Fotografia cyfrowa, to morze możliwości. Można w nim utonąć.

Bałtyk

Bałtyk

Można zdać się na gotowych przewoźników lub zaopatrzyć się w łódkę z autopilotem. Autopilot zapewni bezpieczny rejs nawet tym najmniej doświadczonym, nie umiejącym pływać, nie znających się na nawigacji i nie potrafiącymi podejmować żadnych decyzji. Wielu zadowoli taki szablonowy, spokojny rejs, ale nie wszystkich.

Są też tacy, którzy za wszelką cenę chcą się wyrwać z grupy pasażerów autopilota i na własną rękę kupują bardziej manualny stateczek, by opanować go na tyle, aby być zdolnym do samodzielnej żeglugi. Wypracowany i sprawdzony schemat pozwala na pływanie bez autopilota, jednocześnie budząc koktajl podziwu i zazdrości u niesamodzielnych amatorów bujania się wśród fal.

Są i tacy, którzy tę samą drogę starają się za każdym razem pokonać w inny sposób. Tacy zrobią wszystko, aby nie powielić czynności, która już miała miejsce. Takim zdarza się upaść, poobijać, zachłysnąć słoną wodą, zatopić statek, a przynajmniej część tego, co się na nim znajduje. Tacy kamikaze stanowią największą grupę ryzyka zachorowania na depresję. Takim jest najtrudniej, bo ci zamiast opracowywać styl i go doskonalić, cały czas krążą wokół tej samej wyspy, każde kolejne okrążenie urozmaicając tak, aby się nie powtórzyć.

Ci trzeci mają nad pierwszymi i drugimi tę przewagę, że w każdej chwili mogą – pod warunkiem, że zechcą – skutecznie zmienić przynależności do grupy. Mogą odpocząć na autopilocie, mogą rozkoszować się samodzielnym sterowaniem i pewnością, z jaką to robią. Mogą wiele i mają najłatwiej.

Czytaj całość…

No to jak to jest z tym balansem bieli? cz.2.

Światło żarowe bardziej pomarańczowe, niż widziane na żywo

Światło żarowe bardziej pomarańczowe, niż widziane na żywo

Postanowiłem przestać kombinować z balansem bieli i trzymać się sztywno temperatury światła słonecznego, którego uchodzi za światło białe. Wyjście wydawało się być bardzo sensowne, tym bardziej, że mi bardzo zależy na tym, aby na zdjęciach pokazywać wszystko takim, jakim widziałem to gołym okiem. A „gołe” oko potrafi rozróżniać barwę światła, z tym że nie jest na te różnice tak wrażliwe, jak matryce aparatów cyfrowych.

Miało być pięknie: balans bieli na stałe ustawiony na światło dzienne. Początkowo byłem zadowolony z efektu, ale tylko do chwili wywoływania zdjęć robionych przy świetle sztucznym. Przy naturalnym oświetleniu ładnie było widać różnicę między cieplejszą jasnością słonecznego dnia, a chłodem dnia pochmurnego. Wszystko grało i było po mojej myśli, ale jak już wspomniałem: do czasu.

Podczas urlopu wyrwaliśmy się na jeden dzień z Gdańska, by pozwiedzać nieco Hel. Muzealne ekspozycje niespecjalnie mnie interesują, jednak w „Mysiej Wieży” bardzo spodobała mi się rekonstrukcja pokoju – czy też biura. Gdyby wszędzie historię w taki fajny i rzeczywisty sposób pokazywano, byłbym naprawdę rad, ale to jednak graty w gablotach poupychane rządzą i tak już raczej pozostanie.

Oprócz wspominanego pokoju zainteresowały mnie również żołnierski pokoik i pomieszczenie, które kiedyś robiło za kibel. Można je było dokładnie obejrzeć w trupim świetle świetlówek. Oczywiście w aparacie konsekwentnie balans bieli „światło dzienne”.

Czytaj całość…

Po urlopie w Gdańsku. Chyba chciałbym tam wrócić.

Gdańsk

Gdańsk

Czytaj cały wpis na fotoblogu…

Spotkałem dziś idola swego

Na tle schodów, od których się zaczęło

Na tle schodów, od których się zaczęło

Od niedzieli szwendał mi się po głowie pomysł napisania o deszczowej aurze i o tym, jak mocnego kopa twórczego mi ona daje. W obliczu załamania pogody miał to być taki okolicznościowy wpis.

Swoje teksty zwykłem ilustrować swoimi zdjęciami. Wziąłem się więc i ubrałem, sprzęt sprawdziłem i z torbą na ramieniu opuściłem suchutkie mieszkanie, by gdzieś w terenie znaleźć sobie fajny punkt obserwacyjny i zainstalować się w nim.

Trzy warunki miejscówka spełniać musiała: miało nie brakować ludzi przechadzających się z parasolami w deszczu, musiałem mieć na to dobry widok i musiał być nade mną jakiś dach (lub kawałek czegoś, co mnie i aparat ochroni przed deszczem).

Długo się nie zastanawiałem, bo i nie było nad czym: jedynym sensownym pomysłem było pójście pod „blaszak”. Plan był prosty: 2-3 deszczowe zdjęcia na potrzeby wpisu i do domu. Stanowisko znalazłem, zakotwiczyłem i celując w schody zacząłem szukać optymalnych ustawień… Czasem wydaje mi się to głupie, bo i tak zapisuję zdjęcia w RAW-ach, z którymi w domu można cuda wyprawiać. A jednak wolę od razu.

Celowałem w te schody i już prawie do wizjera wlazłem, kiedy zagadnął mnie przechodzący obok pan (nie znam imienia, więc umownie niech będzie to Pan P – „p” jak przechodzień). Zapytał, co takiego ciekawego w tych schodach widzę, na co odparłem, że z mojej perspektywy (kucałem) fajnie linie poręczy się przecinają :) Tak zawiązała się gadka o nieciekawości architektonicznej socjalistycznego dzieła, jakim jest blaszak, o zmieniających się technologiach budowlanych, eternitach, azbestach i blachach. Od zdania do zdania trafiliśmy w końcu w punkt G naszych zainteresowań: fotografii na serio.

Mój rozmówca okazał się być w czasach swojej młodości zapalonym amatorem fotografii: przerobił lustrzanki małoobrazkowe, przerobił też średnioformatowe, przerobił również dalmierze, a sprzęt do ww. posiada do dzisiaj. Niech mnie drzwi ścisną, jeśli nie czułem narastającego podniecenia! Przecież od dawna marzyłem o tym, by spotkać kogoś, z kim mógłbym porozmawiać o prawdziwej fotografii. I oto dzisiaj, w ten cholernie deszczowy dzień, ten ktoś spotkał mnie!

Pan P w trakcie rozmowy nie krył swojego lekceważenia dla dzisiejszej fotografii, której przedstawicielem – jak by nie było – jestem ja. Swoimi słowami i tonem, jakim je wypowiadał dał wyraz temu, że dzisiaj wszyscy tylko bawią się w fotografię, nie czując prawdziwego jej smaku i ciężaru, a większość dzisiejszych fachowców miałaby spore problemy, gdyby pozbawić ich automatyki (ostrości, pomiary ekspozycji). Nie mówił tego wprost, ale głuchy na ten przekaz między wersami byłby najwyżej dyktafon. Miałem ochotę wypalić „prawda to, ale ja się staram!”, lecz taką reakcją bym się tylko wygłupił. Pokornie więc słuchałem kolejnych słów-ciosów mierzonych w dzisiejszą, masową, sztuczną metodykę utrwalania obrazu.

Czytaj całość…

Upały nie sprzyjają fotografii

Upalnie

Upalnie

Czytaj cały wpis na fotoblogu