no, chyba, że ktoś zdjęcia robi przez dwumetrową rurę, to może się wykłócić)
  • – Jest biała – zdjęcia z winietą robione w negatywie mają prawo do winiety w kolorze białym, ale cyfrowe zdjęcia z winietą w kolorze białym? Fotokicz, jak od negatywu do slajdu. Biała, dodana sztucznie, podoba mi się jedynie na zdjęciach zrobionych w technice high-key – ale też pod warunkiem, że użyta jest z wyczuciem.
  • – Jest koślawa i najmniej intensywna w punkcie, który autor takiego kiczu chciał podkreślić. Jeśli zrobił zdjęcie, na którym nie widać tego, co chciał pokazać, niech lepiej zrobi strzałki: dzięki nim w mniejszym stopniu ucierpią elementy znajdujące się w dalszym otoczeniu podkreślanego tematu zdjęcia.
  • – Została dodana na samym końcu – wyobraźcie sobie zdjęcie z intensywnie nałożonym efektem cross-processingu i czarną winietą. Niebiesko-fioletowo-zielone cienie i szaro-czarne rogi. Koszmar!
  • – Wygląda idiotycznie. Po prostu. Widziałem naprawdę zajebiste zdjęcia, lecz spieprzone winietą, która pasowała tam mniej, niż ślepemu telewizor Full HD. Świetne prace, ujęcia, że paluchy lizać, ale bezsensownie użytymi efektami sprowadzona do poziomu kiczu. Taki wiejski tuning, no…

Czytaj całość…

Brak wyższych czułości? Oto sposób! ISO-3200, ISO-6400, ISO-12800… dla każdego!

Raz, a może razów kilka, zdarzyło mi się narzekać na swojego e-520 z powodu zbyt wąskiego zakresu dostępnych czułości. Olympus w swoich amatorskich lustrzankach (serie e-4xx i e-5xx) oferuje iso-100 do iso-1600, w skoku co 1EV. Często to zbyt mało, szczególnie w przypadku korzystania z ciemniejszych obiektywów.

W starszych modelach Olympusa (tych z matrycami CCD) z poziomu menu serwisowego można było wymusić czułości spoza standardowego zakresu, ale z LiveMOS już tak fajnie nie jest. Nie próbowałem, ale ponoć da się ustawić jedynie niższe, niż iso-100 (iso-50, iso-64 i iso-80). A co z wyższymi?

Najciemniej pod latarnią

Po co organizować pikiety pod siedzibą producenta, prowadzić głodówki czy porywać zakładników celem wymuszenia wydania nowego firmware odblokowującego wyższe ISO, skoro rozwiązanie jest jedynie kwestią sprytu i pomysłowości?

Nie dość, że mogę mieć więcej, niż daje oferowane standardowo maksymalne iso-1600, to jeszcze zamiast co 1 krok regulować mogę co 1/3. I bez zbędnych kombinacji z oprogramowaniem czy serwisowym menu.

Oto sposób:

Z tej prostej metody korzystać mogą wszyscy, bez względu na producenta swojego aparatu. Warunek jest jeden: trzeba korzystać z RAW-ów. Na czym ów cudowny sposób polega? Na zastąpieniu przycisku „ISO” przyciskiem korekcji ekspozycji [+/-].

Zwiększenie o 1EV czułości dwukrotnie skraca czas migawki. Korekcja ekspozycji o -1EV powoduje dokładnie to samo! Zatem wystarczy obniżyć ekspozycję o tyle, o ile chciałoby się zwiększyć czułość, by uzyskać żądany czas naświetlania. Później, podczas wywoływania RAW-ów, pozostanie jedynie z powrotem podbić ekspozycję o tyle, o ile podczas robienia zdjęcia była obniżona.

 

Czytaj całość…