Spieszmy się kochać jesień…

Spieszmy się kochać jesień...

Spieszmy się kochać jesień…

Czytaj całość na fotoblogu…

Pieprzyć szczegóły!

Wiele zostało powiedziane na temat różnic między przeglądaniem zdjęć na monitorze, a oglądaniem ich w tradycyjnej, papierowej postaci i wyższości tej drugiej formy nad pierwszą. Można bronić (i to skutecznie) tak jednej, jak i drugiej opcji podziwiania fotografii, ale ja nie o tym.

W powiększeniu mogę analizować każdy piksel z osobna, podczas gdy papierowa odbitka wybaczy nawet niewybaczalny dla monitora szum. Zdjęcie w rozdzielczości jedenastu milionów pikseli mojego Olympusa pozwala zobaczyć to, czego nawet na miejscu nie widziałem. To taki fajny rodzaj zaskoczeń w stylu „Patrz, ale jaja! W tej łyżce odbił się dłubiący w nosie Rysiek, którego nie ma w kadrze”.

Kilka takich niespodzianek sprawiło, że coraz rzadziej sięgałem po dłuższe obiektywy. Szerszy zoom i nie jaśniej, niż f/5,6, aby przypadkiem czego nie zgubić. Po co? Po to, aby wyciąć 1/16 kadru i gdybać, co by dało zrobienie tego detalu dłuższym obiektywem?

Detale w fotografii

Detale w fotografii

Czytaj całość…

W obliczu kiczu fotografia jest jak radio

Już jakiś czas temu zauważyłem, że z dużą łatwością przychodzi mi odnajdywanie analogii między różnymi zjawiskami. Porównywałem fotografię do kobiety (klik), a charakterystyką aparatów fotograficznych pokryłem charakterystykę samochodów (klik). Dziś natomiast – dosłownie przed chwilą – w mojej głowie kolejny raz zapaliła się kontrolka informująca o uchwyceniu analogii.

Wiele razy wspominałem o tym, jak strasznie drażni mnie głupota i płycizna w fotografii i o tym, że mam cholerną alergię na tandetę i kicz. Teraz dodam, że na podobne symptomy chałtury – dyktowanej zwykle komercyjnym charakterem – reaguję podobnie również w innych aspektach codzienności.

Kiczem trąci wszystko, co jest komercyjne, masowe; co ma świecić i przyciągać formą, nęcić otoczką i łatwo zdobywać odbiorców/nabywców. Muzyka, film, stacje radiowe, kulinaria, programy telewizyjne, fotografia…

Wszystko to jest teraz niesamowicie płaskie, niesamowicie płytkie i niesamowicie sztuczne, ale takie same są też umysły ludzi, którzy ten plastik łykają. Płaski, sztuczny obraz w spłaszczonych, szukających iluzji oczach przyjmuje się jednak, ponieważ poddany jest zabiegom mającym na celu nadanie realizmu wszystkiemu, co jest go pozbawione.

Technologia 3D próbuje udawać rzeczywistość, a towarzyszący jej, wielowarstwowy, kolorowy lukier jest tak skonstruowany, by niedociągnięcia obecne w jednej warstwie polewy były tuszowane przez pozostałe warstwy, lub żeby uwagę od tych niedociągnięć skutecznie odwracały wszechobecne fajerwerki. Wielu to kupuje, łyka i wraca po jeszcze. Nikt nie myśli, bo każdy patrzy i nikt nie zauważa, bo każdy zaślepiony jest absurdem.

Rzeczywistość jest zbyt trudna, a samodzielne myślenie jest passé

Proces wychowywania odbiorców coraz większego kiczu trwa długo i przebiega etapami. Ludzi odmóżdża się stopniowo, coraz bardziej i bardziej, uzależniając od dziadostwa i wtłaczając w ich mózgi przekonanie, że właśnie to dziadostwo jest zajebiste. W porównaniu do trójwymiarowej iluminacji, rzeczywistość – ta prawdziwa – jest szara, nieciekawa, nudna, trudna do ogarnięcia i sprzeczna z marzeniami. Bo logicznym jest, że ludzie pójdą w tę stronę, w której spodziewają się spełnienia swych pragnień. Nie mogąc wyjechać do Irlandii zapragną stworzyć ja u siebie. W radosnym, kolorowym świecie złudzeń wszystko jest proste, podane na tacy, takie… wyreżyserowane. Nic, tylko brać, żreć i wołać o dokładkę.

Czytaj całość…

Winieta, czyli efekt winietowania na zdjęciach

Wikipedia rzecze:

Winietowanie – wada obrazu uzyskiwanego w urządzeniu optycznym, polegająca na niedoświetleniu brzegów kadru, spowodowana niedoskonałością optyki urządzenia, zakłóceniem brzegów toru optycznego innymi elementami urządzenia lub też wywołana nieodpowiednim oświetleniem. W niektórych przypadkach winietowanie jest celowo wprowadzanym efektem artystycznym, mającym zwrócić uwagę na środku kadru.

Ja dodaję:

Efekt najczęściej spotykany w kiczowatych zdjęciach, dodawany bez sensu, bez znajomości przyczyn jego powstawania w warunkach naturalnych, używany bezmyślnie, „bo mi się podoba”, podważający posiadanie dobrego gustu przez stosującego go obrabiacza zdjęć. Większość zdjęć z winietą otrzymała ją na etapie edycji zdjęć w programach graficznych, które efekt ten posiadają (od darmowego PhotoScape do płatnego Photoshopa – tu ciekawostka: legalne wersje softu Adobe również go posiadają).

Tyle zjadliwości, czas rozpisać, o co dokładnie mi chodzi.

Producenci obiektywów palą się ze wstydu, kiedy okazuje się, że ich obiektywy mają skłonności do winietowania. Szerokie kąty, tulipany (osłony przeciwsłoneczne) czy nawet za bardzo wystające gwinty mocowania filtrów – one wszystkie są najczęstszymi przyczynami winiety, która równomiernie zaciemnia rogi zdjęcia.

Nie, nie zamierzam walczyć z winietowaniem. Podoba mi się ten efekt, ale tylko wtedy, kiedy spełnia podstawowy warunek: nie wygląda kiczowato. A wygląda, jeśli, wygląda sztucznie. A wygląda sztucznie, jeśli:

  • – Pokrywa 60% powierzchni kadru wykonanego teleobiektywem (no, chyba, że ktoś zdjęcia robi przez dwumetrową rurę, to może się wykłócić)
  • – Jest biała – zdjęcia z winietą robione w negatywie mają prawo do winiety w kolorze białym, ale cyfrowe zdjęcia z winietą w kolorze białym? Fotokicz, jak od negatywu do slajdu. Biała, dodana sztucznie, podoba mi się jedynie na zdjęciach zrobionych w technice high-key – ale też pod warunkiem, że użyta jest z wyczuciem.
  • – Jest koślawa i najmniej intensywna w punkcie, który autor takiego kiczu chciał podkreślić. Jeśli zrobił zdjęcie, na którym nie widać tego, co chciał pokazać, niech lepiej zrobi strzałki: dzięki nim w mniejszym stopniu ucierpią elementy znajdujące się w dalszym otoczeniu podkreślanego tematu zdjęcia.
  • – Została dodana na samym końcu – wyobraźcie sobie zdjęcie z intensywnie nałożonym efektem cross-processingu i czarną winietą. Niebiesko-fioletowo-zielone cienie i szaro-czarne rogi. Koszmar!
  • – Wygląda idiotycznie. Po prostu. Widziałem naprawdę zajebiste zdjęcia, lecz spieprzone winietą, która pasowała tam mniej, niż ślepemu telewizor Full HD. Świetne prace, ujęcia, że paluchy lizać, ale bezsensownie użytymi efektami sprowadzona do poziomu kiczu. Taki wiejski tuning, no…

Czytaj całość…

Heliosa z AF-em, poproszę…

Helios 44M-4

Helios 44M-4

Często staję przed wyborem: założyć manualny, w pełni mechaniczny obiektyw z m42, czy systemowy, zautomatyzowany Zuiko. Dylemat jest poważny; poważniejszy, niż się z pozoru wydaje.

W czym rzecz? W tym, że nowoczesne obiektywy nie mają duszy. Są tak doskonałe, że po prostu bez zająknięcia spełniają swoją rolę. Nie mają kaprysów, nie strzelają fochów, nie posiadają stron tak słabych, że do pewnych zastosowań po prostu się nie nadają.

Stare samochody, lampowe odbiorniki radiowe, analogowe nośniki dźwięku czy też obrazu – one wszystkie budzą emocje. Jakby w odpowiedzi na nie powstają nowoczesne repliki starych samochodów, producenci muzyczni ozdabiają swoje produkcje trzaskami charakterystycznymi dla płyt gramofonowych, a parający się fotografią dodają ziarna, tekstury i/lub stosują różne inne zabiegi mające na celu postarzenie ich zdjęć.

Mnie najbardziej interesuje właśnie przykład ostatni – ten dotyczący fotografii. Fotoszopka jest nudna i tak sztuczna, że aż mdli. Chyba w każdym wydaniu, choć oczywiście jedno mdli bardziej, a inne mniej. Niemniej jednak nie znoszę tuningowania zdjęć, ale też… nie przepadam za cyfrową sterylnością.

Wiecie, co mi się marzy? To, co w tytule: stary, poczciwy Helios z Auto Focusem. Bez powłok, na pełnej dziurze mydlasty i podatny na wszelkie możliwe rodzaje aberracji. Właśnie tak! Mam fioła na punkcie tego szkła, szczególnie wersji bez powłok MC. Można o nim mówić różne rzeczy, można krytykować za to czy za tamto (z krajem produkcji na czele), ale do jasnej ciasnej: to szkło ma w sobie coś wspaniałego!

Temu szkłu daleko jest do ideału. Przeciętna rozdzielczość, kiepskie i bardzo kiepskie zachowanie pod światło, ale żaden fotoszop z takim wdziękiem nie udziwni zdjęcia, jak właśnie ten obiektyw. Nie gniotsa, nie łamiotsa, bywa jaki jest, ale ta jego plastyka jest fenomenalna!

Przejrzałem mnóstwo sampli nowoczesnych obiektywów o podobnych ogniskowych i podobnej, lub zdecydowanie większej jasności. Ostre żylety, powalające na kolana rozdzielczością w rogach kadru, a nawet i gwintu mocowania filtru, z AF-ami szybszymi od myśli, a przy tym nie zauważające światła padającego bezpośrednio na soczewkę…

Czytaj całość…