Olympus FL-36 – nie działa, pika, zwarcie jest…

„Nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku! Dziadek się śmiał – to samo miał”

Nie sposób o tym porzekadle zapomnieć, gdy w jego przesłanie wpisuje się zwykły, perfidny pech. Na szczęście tak się fajnie składa, że potrafię, a nawet lubię się z siebie śmiać i teraz właśnie mój własny niefart bawi mnie jeszcze bardziej, niż wcześniejszy pech kolegi.

Kolega ów szarpnął się na sprzęt Manfrotto – statyw, który swoje kosztował, ale miał być „na lata”. I ten właśnie „statyw na lata” upadł sobie, w wyniku czego w głowicy „na lata” pękła kula „na lata”. Z jednej strony współczucie, ale z drugiej – dzięki owemu „na lata” rozbawienie :)

Szybko zapomniałem o przypadku kolegi – do czasu, aż mnie bozia pokarał za podśmiechujki z bliźniego swego i przywalił w równie czuły – bo fotograficzny – punkt. Ni z tego, ni z owego padła mi lampa błyskowa :) Moja mała, zgrabna, kochana FL-36.

Olympus FL-36 - zepsuta lampa

Moja Mała Czarna - Olympus FL-36

9 lipca, czyli dzień przed akcją, przygotowywałem się do niej: ot, szmatka, akumulatorki, powrót z nietypowych ustawień, które pozostały po ostatnich działaniach itp. W końcu kolej przyszła na lampę. Eneloopy do niej ładowały się w komplecie, więc sięgnąłem po bateryjki alkaliczne. Lampa się jednak nie włączyła, podobnie na innym komplecie baterii. Zaniepokojony zdecydowałem się dać lampie spokój, choć sam go zbyt wiele nie miałem. Po niedługim czasie ponowiłem próby uruchomienia lampy.

Wystartowała, ale baaardzo powoli: najpierw był sam długi pisk – dokładnie taki, jaki słychać podczas ładowania flesza – a dopiero po niecałej minucie na wyświetlaczu zaczął pojawiać się obraz. Błysnąłem próbnie – znowu minuta ładowania. Próbowałem zmienić tryb pracy lampy pod kątem zadania, jakie czekało mnie nazajutrz, ale dupa! Każde wciśnięcie przycisku „menu” powodowało wygaszenie wyświetlacza i kontrolki naładowania lampy, podobnie przy zmianie kąta nachylenia palnika. W końcu zgasło raz, a porządnie i jedynymi oznakami reakcji lampy na prąd było ciche pikanie.

Pikało z częstotliwością około 0,5-0,7s. Napisałem maila do serwisu, w którym ślicznie opisałem to wszystko, co się przydarzyło mojej lampie. Jako że było to w sobotę, odpowiedzi spodziewałem się w poniedziałek – słusznie z resztą. Było jasne, że niedzielne bieganie z szerokim kątem po domu kultury i błyskanie w korytarzach musiałem sobie wybić z głowy.

W poniedziałek – zgodnie z oczekiwaniami – nadeszła odpowiedź z serwisu Olympusa. Napisali mi, że w lampie wystąpiło zwarcie i sprzęt wymaga interwencji chirurgicznej w serwisie, do którego na koszt firmy mogę lampę wysłać kurierem. O ile mam gwarancję.

I tu właśnie szkopuł, bo gwarancji już nie mam. Skończyła się z pół roku temu, a cztery stówy za suszenie lampy, to jak dla mnie za drogo. Fakt, że dorzuciliby nowy soft, full czyszczenie, wymianę podzespołów wymiany wymagających i na deser pół roku gwarancji… Ale cztery stówy? Za suszenie?

Wyschnie sama!

Dwa lata temu, również podczas podobnej pogody, kiedy upały przeplatały się z ulewami, mojej kobiecie padł laptop. Trzy dni leżał nie włączany i złapał taką wilgoć, że zamierzaliśmy sprzedać go gdzieś na części. Po paru tygodniach jednak wysechł i działa do dziś, dlatego z taką pewnością słuszności w tym co robię, ułożyłem lampę wygodnie na półce, by schła sobie spokojnie.

Przez kilka dni tylko pikała, ale w końcu jej stan zaczął się poprawiać. Znowu usłyszałem pisk ładowania, znowu zobaczyłem cyferki na wyświetlaczu… Przełożyłem ją na drugi bok i następnego dnia… znowu tylko pikanie.

Dziś zamówiłem zestaw śrubokrętów, wśród których znajdę takie z końcówkami TORX – T5 albo T6 powinna pasować. Rozkręcę obudowę i użyję suszarki do włosów, bo obecnie ta wilgoć najwyraźniej nie ma którędy odparować. Ba! Pewnie nawet nie ma zbytnio bodźca ku temu.

Do serwisu wyślę, jeśli pomysł z rozkręceniem i suszarką się nie powiedzie. Opłata za naprawę tej lampy w firmowym serwisie jest zryczałtowana, więc teoretycznie mogę sobie nawet coś niechcący zepsuć i dramatu nie będzie :)

Zepsuta lampa Olympus FL36

Ostatnie zdjęcie zrobione z FL-36 przed jej awarią

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

5 komentarzy

  1. Krzysiek Gawlik napisał(a):

    Czyli oliwa zawsze sprawiedliwa ;-)

  2. Damian napisał(a):

    Kilka lat temu po ulewach w mojej okolicy wiele sprzętów elektronicznych podobnie skończyło. Taka pogoda jak teraz jest zabójcza dla elektroniki. Deszcz popada, później przygrzeje to zaczyna wszystko parować, znowu popada na rozgrzany grunt itd. Dlatego warto nieużywany sprzęt od czasu do czasu włanczać żeby sobie pochodził podobnie jak się perzepala samochody na mrozach ;)

  3. Wsubiektywie.pl napisał(a):

    […] nad którą siedziałem i chcę mieć możliwość działania wtedy, kiedy będę miał ochotę. Zepsuta lampa […]

  4. Marcin Szumański napisał(a):

    @Krzysiek, na to wygląda :)

    @Damian, teraz to aż się boję włączyć wieżę, którą zamierzam sprzedać, bo kupiłem coś lepszego i ta od sześciu tygodni stoi bezczynnie. Możeś chętny na Philipsa FW-C80? ;)

  5. dorian napisał(a):

    Bardzo ciekawy artykuł. Zapraszam również na mojego bloga http://www.frwd.com.pl