CameraSim – symulator lustrzanki on-line

CameraSim - symulator lustrzanki

CameraSim - symulator lustrzanki - kliknij, aby przejść na stronę z symulatorem

„Ot, ciekawostka” – pomyślałem w pierwszej chwili. Poruszałem suwaczkami, poźliłem się na beznadziejny kadr i opuściłem stronę. Kiepskie to, jak na symulator, na którym zainteresowani zakupem pierwszej lustrzanki będą mogli się sprawdzić.

Ale, ale… dlaczego akurat mają się sprawdzać? Właśnie, że nie muszą! Narzędzie może posłużyć bardziej NAM – doświadczonym posiadaczom lustrzanek – do demonstrowania przyszłym lusterkowiczom możliwości aparatów. Nie tylko lustrzanek, ale wszystkich sprzętów oferujących zaawansowane ustawienia ekspozycji.

Symulator lustrzanki - Exif-y przy suwaczkach ;)

Symulator lustrzanki - Exif-y przy suwaczkach ;)

Czytaj całość…

Aparaty są jak samochody. A Ty? Jakim jesteś kierowcą?

Dziwnie się poczułem – aż mi w głowie zawirowało. Trwało to zapewne ułamek sekundy, ale w tej krótkiej chwili przez moją świadomość przemknął cały ten wpis. Choć jeszcze w głowie mi od tego grzechotało, to wiedziałem już, że zaraz siądę do pisania.

Wpis powstał w ułamku sekundy, ale spisanie go potrwa dłużej. Również dłużej, niż zrodzenie się pomysłu w głowie, trwać będzie przeczytanie tego, co ponizej naskrobałem – albo raczej wyklikałem.

Czyż nie tak samo jest z fotografią?

W ułamku sekundy powstaje zdjęcie, ale to jest tylko uchwycenie i naświetlenie chwili. Proces przetwarzania tego ułamka sekundy trwa o wiele dłużej – jest to jednak konieczne, aby móc obraz odtworzyć i utrwalić w postaci, w jakiej możemy pokazać go innym. Mogę więc śmiało stwierdzić, że pisząc ten tekst, wywołuję myśl, byście i Wy mogli się z nią zapoznać.

Możliwe, że nie będzie to nic odkrywczego, ale w życiu już wiele razy przychodziło mi się przekonać, że czasem najbardziej błahych i oczywistych spraw nie jesteśmy świadomi. Szukamy, a mamy, lub też poznajemy, choć znamy – tylko dlatego, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Więc jeśli nawet dziewięciu na dziesięciu czytającym ten wpis porównanie fotografii do samochodu już od dawna jest znane, to ta jedna osoba, która nie była tego podobieństwa świadoma, jest tym powodem, dla którego niniejszy tekst popełniam.

Wróćmy do pierwszego akapitu. W tamtej chwili trzymałem w dłoniach Porsta i spokojnie bawiłem się ustawieniami ekspozycji, nie planując jednak zrobić zdjęcia. Ot, takie zwyczajne przepalenie silnika, który ten przez dłuższy czas był w bezruchu.

Kręciłem pokrętłem czasu migawki i pierścieniem przysłony, obserwując, jak wskazówka światłomierza przesuwa się raz w jedną, a raz w drugą stronę. Bez określonego celu, właściwie tylko dla przyjemności. Wskazówka na każdy mój ruch reagowała odpowiednio. W górę, w dół, mniej bardziej, powrót do wcześniej zajmowanej pozycji… Pełnia kontroli, wręcz pełna symbioza z tym kawałkiem metalu i szkła.

Wtedy pomyślałem o cyfrowym Olympusie i w tym momencie, w ułamku sekundy, migawka w moim umyśle wykonała swój cykl. Utrwaliła ten fragment potoku myśli, bo w tym momencie pojawiła się taka, która należało utrwalić, a nie tylko obserwować na matówce. W tym momencie, w myślach, porównałem swoje aparaty do samochodów. Ba! Poczułem się, jakbym właśnie siedział w jednym z nich.

Czytaj całość…

Fuji Superia 200 – pierwszy film zrobiony Porstem C-TL i sprostowanie w sprawie Zenita

Uparcie brnę w analogowa fotografię. Za mną nieudana przygoda z Zenitem TTL, na którym niemal 20 lat temu uczyłem się fotografować mechanicznym sprzętem. Po latach, w sumie z sentymentu, postanowiłem sięgnąć po ten aparat. Pierwszy kupiony egzemplarz okazał się być niesprawny, natomiast drugi działał prawie ok. I tu należy się sprostowanie.

We wpisie (link) poświęconym pierwszym skanom negatywów z Zenita marudziłem, że prawdopodobnie światłomierz jest walnięty i sprzyja niedoświetlaniom zdjęć. Cóż, zacina się, ale jak już ruszy, to pokazuje prawidłowo. Skąd ten wniosek mimo niedoświetlonych zdjęć? Otóż pierwszą – i jedyną, jak dotąd – kliszą zapakowaną w Zenita był Ilford XP2 – czarno biały, bardzo zacny film w odmianie przeznaczonej do wywoływania w procesie c41. I tu jest właśnie pogrzebany pies.

Ilforda XP2 należy prześwietlać nawet o 2EV. Tak radzą fotograficy mający do czynienia z tym filmem. Ilford w wersjach do tradycyjnego procesu wywoływania naświetla się normalnie, ale XP2 wymaga większego kopa świetlnego, dlatego lepsze efekty uzyskuje się, prześwietlając o te 2 kroki. Kolorowego Fuji Superię dałem do wywołania do tego samego laboratorium, do którego zaniosłem Ilforda. Tym razem udało mi się natrafić na fotografa, więc uciąłem sobie z nim pogawędkę . Sympatyczny facet, on mi też o tym Ilfordzie powiedział. Jeszcze jedną rolkę mam na stanie, więc pewnie wkrótce sprawdzę, czy faktycznie +2EV da lepsze efekty.

Światłomierz Zenita został rozgrzeszony, ale nadal pozostaje kwestia uciekającej ostrości. To już wada mechaniczna (lustro albo matówka nie na swoim miejscu, stąd przekłamuje). Kupiłem więc aparat z wyższej półki – mój wybór padł na Porsta C-TL. Porst C-TL produkowany był przez japońską Cosinę dla niemieckiej sieci handlowej w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku. Do dziś chwalony jest za świetną, precyzyjną mechanikę i solidną konstrukcję. Nie zaprzeczę… :)

Porst C-TL

Porst C-TL. Nad literką "C" to nie jest żadne wytarcie - choć tak wygląda ;)

Trafił mi się egzemplarz w świetnym stanie: po zdjęciach w opisie aukcji widziałem, że ładne to cacko, ale na żywo… wygląda jeszcze lepiej. Cholernie cieszę się z zakupu – gdyby ktoś z Was szukał takich sprzętów, to polecam tego sprzedawcę – LINK.

Tego właśnie szukałem! Solidnej, sprawnej, ładnej i w pełni mechanicznej puszki z mocowaniem m42. Wahałem się nad wyborem mocowania. Ciągnęło mnie w stronę jakiegoś bagnetu, ale to oznaczałoby dodatkowe koszty, a nie chcę się w nie pchać, mając na celu średni format. Nieważne. Porst C-TL spełnił moje oczekiwania. Czasy 1-1/1000s, czułości 25-1600 i przede wszystkim działa. Czego chcieć więcej? Wyglądu? Tego też mu odmówić nie mogę :)

Czytaj całość…

A słowo ciałem się stało i przyniósł je listonosz

Zenit TTL

Zenit TTL

Liczyłem na to, że przed świętem nieboszczyków będę miał pierwsze skanowanie negatywów za sobą, ale nie udało się, niestety. Strasznie flegmatyczny sprzedawca mi się trafił; prawie tydzień czekałem na numer konta, a dopiero w dziewiątym dniu po zakończeniu aukcji paczka została do mnie wysłana. Dokładnie w środę poprzedzającą weekend poprzedzający dzień truposzy.

Teraz cierpliwie czekam na nową bateryjkę i dwie rolki Ilforda XP2 400. Zdecydowałem się na ten film, ponieważ na samym początku chcę szybko przetestować aparat: sprawdzić jak działa pomiar i migawka z różnymi czasami jej otwarcia i szybko wywołać w labie – a ten film można w c-41, więc akurat. Aparat wydaje się być sprawny, ale wolę go jednak sprawdzić w akcji. Drugą rolkę wywołam sobie kiedyś samodzielnie i będę miał porównanie efektów z zakładu fotograficznego i mojej łazienki.

Kompletowanie ciemni zacznę od zakupu koreksu; w tej chwili akurat nie ma tego, którego sobie upatrzyłem, więc pozostaje (znowu) czekać i polować. To chyba takie mentalne przygotowanie połączone z treningiem cierpliwości potrzebnej w fotografii analogowej :) Spoko, nie pali się: grunt, że aparat, który kupiłem, aparatem jest, a nie jego wrakiem. Reszta powinna polecieć z górki – przynajmniej mam taką nadzieję.

Docelowym punktem miał być średni format, ale jakieś takie dziwne przeczucie mam, że nadto może mi się spodobać w 36×24. Na razie jednak  podchodzę do tego wszystkiego z dystansem: na przetarcie Zenit TTL, bo znam go bardzo dobrze, darzę ogromnym sentymentem (na nim przed laty się uczyłem) i mam do niego więcej, niż jeden obiektyw :) Na tę chwilę nie jestem pewien, jak się to dalej potoczy i czy wskoczę w 6×6, czy może jednak w jakiś lepszy system małoobrazkowy. Pewności nabieram za to w kwestii wyniku konfrontacji analog vs. cyfra… :)

I wiecie co? Ten Zenit z Allegro pachnie identycznie jak ten mój, ponad piętnaście lat temu. Zapach nie do zapomnienia. Zapach młodości.. :)

Czytaj całość…

Olympus: jak sprawdzić przebieg migawki?

Olympus

Olympus

Myślę, że ten krótki wpis przyda się tym, którzy zamierzają sprzedać lub kupić lustrzankę Olympusa. Ilości zrobionych zdjęć można sprawdzić w tzw. menu serwisowym.

Aby dostać się do serwisowego menu, należy wykonać następujące czynności:

1) włączyć aparat

2) otworzyć komorę kart pamięci

3) wcisnąć MENU+OK (razem) – na wyświetlaczu powinien pokazać się model aparatu

4) naciskać po kolei przyciski GÓRA – DÓŁ – LEWO – PRAWO – SPUST MIGAWKI – GÓRA

Poprawnie wykonana kombinacja z punktu nr 4 spowoduje wyświetlenie menu serwisowego. Aby przejść do liczników (Page 2 w Menu Serwisowym), należy wcisnąć przycisk PRAWO.

Dostępne informacje:

R – całkowita liczba wykonanych zdjęć

S – licznik zdjęć z lampą błyskową

C – licznik podniesień lustra

U – licznik uruchomień systemu strząsania kurzu z matrycy (SSWF)

V – licznik uruchomień trybu LiveView

B – licznik zdjęć zrobionych z włączoną stabilizacją matrycy

Czytaj całość…