Jak wykorzystać zastane światło i cienie?

Wykorzystanie zastanego światła

Założenie było takie, aby twarz oświetlało światło wpadające z jednego wlotu wiaduktu, za tło miała robić jasna plama wylotu, a rola naturalnej ramy przypadła ścianom prostokątnego wiaduktu. Nie wyszło idealnie równo, ale winą za to obarczam kałuże i błoto pod nogami oraz sprzęty poukładane w względnie suchych miejscach.

Czytaj całość na fotoblogu…

Kodak Professional BW400CN

Niespełna pięć miesięcy zajęło mi zrobienie 36-klatkowej rolki Kodaka BW400CN. Trzeciego maja skończyłem ten film, wczoraj go wywołałem i zeskanowałem. Wrażenia? Dziwne. Wiele razy BW400CN spowodował pozytywny opad szczęki, ale nie zabrakło też pewnych rozczarowań.

Kodak BW400CN

Prawidłowo naświetlony Kodak BW400CN nie wymaga wiele podczas obróbki. Za to źle naświetlony daje popalić. (Porst CT-L + Beroflex Auto 28mm f/2.8)

Moim zdaniem Kodak Professional BW400CN nie jest opcją dla początkujących i nie jest też dla obcych. Z tym filmem nie tylko należy pracować nienagannie technicznie, ale trzeba go też poznać, aby wiedzieć, co lubi, a czego nie toleruje. Po pierwszej zrobionej rolce wiem już, że Kodak BW400CN nie tylko nie boi się światła, ale zdecydowanie je lubi. Może nie w tak dużych ilościach jak Ilford XP2 (tego dobrze jest prześwietlać nawet o 2 EV), ale tak do +1 EV nie powinno Kodakowi zaszkodzić. Więcej w opisach do poniższych materiałów edukacyjno-doświadczalnych ;)

Czytaj całość…

Czasem trzeba odpocząć, by polubić plamy

Niby wybyczyłem się przez święta. Niby w ostatnim czasie mniej pracy było. Niby w ostatnich tygodniach aparat nie leżał bezczynnie i się nie kurzył. Niby w związku z tym wszystkim powinno wszystko grać i prawidłowy balans winien być zachowany. Niby tak, ale jednak nie tak.

Potrzebowałem głęboko odetchnąć i zrobić coś na pełnym luzie. Nie myśląc jak, nie zastanawiając się po co i nie kombinując, by było lepiej, niż być może. Po prostu: fotografować tylko i wyłącznie dla zabawy, dla przyjemności i w przenośni dla „rozprostowania kości”. Właśnie tak: przeciągnąć te swoje fotograficzne gnaty, nie bacząc na to, że dziwne miny przy tym robię i dziwne dźwięki z siebie wydaję.

A później zapomnieć o kolorze i zabawić się w czernie i biele, światła i cienie, plamy jasne i ciemne i duże kontrasty. Bez wcześniejszych założeń. Dla przyjemności. Zdjęcia robiłem na lajcie, więc na lajcie je wywołałem. Nikt nie musiał ich widzieć, za to ja miałem okazję, by na luzie zbliżyć się do pustych plam, których dotąd tak bardzo się bałem. Zawsze kombinowałem, aby nawet w głębokich cieniach przemycić szczegóły i miętoliłem te biedne zdjęcia, których jasne lub ciemne obszary aż się prosiły o wypełnienie.

Czarno-biała fotografia relaksacyjna

Czarno-biała fotografia relaksacyjna

Czytaj całość…

Teatr Kurtyna „Papa się żeni” – zdjęcia

Czytaj całość na fotoblogu…

Zasilanie aparatu: oryginalny akumulator, czy może jednak zamiennik?

Oryginalny Olympus BLM-1

Oryginalny Olympus BLM-1

Razem z aparatem dostałem garść akcesoriów, wśród których był akumulator. Oryginalny akumulator Olympus BLM-1 + standardowa ładowarka, aby móc robić zdjęcia od zaraz.

Z domyślnymi ustawieniami aparatu, raz zatankowany do pełna akumulator wytrzymywał około pół tysiąca zdjęć. Pisząc o domyślnych ustawieniach, mam na myśli automatyczny podgląd świeżo zrobionego zdjęcia przez 5 sekund. Do tego dodam przeglądanie części zrobionych zdjęć podczas sesji, a także kasowanie w trakcie nieudanych kadrów oraz sporadyczne używanie wbudowanej lampy błyskowej.

Szybko porzuciłem powyższe ustawienia i zwyczaje:

  1. – wyłączyłem automatyczny podgląd zdjęć
  2. – zrezygnowałem z wbudowanej lampy
  3. – praktycznie przestałem przeglądać zdjęcia (sporadycznie tylko, w zastępstwie automatycznego podglądu, aby rozwiać wątpliwości dotyczące ustawień ekspozycji i ich wpływu na zdjęcie)
  4. – przestałem kasować zdjęcia (po zrzuceniu zdjęć na dysk format karty i po sprawie)

 

Dzięki temu żywotność oryginalnego akumulatora wzrosła do tysiąca zdjęć (rekord, to około 1200 podczas maratonu MTB), ale tak dobry wynik absolutnie nie zwalniał mnie z konieczności posiadania „zapasówki”. Nie tylko dlatego, że pełnego BLM-1 może czasem zabraknąć, ale również przez to, iż oryginalny nie zawsze był naładowany na full, a do tego sam z siebie też się rozładowuje i głupio by było, gdyby po pięćdziesięciu kadrach mi zdechł :)

Czytaj całość…