Rekonstrukcja obozu pracy – Pustków Osiedle

Czytaj całość na fotoblogu…

Draconica WOŚP 2011 video by Hawira Cinema

Z niecierpliwością czekałem, aż Mateusz udostępni nagrane przez siebie video z XIX finału WOŚP, który odbył się 9 stycznia 2011 roku. Na jego stronie Hawira Cinema (klik) można już obejrzeć nagranie występu dębickich tancerzy ognia „Draconica” (klik), o którym to występie pisałem pięć wpisów temu („Dębickie światełko do nieba, czyli Draconica podczas XIX Finału WOŚP” – klik).

Oto film. Uważni obserwatorzy – nawet ci, którzy mnie nie znają, ale widzieli zdjęcia – nie powinni mieć trudności z rozpoznaniem mojej skromnej osoby :)

Czytaj całość…

Wstęp do fotografii spadochronowej

Zgodnie z zapowiedzią (klik), na blogu Wsubiektywie.pl rozpoczyna się seria wpisów o fotografii spadochronowej, którą bez wahania można zakwalifikować do fotografii ekstremalnej. Autorem tego (i kolejnych) spadochronowych wpisów jest Stanisław Blezień: skoczek, instruktor, kamerzysta i fotograf skoków spadochronowych. Skacze od 15 lat, a jego licznik oddanych skoków przekroczył już liczbę 1,5 tyś. Więcej na podstronie „Autorzy„.

fot. Stanisław Blezień

fot. Stanisław Blezień

Po rozmowie z Marcinem i jego wpisach zacząłem bardzo powoli „zbierać się” do napisania tego oto właśnie artykuliku. Skoncentrujemy się najpierw na przedstawieniu pewnej formy spędzania wolnego czasu. Skoki spadochronowe, bo o tym mowa, to sport mający oczywiście różne oblicza jak: hobby, incydentalna przygoda życia, jedna z wielu form aktywnego wypoczynku aby być na topie, skończywszy na uprawianiu wyczynowym, czy pracy jako instruktor, układacz spadochronów, fotograf, kamerzysta etc. Oczywiście, te formy często się przenikają. Nie należy zapominać również o zastosowaniu wojskowym, mającym daleko inny cel niż relaks, zabawa, bądź wynik sportowy.

I tutaj właśnie, jak w wielu innych materiach, zastosowanie znalazła fotografia czy film. Co więcej, można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że sport ten rozwinął się w ostatnich dekadach właśnie dzięki temu, że można zrobić fotkę w powietrzu czy nagrać video. Pisząc o rozwoju mam na myśli progres i poziom umiejętności, jakie mogą zdobyć skoczkowie, a nie rozgłos i odbiór medialny, bo to inny (oczywiście również istotny) aspekt sprawy.

Posłużę się przykładem; mecz piłki nożnej może oglądać z łatwością kibic, trener, dziennikarz, krytyk, laik etc. Każdy wytknie błędy czy braki w technice, nawet bez zdjęć czy video (choć i tutaj ma to jak najbardziej zastosowanie). W skokach spadochronowych bardzo długo wyglądało to tak, że można było obserwować skaczącego „delikwenta” przez lunety lub nieuzbrojonym okiem, widząc z tak ogromnej odległości naprawdę niewiele. W ostateczności można było polegać na bohaterskich opowieściach do dziś krążących jako anegdoty w środowisku. Opowieści te jednak zawierały mnóstwo uczuć entuzjazmu i fascynacji, a bardzo mało prawdy o tym, jak faktycznie wyglądał przebieg skoku. Tym samym nie można było zbyt wiele poprawić w następnym. Konkluzja jest prosta- we współczesnym sporcie spadochronowym techniki foto i wideo, to, poza kwestiami marketingowo-reklamowo-medialnymi, podstawa rozwoju umiejętności.

Czytaj całość…

Zanim Bóg zesłał na świat Photoshopa… :)

Dawno, dawno temu, a było to w czasach, kiedy szczelnie pokryte smołą słoiki pełniły rolę koreksów, a ostatnią soczewką powiększalnika były babcine okulary, życie fotografa było bardzo trudne. Cokolwiek spieprzył, cokolwiek zepsuł i czegokolwiek nie dopracował – wszystko odbijało mu się okrutną czkawką i za wszystko musiał odpokutować. Z kolejną sesją włącznie. I nigdy nie miał pewności, czy wszystko poszło gładko i czy czegoś po drodze nie spaścił.

Nikomu przez myśl nie przychodziło, żeby z kału robić tort. Szczytem marzeń była możliwość łatwego naprawienia niedociągnięć i nikogo nie obchodziło tworzenie nowej, atrakcyjnej dla oka rzeczywistości niż ta, umiejętnie oddana na zdjęciu. Nikomu nie zależało na cudach na kiju, poza takim jednym jegomościem, któremu marzyło się tworzenie zdjęć w Photoshopie, a nie na matówce. Dotknął, choć o tym jeszcze nie wiedział, nurtu tworzenia zdjęć w komputerze na bazie warstw i sampli zdobytych aparatem fotograficznym. Oto pan, któremu poświęcono poniższą animację. Animację, bo przecież nikt z jego znajomych nie miał aparatu z funkcją kręcenia video :)

Czytaj całość…

Szwagier na blogu, a blog na Facebooku

Zanim przejdę do zapowiedzi serii gościnnych wpisów o ekstremalnej fotografii podniebnej, pozwolę sobie zaprosić fejsbukowiczów czytających Wsubiektywie.pl do grona „lajkujących” „fanpejdż” tegoż bloga w serwisie Facebook.

A po polsku?

W serwisie Facebook stworzyłem tzw. „funpage” niniejszego bloga – [klik]. Jest to swego rodzaju wizytówka Wsubiektywie.pl i zarazem kanał umożliwiający szybką wymianę informacji z- i pomiędzy osobami, które kliknęły w magiczny przycisk „Lubię to” (i tym samym dołączyły do fejsbukowej społeczności lubiącej Fotografię w Subiektywie). Proste? Jak drut! Lub jak kliknięcie „Lubię to” w widgecie znajdującym się w prawej kolumnie, pomiędzy listą najnowszych komentarzy, a tagami wpisów.

fot. Stanisław Bezień

fot. Stanisław Blezień

A teraz zapowiedziana zapowiedź serii wpisów, której autorem będzie mój szwagr (gwoli ścisłości: szwagr = przyszły szwagier). Swego czasu na blogu szuman.eu poświęciłem szwagrowi dwa wpisy, ale dotyczyły one skoków spadochronowych w tandemie, które organizuje on we współpracy z elbląskim aeroklubem. Tym razem udostępniam miejsce na blogu Wsubiektywie.pl, miejsce to wykorzysta mój szwagr, popełniając serię gościnnych wpisów o tematyce – no, kto zgadnie? :)

~3000 m n.p.m. (fot. ja)

Stasiek 3 km n.p.m. (fot. ja)

Staszek Blezień, bo tak się mój szwagr nazywa, pracuje na siedzącym_przed_komputerem stanowisku w jednej z największych linii lotniczych, a jego pasją są skoki spadochronowe. Jest instruktorem tychże, pilotem i fotografem podniebnych wyczynów ludzi, którzy nie boją się wyskoczyć z wysokości kilku tysięcy metrów.

Nie tak dawno urządziłem sobie ze Staszkiem pogadankę o tym wszystkim, o czym napisze Wam na Wsubiektywie.pl. Chciałem to wszystko jakoś streścić, zajawić te wpisy, może nawet samemu coś skrobnąć, jeśli cierpiący na chroniczny brak czasu szwagier napisać nie będzie mógł, ale…

Wierzcie mi, że tematyka jest cholernie ciekawa i bardziej rozległa, niż widoki, jakie przedstawiają jego fotografie. Początkowo nie wiedziałem, o co go w ogóle pytać, ale gdy już zaczęliśmy gadać, to od słowa do słowa tak się gadka zaczęła kręcić, że moglibyśmy jeszcze długo… ale trzeba było kończyć, bo zbierał się do powrotu do Gdańska, w którym mieszka. Gdybym chciał coś teraz za niego napisać, to najpewniej wymieszałbym i poprzekręcał te wszystkie zasłyszane fachowości, dlatego tylko zapowiem, o czym między innymi dowiecie się z wpisów mojego specjalnego gościa:

Czytaj całość…