Pozwól fotografii robić Ci prezenty

– Jak można wkurzyć fotografa z ambicjami?
– Wystarczy powtarzać mu, że niezłe zdjęcia mu wychodzą.

Z naciskiem na „wychodzą”.

Chyba każdy chce zdjęcia robić, a nie, żeby mu one wychodziły. Bo jak mu zdjęcie wyjdzie, to można mówić o farcie, a jeśli zdjęcie zrobił on, no to wszelkie laury należą się jemu. Bo wypatrzył, bo wypocił perspektywę, bo przycisnął w odpowiedniej chwili, bo zdjęcia robi on, bo zdjęcia same nie wychodzą.

To kwestia ambicji, dumy i – w zdrowych przypadkach – również samodoskonalenia. No dobra… a co, jeśli jednak, jak na złość, zdjęcie zrobi się samo? Wyjdzie udane, trafi w gust oglądających, ucieszy fotografa, ale jednocześnie będzie go gryzło? Bo nie on je zrobił, bo zrobiło się samo, bo miał szczęście, które zwykło sprzyjać głupim, bo inni myślą, że to on, ale on sam siebie nie oszuka?

W dążeniu do całkowitej kontroli nad obrazem odbieramy szansę dobrej wróżce na zrobienie miłej niespodzianki. Nie zostawiamy miejsca na brak skupienia, na brak odliczania i na swobodny oddech. Wstrzymujemy go, rozbijamy momenty na tysięczne sekundy i oglądamy efekt surowym okiem. Czy cieszy? Musi. Zdjęcie jest dobre. Technicznie nienagannie, obróbka wporzo… w końcu rutyna. Powtarzalność. Zero przypadku.

A jeśli jednak szlag pancerz nasz trafi i migawka mimowolnie wykona swój cykl? Co wtedy? To, co ja w pierwszej chwili chciałem wczoraj zrobić? Wyuczona sekwencja przycisków, którą kończy OK potwierdzający usunięcie zdjęcia? Pierwszy, drugi, strzałka, OK – to chciałem wykonać bez obejrzenia zdjęcia na wyświetlaczu aparatu. Ale niechcący zobaczyłem to zdjęcie i… postanowiłem nie usuwać.

Zdjęcie, które wyszło

Zdjęcie, które wyszło

 

Wyszło przypadkiem. Bo niby jak inaczej? Trzymałem aparat, przyłożyłem go do oka, ustawiłem ostrość i wcisnąłem spust. Mimowolnie. Jeśli zapytasz mnie: „po co?”, ja odpowiem, że nie wiem. Wcześniej świadomie robiłem zdjęcie, bo chciałem sobie coś sprawdzić. Później odszedłem kawałek, obróciłem się z aparatem, obróciłem pierścień ostrości i „pstryk”. Stało się. Zdjęcie się zrobiło. I wyszło.

Nie zrobiłbym go lepiej, niż zrobił to przypadek. Wszystko w tym zdjęciu mi się podoba, choć „na sucho” zrobiłbym to zdjęcie inaczej. Ciut w bok, więcej postaci, inaczej dłoń, obniżyłbym perspektywę, inaczej bym to obrobił…

A tak to w tym zdjęciu mam cały wczorajszy dzień. Wszystko co robiłem, co myślałem i co czułem wpadło w ten kadr i w nim siedzi. A im dłużej na ten obrazek patrzę, tym bardziej mi się on podoba. Tak, jakby zrobił go ktoś inny: bo przecież ja, świadomie, zrobiłbym to inaczej. Albo nie zrobiłbym wcale.

Na widok końcowego efektu było zdziwienie i radocha podobna do tej, z jaką naście lat temu, drżącymi łapami zaczynałem oglądać odbitki, zanim jeszcze drzwi fotolabu zdążyły się za mną zamknąć.

Wystarczyło niczym się nie przejmować, tylko zrobić zwykłe „pstryk”. Jak kliszowymi małpkami. Wyjdzie co wyjdzie, a gdy wyjdzie dobrze, to będzie to miła niespodzianka. Tak, jak to wczorajsze zdjęcie na parkingu.

Z dumą schowaną do kieszeni przyznaję raz ostatni: to zdjęcie mi wyszło. I wiecie co? Chcę więcej takich niespodzianek!

A ty?

Możliwe, że robisz wszystko, aby ze swoich prac wyeliminować przypadek, ale od czasu do czasu pozwól swoim zdjęciom wychodzić. Ludziom wciskaj, że to właśnie tak sobie zaplanowałeś, a w duchu ciesz się, że fotografia Cię lubi i od czasu do czasu daje Ci w prezencie zdjęcia. Zdjęcia, które Ci się podobają, które Cię cieszą, a których sam byś nigdy nie zrobił.

PS. To setny wpis na Wsubiektywie.pl :)

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

10 komentarzy

  1. Krzysiek Gawlik napisał(a):

    Ja tam specjalnie nie wierze w moc przypadku, ale takie zdjęcia zdarzają się czasem i chyba każdemu. Tzn. znam takich, którzy nie wcisną przycisku migawki aż sobie wszystkiego na planie nie dopracują i nie upewnią się, że nic im nie przeszkodzi, ale dla mnie to są oszołomy. Jak się chce poznawać nowe horyzonty i eksperymentować, to koniecznie trzeba strzelać w ciemno.

  2. Damian napisał(a):

    Na pierwszy rzut okaz zdjęcie nie powala, ale jeśli chodzi o symetryczne odbicia światła świetlówek to fajnie to wygląda. Dłoń ułożona jest bardzo swobodnie, a jej właścicielka nie sprawia wrażenia jakby pozowała do zdjęcia. W kadrze nie gra mi tylko puste miejsce po prawej stronie modelki. Oczywiście każdy ma inny gust. A ja po tym wpisie spróbuję czasem zluzować pośladki i strzelić coś na wiwat ;-)

  3. kawka napisał(a):

    Gratuluję setnego wpisu :) Oby więcej tego typu tekstów było, bo fajnie się je czyta i czasem wpadnie coś fajnego do głowy ;)

  4. erg napisał(a):

    Faktycznie, takie szczęśliwe „strzały” czasem się zdarzają. Niekiedy można się złapać za głowę :)

  5. Mirek napisał(a):

    Perfekcyjne opanowanie warsztatu to jedno a drugie z pewnością czasem warto dać szansę przypadkowi, np. fotografując pod światło albo innym nietypowym świetle można czasem dostać miłą niespodziankę. Przynajmniej jest mały dreszczyk emocji a czasem i rozczarowanie.

  6. Papug napisał(a):

    Zdjęcie dobrze się ogląda ,dzięki kompozycji, w mocnych punktach dłoń oraz nieco od mocnego punktu oddalona głowa modelki, fioletowy blink też w mocnym punkcie, ostrość na oczy. Zatem klasyczny przykład kompozycji. Kompozycji znanej malarzom i fotografom od dziejów. Czy możemy mówić tu o przypadku czy o podświadomym dążeniu do osiągania założonych celów, niestety niełatwo na to odpowiedzieć. A pro po, czy często zdarza się wam znaleźć coś cennego zupełnie przypadkowo? -Gratuluje, mi zdarza się to raz ma milion wyzwoleń migawki.

  7. Sylvek napisał(a):

    Ja czesto mam cos takiego, ze jak robie duzo zdjec i sie staram to najbardziej podobaja mi jednak te, przy ktorych naj mniej sie staralem. Nie wiem z czego to sie bierze, ale wydaje mi sie, ze jak sie bardzo staram nad danym zdjeciem to pozniej jestem wobec niego bardziej krytyczny. Dlatego podpisuje sie pod stwierdzeniem, zeby czasami dawac na luz i pstrykac dla czystej frajdy i to nawet w ustawieniach automatycznych. Pozdrawiam wszystkich zapalencow i autora bloga, ktory jak widac nie ma kompleksow, a to w tym srodowisku rzadkosc. Milego pstrykania w zimowej aurze.

  8. Sylvek napisał(a):

    Damian dobre, ale mieszkam za granica i mam komputer z tutejszym jezykiem i nie moge zmienic na polski. W serwisie mi powiedzieli ze gdybym chcial zainstalowac polski to musial bym kupic drozsza wersje Windowsa albo zainstalowac na tej ale wtedy bym zlamal licencje i system byl by nielegalny. Tak wiec wybaczcie mi, ze tak pisze bez ogonkow:(

  9. dietering napisał(a):

    To prawda, to słówko „wychodzi” jest okropnie denerwujące!