Młodzi gniewni szybkostrzelni

Krytykują sprzęt, którego nigdy nie mieli. Stare aparaty, przestarzałe aparaty, antyki, niezdatne robić zdjęcia we współczesnych czasach. Za małe wyświetlacze, zbyt małe wizjery, zbyt wolne autofokusy, zbyt wolne zdjęcia seryjne, brak podglądu na żywo i filmowania, nie wspominając już o filmowaniu w HD…

Krytykują również sprzęt, który mają. Zawodny autofokus, zbyt mała dynamika matrycy, zbyt duże upakowanie pikseli, pikseli jednak za mało, a obiektywy zbyt małą rozdzielczość mają, by dokładnie wypełnić wszystkie punkty sensora, ograniczony zakres iso, kiepski autofokus w trybie LiveView, obiektyw winietuje…

Krytykują też sprzęt, którego mieć nie będą i który nawet jeszcze do sprzedaży nie trafił. Zbyt duża rozdzielczość matrycy, za mało punktów AF, RAW-y o zbyt małej głębi, kiepski balans bieli i niefajny algorytm odszumiający JPG, za mało fps w nagraniach video, zbyt wolny tryb zdjęć seryjnych i zbyt mały bufor RAW, zbyt mała zakładana żywotność migawki, za mało slotów na karty pamięci, zbyt mały LCD i zbyt małe wizjery, zbyt ciemne obiektywy w systemie, a jak jasne, to za duże i zbyt drogie…

Doprawdy, dziwne to pokolenie. Zamiast zająć się robieniem zdjęć, zajmują się wydziwianiem na temat sprzętu. Czyż w ten sposób nie przyznają się do tego, że sami niewiele potrafią i do działania potrzebują sprzętu rodem z dalekiej, bliżej nieokreślonej przyszłości?

A gdzie konsekwencja? Robią zdjęcia w JPG, a narzekają na RAW-y (lub odwrotnie). Pracują na RAW-ach, ale marudzą na algorytmy obrabiające zdjęcia w aparacie. Używają wizjera i cierpią przez niedostatek pól AF, ale bolą ich kiepskie osiągi aparatu w trybie podglądu na żywo. Złorzeczą na winietowanie, a w postprodukcji sami winietę dowalają.

A może by tak wzięli i polubili sprzęt, który mają? Ujęli w dłoń, pobawili się przyciskami i pokrętłami, nauczyli ich funkcji i zastanowili się, jak ich używać podczas fotografowania, by efekty były jak najlepsze?

Tak, właśnie tak. Skoro mają własne kończyny i takimi, jakie są, wykonują wszystkie czynności w sposób zadowalający ich, to dlaczego nie mogą w podobny sposób traktować posiadanego sprzętu? Aparat powinien być przedłużeniem ich ręki i modułem wzroku. Oko winno się łączyć z wizjerem, a ręka, dłoń i palce powinny być łącznikami między umysłem i aparatem.

Aparat, obiektywy, akcesoria… to tylko przedmioty. Fotografia powinna rodzić się w głowie, razem z planem jej wykonania. Aparat, obiektywy, akcesoria, to tylko narzędzia. Narzekanie na nie i nie wykorzystywanie ich możliwości jest bez sensu. Równie dobrze mogą przestać myśleć, bo nie należą do Mensy, mogą przestać chodzić, bo nie mają nóg jak piłkarze lub sprinterzy i mogą przestać przenosić zakupy, bo nie są tak silni i zbudowani, jak strongmeni.

Każdy sprzęt jest świetny, bo pozwala rejestrować obraz. Każda lustrzanka pozwala realizować zamysły jej operatora, ale tylko pod warunkiem, że wie on, jak się do tego zabrać. Złej baletnicy przeszkadza rąbek spódnicy.

Pomnik Jana Pawła II w Dębicy

Zdjęcie zrobiłem małpką Canon PowerShot A590 IS

Młodzi gniewni szybkostrzelni! Szanujcie swój sprzęt i zajmijcie się nim. Uczcie się go, poznawajcie i ćwiczcie, bo jeśli koncentrować się będziecie na jego wyimaginowanych niedostatkach, to nigdy nie nauczycie się fotografować i nigdy żaden aparat i żaden obiektyw nie będzie dla was dostatecznie dobry.

Prawdą jest, że każdy sprzęt ma swoje ograniczenia, ale prawdą również jest to, że największym jego ograniczeniem jest jego posiadacz. Grajcie więc kartami, które macie i zdobywajcie umiejętności, bo bez nich nawet przy najkorzystniejszym dla was rozdaniu będziecie przegrywać.

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

13 komentarzy

  1. Waldi napisał(a):

    Takiego samego jestem zdania, że efekty zależą w głównej mierze od kucharza a nie garnków. Ale to że młody narybek tak bardzo ekscytuje się nowinkami technologicznymi wynika z agresywnego marketingu firm produkujących sprzęt. Co rusz jakiś koncern chwali się nowymi i rewolucyjnymi osiągnięciami odwracając uwagę od sedna, jakim jest pomysł na zdjęcie i technika fotografa.

  2. marszu napisał(a):

    Odklejające się gumy w nikonie… he he he

  3. Jaro napisał(a):

    O man… te odłażące gumki serio dają w kość ;)

  4. sportowy napisał(a):

    Heh, też się na tym łapałem jak zaczynałem, nie wiem z czego to wypływa, chyba z pazerności i atrakcyjnego rynku jaki teraz mamy. Ale mi się chce śmiać, te wymienione ‚minusy’ do dokładnie to czego się kiedyś czepiałem, jakbym czytał jakąś swoja retrospekcje. Najlepsza by chyba była Leica M9 albo Nikon D4, wesoło. Prawda jest taka żeby poznawać swój sprzęt, cieszyć się, szanować, dużo czytać o technice robienia zdjęć bo nawet zwykłą małpką jeżeli ktoś ma dobre oko, wiedzę i zacięcie to zrobi mistrzostwo.. Pięknie to ująłeś tu, pozdrówki ;)

  5. Ewka napisał(a):

    A ja lubię swój aparat :)… I nie narzekam na niego :D… Jest mój, za moje pieniądze i cenię jego wartość. Wiadomo, że marzenia o nowszym czy lepszym sprzęcie są… ale ten który jest zawsze będzie tym pierwszym spełnionym marzeniem.

  6. Damian napisał(a):

    „Zdjęcie zrobiłem małpką Canon PowerShot A590 IS”

    Da się? Da się :-)

  7. marszu napisał(a):

    Dzielę pasjonatów fotografii na dwie grupy:

    – stary patrz jakie zaje..ste zdjęcie zrobiłem!

    – stary patrz jakie wypasione szkło kupiłem

    :)

  8. Luk napisał(a):

    Nareszcie blog wyrażający również i moje odczucia. Popieram pchanie się w fotografię analogową i „podniecanie” się tym jak to niektórzy tu nazywają w komentarzach. Każda rolka filmu to nowe przeżycie, z niecierpliwością odkładam pieniądze na rolkę Velvii. Czy robię cyfrowe zdjęcia? Tak, oczywiście, idziemy do przodu, czasy się zmieniają. Ale od czasu do czasu trzaskam kliszą i to jest to. Gdy przyniosę zeskanowane zdjęcia – przeżywam rozczarowania, ale i niespodzianki – bo oto witraż, który miał na zdjęciu nie świecić i całą klatkę dałem na zmarnowanie, zabłysnął pięknym światłem na Kodaku Ektarze. A więc my – którzy robimy od czasu do czasu foty analogowo nie jesteśmy „psycholami”, tylko lubimy tajemniczość jaka kryje się w filmie.

    A tak poza tym – nie każdego stać na nówkę obiektyw. Ja dopiero co skończyłem szkołę, zdałem maturę, mogę przeznaczyć 100 zł na obiektyw, (za cyfrę Pentaxa dałem 2000 zł 2 lata temu) i nie pozostaje mi nic innego jak kupić Heliosa 44-2, którego rozmyciem zaskoczę niejednego pstrykacza. I chwała za to forum, gdzie ktoś testuje takie szkła i nie szkoda mu filmu na pokazanie zachowania obiektywu na różnych przysłonach itd. Pozdrawiam i liczę na dużo nowych wpisów. (Gdzieś to wszystko musiałem napisać, wybrałem najświeższy wątek) :)

  9. praca w norwegii napisał(a):

    Ile prawdy można znaleźć w Twoim wpisie :)!

  10. eleroo napisał(a):

    Hehe, jest w tym coś. Może myśleć się nie chce? Za dużo opcji do ogarnięcia? A może to wszystko stało się zbyt proste? Aparaty mierzą światło, dobierają parametry, nawet hadeery same robią. Użytkownicy nie muszą przeliczać, mierzyć, pamiętać… to marudzą na algorytmy. Ostatnio robiłam porządek w zdjęciach i zauważyłam, że one są takie poprawne, ostre, ładne i trochę nudne, więc dzisiaj wzięłam Druha w teren. Dwie przysłony, jeden czas, jedna ogniskowa, plastikowy obiektyw, zero pomiaru światła, ‚pamięć’ na 12 zdjęć. Dopiero trzeba się nakombinować ;) Wróciłam z dwiema naświetlonymi klatkami. Zobaczymy co będzie.

  11. Weronika napisał(a):

    Zgadzam się.. jest w tym trochę prawdy…

  12. Anna napisał(a):

    Powiedzenie o złej baletnicy pasuje tutaj idealnie. Jeżeli ktoś ma braki w umiejętnościach, wtedy najłatwiej zrzucić winę na sprzęt. A to obiektyw nie ostrzy jak powinien, a to winietuje, a to za ciężki, a to body niewygodne, i tak dalej i tak dalej. Wystarczy poczytać fora internetowe, ile tam skrajnie różnych opinii na temat tego samego sprzętu, body, obiektywów, masakra! Gdy szukałam sprzętu dla siebie i na początku przeglądałam fora – prawie oszalałam. Jedna wielka masakra. Najlepiej w ogóle tego nie czytać tylko samemu przekonać się, czy np. dany obiektyw jest dobry. Oczywiście nie każdego stać, by wydać parę tysięcy na sprawdzenie, ale przecież istnieje masę punktów, w którym obiektywy można wypożyczyć i zamiast wydawać powiedzmy 5000 zł, możemy za kilkaset wypożyczyć go na parę dni. I co najlepsze, gdy zdecydujemy się na jego zakup, od końcowej ceny jest odliczana kwota wydana na wypożyczenie.