Osłona przeciwsłoneczna – najlepsza ochrona obiektywu i… aparatu

Do napisania tego wpisu skłonił mnie taki drobny i przemiły fakt – rozwaliłem aparat. Jak to? A tak: gruba kurtka, lekki tandem body+szkło, śliski pasek i chwila dekoncentracji na ciągłym poprawianiu go na ramieniu i… trzask o chodnik.

Pierwszą myślą nie było żadne „ja pier…”, albo „czy nic się nie stało?”. Pierwszą myślą było: „nie zabrałem tulipana”. Ten jeden jedyny, pieprzony raz zrezygnowałem z założenia osłony przeciwsłonecznej na obiektyw i pech chciał, że o ten jeden jedyny raz za dużo. Aparat szlag trafił. Choć nie musiał.

Kiedyś w podobny sposób spadł mi aparat na podobne podłoże, ale z jeszcze większej wysokości. Poza kilkoma widocznymi do dziś rysami na wypukłościach korpusu i tulipanie nic poważnego się nie stało. Sprzęt uratowała właśnie osłona przeciwsłoneczna, której jeden z listków wziął na siebie impet uderzenia, zamortyzował je i sprężyście „odbił” tak, że aparat przeturlał się po podłożu, zamiast całe zderzenie przyjmować „na flaki”.

To coś jak z samochodami, w których stosuje się strefę kontrolowanego zgniotu amortyzującą siłę uderzenia, dzięki czemu podróżujący z kraks wychodzą z mniejszymi obrażeniami wewnętrznymi. Gdyby samochody były super sztywne i ich uszkodzenia kończyłyby się na malowaniu zderzaka, to przeciążenia powstałe w momentach uderzenia zwyczajnie zrywałyby flaki jadących, zabijając ich „od środka”.

Tym jednym, jedynym razem nie wziąłem osłony przeciwsłonecznej. Aparat o chodnik uderzył obiektywem niemalże pod kątem prostym. Żadnej amortyzacji nie było. Siła uderzenia wepchnęła założony dekielek do środka filtra, tłukąc w nim szkiełko.

Czytaj całość…

Trochę techniki i człowiek się gubi

Krótka piłka: przez ostatnich kilka miesięcy fotografowałem ze źle ustawioną stabilizacją matrycy. W wyniku tego mnóstwo zdjęć robionych obiektywami systemowymi było nieostrych, a we mnie rosły obawy, iż mogłem te obiektywy niechcący uszkodzić. No bo jak inaczej tłumaczyć nieostre zdjęcia, które robiłem: z auto focusem, z krótkimi czasami i krótkimi ogniskowymi? Nawet zdjęcia kontrastowego, nieruchomego obiektu, robione przy 1/2000s i ogniskowych z zakresu 14-42mm były dziwnie nieostre.

Oglądać się je dało, ale w powiększeniu wychodziły dziwne nieostrości. O dziwo, zdjęcia wykonane przy pomocy manualnych, niesystemowych obiektywów były wzorowo ostre. Wydawało mi się to dziwne, ale przez myśl mi nie przyszło, że powodem takiej różnicy w jakości obrazu między obiektywami Zuiko, a m42, może być stabilizacja matrycy.

Stabilizacja, której sposób działania przestawiłem sam, albo ewentualnie zrobił to ktoś, bawiąc się moim aparatem. Bardziej podejrzewam siebie, bo nie przypominam sobie, aby ktoś aż tak bardzo bawił się moim sprzętem, a sam… no cóż, wiele rzeczy robię „na pamięć”, „po omacku”, nie odrywając oka od wizjera. Mogłem więc niechcący wejść w ustawienia pracy stabilizacji matrycy i przestawić jej tryb z całkowitej stabilizacji na stabilizację tylko w jednej osi – poziomej.

Ale o co chodzi?

Olympus w systemie 4/3 stabilizację obrazu powierzył korpusowi. W „Olkach” stabilizowana jest matryca, dzięki czemu działa ona z każdym obiektywem – także takim spoza systemu, podłączonym przez odpowiedni adapter. Świetna sprawa, tym bardziej, że ta stabilizacja naprawdę działa, a jej skuteczność oceniam na około 3 EV.

Olympusowa stabilizacja może działać w trzech trybach: eliminować drgania jednocześnie w osi pionowej i poziomej (tryb I.S.1) lub oddzielnie: w osi pionowej (I.S.2) i w osi poziomej (I.S.3).  

Czytaj całość…

Canon PowerShot G1 X – zapowiada się pysznie

Canon PowerShot G1 X

Canon PowerShot G1 X

Kilka dni temu opublikowano specyfikację (KLIK) tego zaawansowanego kompaktu Canona, a dziś w serwisie Optyczne.pl ukazały się przykładowe zdjęcia nim zrobione. I wiecie co Wam powiem? Przysłowiowa ślinka przysłowiowo mi cieknie. Niewykluczone jednak, że cena aparatu skutecznie ten ślinotok zatrzyma.

Ciekaw jestem:
– ceny tego aparatu
– dynamiki tonalnej, szczególnie na wyższych czułościach
– szczegółowości obrazu przy różnych ogniskowych i minimalnych dla nich wartościach przysłony

W niedługim czasie zakupię aparat z porządną, większą (fizycznie) matrycą, niż 4/3 olympusowego e-systemu. Nie wiem jeszcze, na jaki system się zdecyduję, ale jeśli G1 X mnie oczaruje, to zdecydowanie najbliżej będzie mi do Canona.

Bo mam kaprys posiadania sprzętu z jednej stajni: dużego do zadań specjalnych i czegoś małego, ale ambitnego do kieszeni. Dotąd w grę wchodziły tylko bezlusterkowce: Olympus lub Panasonic (faworyci) lub… tu była luka na kolejnego gracza, bo pozostali kompletnie nie trafili w moje upodobania.

Czytaj całość…

Porst C-TL

Swego czasu postanowiłem porzucić Zenita TTL i zastąpić go czymś podobnym, ale mniej zawodnym i bardziej precyzyjnym. Warunki, jakie postawiłem przed nowym aparatem, były następujące: mocowanie m42, lepszy licznik zdjęć i wbudowany światłomierz TTL.

Ze wszystkich stron dzwoniło mi „bierz jakąś Practicę”, ale jakoś nie byłem do tego przekonany. Może jakiś Pentax? Tak szukałem i… znalazłem: produkowany przez japońską Cosinę, Porst C-TL, w rzadko spotykanym kolorze czarnym, spełniający wszystkie wymagania i prezentujący się całkiem ładnie.

Znalezione w sieci opinie zapewniały mnie o trwałości i precyzji mechanizmów tego aparatu. Kupiłem więc. Od tamtego czasu zrobiłem tym aparatem kilka rolek filmów i chciałbym teraz dorzucić swoje trzy grosze do koszyka internetowych opinii o tym sprzęcie. Przedstawię go Wam na tle Zenita TTL :)

Porst C-TL

Porst C-TL

Czytaj całość…

Jaki aparat jest najlepszy?

Przypomniało mi się, jak podczas jakiejś imprezy, którą uwieczniałem sobie na zdjęciach, podszedł do mnie chłopaczek i zagadał. Zadał pytanie w stylu „jak mi się fotografuje”, a obczaiwszy mój sprzęt zapytał, jak się mój Olympus sprawuje. „Dobrze” – bo co niby miałem mu odpowiedzieć?

– Nikon jest najlepszy – wypalił.
– A bo ja wiem…
– No to jaki jest najlepszy?
– To zależy…
– Mój brat ma Nikona i mówi, że to najlepszy
– To nie do końca tak jest, bo Canon z wyższej półki będzie lepszy od Nikona z niższej, a poza tym…
– Ale ogólnie to Nikon jest najlepszy!

I gadaj tu z takim. Sam miał Nikona D60 (w owym czasie nowość), ale nie uważał go za najlepszego, bo najlepszego Nikona miał jego brat. Czy chciałby mieć takiego? Nie chciałby, bo nie umiałby go obsługiwać. Czyli swojego też nie umie, ale to nieważne, bo Nikon brata jest najlepszy.

Próbowałem mu wytłumaczyć, że sprzęt to tylko narzędzie, które musi być dopasowane do posługującego się nim i wymaga umiejętności, które pozwolą jak najlepiej wykorzystać potencjał drzemiący w tym sprzęcie. Dobry Nikonowiec jego D60 zrobi lepsze zdjęcia, niż jakiś ciamajda D700 jego brata.

Fotografia jest jak sport wyczynowy, gdzie sportowiec musi być perfekcyjny we wszystkim co robi. Musi mieć technikę, doskonale czuć sprzęt i miejsce, w którym rywalizuje z innymi. Fotografia jest jak sex, który wymaga czegoś więcej, niż dotykania punktów A, B, C w jakiejś tam kolejności.

Najlepszy aparat to taki, który dobrze leży w ręce i posłusznie realizuje pomysły fotografa. Nieważne ile kosztował. Ważne, ile potrafi w duecie z fotografem.