Korzystanie z Live View zagraża twojemu życiu lub zdrowiu

Kocham wizjery. Funkcje podglądu na żywo (live view) nigdy nie robiły na mnie wrażenia i w lustrzankach uznaję je za podobnie zbędny dodatek, jak funkcje filmowania. Wiem, odmiennego zdania są filmowcy pracujący aparatami i ich stanowisko w pełni rozumiem :) ale ja tylko fotografuję, więc pozostaję tutaj przy swoim.

Na jednej z wycieczek krajoznawczych zdecydowałem się jednak odpalić LiveView i pstryknąć coś w pozycji zombie. Było to w Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce, gdzie zboczyłem jakieś 50 metrów z wybrukowanego szlaku dla zwiedzających i stanąłem przed jakimiś nieodrestaurowanymi starociami.

Zainteresował mnie wielki kocioł/zbiornik; szczerze powiem, że nie wiem, co to było, ale wyglądało jak wielka beczka z kilkoma otworami umieszczonymi niewysoko, w zasięgu rąk stojącego na ziemi człowieka. Chciałem zajrzeć do środka, ale nie było jak. Wąski otwór pozwalał jednak włożyć do środka ręce trzymające aparat.

Przełączyłem aparat w tryb podglądu na żywo i dzierżąc go w wyciągniętej łapie wsadziłem do wnętrza tego czegoś. Pstryknąłem jeden raz i drugi, po czym obejrzałem efekt. Wyszedł mazgaj. W środku ciemno, na zewnątrz słonecznie, a aparat wyustawiałem „na sztywno” i brakło mu tam wewnątrz światła. Nie chciałem mieszać już w ustawieniach, więc odpuściłem sobie fotografowanie tego czegoś i wróciłem do dalszego zwiedzania.

Jakoś tak wyszło, że nie usunąłem jednak tych nieudanych zdjęć. Po powrocie do domu zgrałem wszystkie na komputer i przed przepuszczeniem ich przez obrabiarkę raw-ów wziąłem się za selekcję przeglądając za pomocą systemowej przeglądarki obrazów. Gdy doszedłem do tych dwóch mazgajów z wnętrza czegoś, poczułem się cholernie nieswojo.

Po grzbiecie przebiegł mi zimny dreszcz i musiałem wziąć kilka głębszych wdechów na uspokojenie. Oglądałem na zmianę raz jedno, raz drugie zdjęcie starając się znaleźć coś, co przekona mnie, że na zdjęciu nie widzę tego, co myślę, że widzę.

Wewnątrz tej wielkiej beki mieszkały sobie żmije. Zygzakowate żmije. Na pierwszym zdjęciu widać jedną, na drugim trzy. Na obydwu zdjęciach widać, że się ruszają. Na pewno je wystraszyłem, ale nie zaatakowały. Może byłem poza ich zasięgiem, ale jestem pewien, że gdyby otwór, przez który wtargnąłem aparatem na ich teren, był niżej, to osaczone gotowe byłyby się bronić.

Jedna żmija ukąszeniem zdrowego człowieka nie zabije, ale kilka na raz? Na myśl o tym znowu nieswojo się poczułem. Dam znać ludziom z muzeum, żeby uważali tam przy tej bece. Kotle. Zbiorniku. Czymkolwiek to jest.

Jedna żmija

Jedna żmija

Żmije trzy

Żmije trzy

 

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

8 komentarzy

  1. Michał napisał(a):

    Dobry temat :) w ogóle jednak śmigając z aparatem trzeba uważać na różne rzeczy. Kiedyś gdy cykałem w jakichś ruinach, zaaferowany tym co widzę w wizjerze, tak się cofałem i cofałem i skończyłem z pięta ponad 5-metrową studzienką.. ani nie chcę sobie wyobrażać gdybym zrobił krok więcej..

  2. Haze napisał(a):

    Witam!

    „Korzystanie z Live View zagraża twojemu życiu…”
    Mam wrażenie, że ta funkcja uratowała koledze życie, a nie zagroziła mu.
    Gdyby nie „Live view” trzeba by było wsadzić do kotła nie tylko rękę, ale głowę.
    Strach pomyśleć.

    Pozdrawiam!

  3. Sebastian napisał(a):

    Świetna opowieść, często robimy zdjęcia w rożnych mniej czy bardziej dziwnych miejscach i sami do końca nie wiemy na co się narażamy :) niższe otwory widoczne na zdjęciu z pewnością były ich wejściem do środka:)
    Sporo szczęścia :) gratuluje zdjęcia :)

  4. andrzej napisał(a):

    Opowieść mrożąca krew w żyłach ;) jak widać zawód fotografa również może być niebezpieczny.

  5. Fotografia Ślubna napisał(a):

    Bez przesady… Live View wcale nie jest zbędna, czasem się przydaje, co nie zmienia faktu, że nie powinno się go nadużywać.

    Przydaje się głównie do zrobienia zdjęć z wyższej perspektywy bez użycia drabiny. :)

    ps. Ja tu żadnych żmij nie widze. :)

  6. Anna Kolebuk napisał(a):

    Niezła historia :) A tak na poważnie, funkcja live view używana jest rzadko, tak jak ktoś wspomniał może do zrobienia zdjęć z góry, ale oprócz tego nie widzę dla niej sensownego zastosowania w mojej fotografii.

  7. dunajeckidworek napisał(a):

    Ale przygoda! A sama nie korzystam przeważnie z Live View – jakoś się tak przyzwyczaiłam, że wygodniej mi po prostu normalnie przez wizjer patrzeć.

  8. fotografia Wrocław napisał(a):

    Owszem się przydaje, ale tylko wtedy kiedy korzystanie z wizjera w aparacie nie jest możliwe.