W obliczu kiczu fotografia jest jak radio

Już jakiś czas temu zauważyłem, że z dużą łatwością przychodzi mi odnajdywanie analogii między różnymi zjawiskami. Porównywałem fotografię do kobiety (klik), a charakterystyką aparatów fotograficznych pokryłem charakterystykę samochodów (klik). Dziś natomiast – dosłownie przed chwilą – w mojej głowie kolejny raz zapaliła się kontrolka informująca o uchwyceniu analogii.

Wiele razy wspominałem o tym, jak strasznie drażni mnie głupota i płycizna w fotografii i o tym, że mam cholerną alergię na tandetę i kicz. Teraz dodam, że na podobne symptomy chałtury – dyktowanej zwykle komercyjnym charakterem – reaguję podobnie również w innych aspektach codzienności.

Kiczem trąci wszystko, co jest komercyjne, masowe; co ma świecić i przyciągać formą, nęcić otoczką i łatwo zdobywać odbiorców/nabywców. Muzyka, film, stacje radiowe, kulinaria, programy telewizyjne, fotografia…

Wszystko to jest teraz niesamowicie płaskie, niesamowicie płytkie i niesamowicie sztuczne, ale takie same są też umysły ludzi, którzy ten plastik łykają. Płaski, sztuczny obraz w spłaszczonych, szukających iluzji oczach przyjmuje się jednak, ponieważ poddany jest zabiegom mającym na celu nadanie realizmu wszystkiemu, co jest go pozbawione.

Technologia 3D próbuje udawać rzeczywistość, a towarzyszący jej, wielowarstwowy, kolorowy lukier jest tak skonstruowany, by niedociągnięcia obecne w jednej warstwie polewy były tuszowane przez pozostałe warstwy, lub żeby uwagę od tych niedociągnięć skutecznie odwracały wszechobecne fajerwerki. Wielu to kupuje, łyka i wraca po jeszcze. Nikt nie myśli, bo każdy patrzy i nikt nie zauważa, bo każdy zaślepiony jest absurdem.

Rzeczywistość jest zbyt trudna, a samodzielne myślenie jest passé

Proces wychowywania odbiorców coraz większego kiczu trwa długo i przebiega etapami. Ludzi odmóżdża się stopniowo, coraz bardziej i bardziej, uzależniając od dziadostwa i wtłaczając w ich mózgi przekonanie, że właśnie to dziadostwo jest zajebiste. W porównaniu do trójwymiarowej iluminacji, rzeczywistość – ta prawdziwa – jest szara, nieciekawa, nudna, trudna do ogarnięcia i sprzeczna z marzeniami. Bo logicznym jest, że ludzie pójdą w tę stronę, w której spodziewają się spełnienia swych pragnień. Nie mogąc wyjechać do Irlandii zapragną stworzyć ja u siebie. W radosnym, kolorowym świecie złudzeń wszystko jest proste, podane na tacy, takie… wyreżyserowane. Nic, tylko brać, żreć i wołać o dokładkę.

Prawdziwe ryby mają ości

Po co myśleć? Po co analizować? Po co wyciągać wnioski? Po co chłonąć wielowarstwowe treści i interpretować je, skoro w świecie trójwymiarowej iluzji wszystko jest już przetworzone i gotowe do łatwego przełknięcia? Co z tego, że ryba śmierdzi i smakuje jak plastelina? Napis głosi „ryba”, więc musi to być ryba. A że bez ości? Tylko kiepskie ryby mają ości.

Wiecie co? Jeszcze kilka miesięcy temu przerzucałem kanały między „eremefką”, a „zetką”. W RMF mieli zwykle najświeższe wiadomości, ale poza nimi niczym innym mnie nie ujmowali. W Radio ZET uwielbiałem słuchać tylko i wyłącznie „Sensacji XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego. Każda z tych dwóch czołowych, komercyjnych rozgłośni miała po tej jednej charakterystycznej cesze, ale poza tym… żadnych różnic nie słyszałem.

Jedni i drudzy, z samego rana, za wszelką cenę starają się być zabawni. Jedni i drudzy, od przedpołudnia do popołudnia, prowadzą esemesowe konkursy z ciągłymi kumulacjami. Jedni i drudzy wieczorem serwują listę przebojów. Jedni i drudzy grają do znudzenia te same przeboje, które przebojami się stały, zanim jeszcze powstały.

Próbowałem lokalnych rozgłośni, ale te najwyraźniej starają się przypominać te największe, komercyjne molochy. Ciągle szukałem „swojego radia”, aż wreszcie w grudniu ub.r. odkryłem „Czwórkę” – Program Czwarty Polskiego Radia. Spodobało mi się, bo znalazłem tam ciekawe audycje, w tym rewelacyjną, pełną pozytywnej energii „Cztery: gramy!”. No i muzyka była całkiem inna od tej, jaką raczyły mnie komercyjne stacje. I reklam mniej. Różnica była bardzo duża, ale…

…to jeszcze nie to. Już lepiej, już prawie, ale jednak „Czwórka” też ma parcie na szkło. Może nie w tym kierunku, co większość, ale też serwuje te same reklamy (mniej i rzadziej, ale jednak), jednak najbardziej odepchnął mnie pionierski pomysł „Radia z wizją”. W „Radiu z wizją” chodzi o to, że „Czwórkę” można nie tylko słuchać, ale przede wszystkim oglądać w TV. A ja chcę słuchać, a nie zgadywać, co właśnie pokazują słuchaczom do kamery…

Polskie Radio Program 1, czyli fotografia, którą kocham!

Przestawiłem nieco antenę i „Czwórkę” zamieniłem na „Jedynkę”. W efekcie poczułem, jakbym w końcu mógł zaczerpnąć prawdziwego, świeżego powietrza, pozwalającego odetchnąć pełną piersią i oddychać tak nieprzerwanie. To jest radio! To jest fotografia! Wnioski napłynęły same, pozostało tylko je spisać.

1. Czasy się zmieniają, a podstawy wciąż te same.
Radiowa „Jedynka” jest wciąż taka sama, jak przed laty. Gdy ją niedawno włączyłem, usłyszałem to samo, co słyszałem 20 lat temu. Kontrola czasu i krakowski hejnał w południe, wieczorne słuchowiska dla dzieci, o północy Mazurek Dąbrowskiego. W ciągu dnia „Radio kierowców”, a także wiadomości watykańskie, których czołówkę od razu rozpoznałem. Zdziwiłem się, że tak wiele przetrwało w niezmienionej formie.

2. Treść fundamentem.
Zmieniają się czasy, zmieniają się ludzkie priorytety, ale nie zmienia się klimat i poziom radiowej „Jedynki”. Bardzo dużo programów, w których przez większą część audycji gadają! Właśnie tak! To właśnie owo „gadanie” sprawia, że przekaz jest zawsze niepowtarzalny i ma cholerną wartość dokumentalną. Każde nagranie gadanej audycji – bez względu na jej tematykę – zawiera pierwiastek czasów, w których powstało i dla potomnych będzie nie lada rarytasem. Piosenki po latach można odtworzyć, ale akcentu, słownictwa, czy aromatu ówczesności już nie.

Nie da się postarzyć zdjęcia tak, jak nie da się postarzyć nagrania. „Ministerstwo prawdy” (RMF FM, nagrania znajdziesz np. w Youtube) brzmi żałośnie: wymuszony akcent (choć bliski naśladowanemu pierwowzorowi, brawa dla lektora), ale znacznie gorsze jest brzmienie ścieżki z narracją. To nie brzmi, jak stare! To przypomina sztucznie postarzone zdjęcie z laptopem na drugim planie i super ostrością w każdej części kadru. No, ale… grunt, że słuchacze są zadowoleni. „Ministerstwo prawdy” zwykle broni się treścią, choć zdarza się, że i ta równa do poziomu realizacji dźwięku.

Powróćmy do fotografii: co z dokumentalną wartością, którą posiada każde, nieskalane fotoszopką, zdjęcie? Retuszowanie zdjęć bardzo często pozbawia je elementu dokumentu, którym może być wszystko. „Na tym zdjęciu powinien być komin, który X lat temu zburzono, ale na zdjęciu go nie ma, bo fotograf go wystemplował.”.

3. Połączenie tradycji z nowoczesnością.
Doskonałym przykładem na to, jak powinno się iść z duchem czasu, nie kalając przy tym uprawianej sztuki, jest program pierwszy Polskiego Radia. Mimo cyfrowego sprzętu, mimo wszechobecnej komputeryzacji, mimo wielu udogodnień z tego płynących, w tej rozgłośni ciągle szanuje się sztukę radiową.

Jest treść: ciekawa, ambitna, starannie przygotowana, podana z nie mniejszą pieczołowitością. Reżyserowane słuchowiska biją po uszach kunsztem wykonawców i realizatorów, a improwizowane teksty potrafią zabić lotnością językową, celnością puent i niewymuszonym humorem. Tak teraz, jak i przed laty.

Proste dżingle – dla niektórych wręcz prymitywne – o których jednak nie można powiedzieć, że są trendy, lub też trendy nie są. One są klasyczne, niezmienne i ponadczasowe. I one są tylko subtelnym dodatkiem do przebogatej treści: treści okraszonej muzyką wolną od „sugestii” wielkich koncernów muzycznych. Tak, to była aluzja do piosenek, które w komercyjnych stacjach radiowych debiutują z etykietką „a teraz na naszej antenie zadebiutuje piosenka, która będzie przebojem tegorocznych wakacji i namiesza na listach przebojów…”.

Radio jest, jak fotografia

Z jednej strony:
Kicz, ciągłe kreowanie nowych trendów i gonienie za nimi, masówka, płytkość – to fotografia, jakiej nienawidzę. To stacje radiowe, których nie potrafię słuchać. Nie chcę słuchać, nie chcę się uczyć słuchać. Po prostu: nie chcę!

Z drugiej strony:
Trzymanie się żelaznych zasad sztuki, stawianie na treść przekazu i chronienie go od wpływu postępu i pokus związanych z możliwościami, jakie oferuje rozwój techniki, a także umiejętne stosowanie najnowszych rozwiązań, które nie zmieniają niczego w przekazie, a jedynie usprawniają prace związane z tworzeniem, przetwarzaniem i rozpowszechnianiem go, to cechy radia i fotografii, jakie mnie fascynują.

Fotografia jest jak radio.

Na co dzień słucham cyfrowo, ale doskonale pamiętam analogowe. I kusi mnie teraz, aby do analogowego aparatu na film formatu 135 dorzucić analogowy odbiornik radiowy, dzięki któremu będę mógł sobie czasem posłuchać radiowej „Jedynki” w mono i na falach długich. I pewnie zrobię to dla niepowtarzalnego klimatu analoga i brzmienia na nim sygnału AM.

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

7 komentarzy

  1. Mirek napisał(a):

    Marcin, nie bardzo podyskutuję bo pod Twoim tekstem podpisałbym się dwoma rękami, mam podobne odczucia. Wkurza mnie wciskanie nam dziadostwa zewsząd i wszędzie a od radia zet i rmf fm robi mi się niedobrze i to dosłownie. Najgorsze, że gdzie się człowiek nie ruszy tam katują tą chałą i bezwartościowymi pomyjami. A jak czasami się przyznałem, że wolę posłuchać jedynki albo jazzu (normalnej muzyki rozrywkowej też posłucham) zamiast wylansowanego za pomocą dużej kasy wyjca z odsłoniętym tyłkiem zamiast talentu to dziwnie się na mnie patrzono. Co do samej fotografii mogłeś więcej napisać ale możesz to jeszcze rozwinąć w innym wpisie. Chętnie poczytam.

  2. Marcin Szumański napisał(a):

    No, wczoraj „Jedynka” skończyła 85 lat :) Fajnie wiedzieć, że tej samej rozgłośni słuchamy – o tyle fajniej będzie się siedziało nad stroną „stare….pl” ;) Wiesz, nie pisałem więcej o fotografii, bo stwierdziłem, że tę resztę można sobie doczytać z fragmentów o radio. Jazz – też chętnie słucham. I blues. I poezja śpiewana. A po kilku ostatnich, nocnych audycjach coraz mocniej ciągnie mnie do muzyki sprzed prawie wieku. Dotąd znałem ją tylko ze starych filmów, które również uwielbiam (na szuman.eu swego czasu o tym pisałem). Ale może jeszcze kiedyś coś tutaj napiszę :)

  3. Rag napisał(a):

    Czytając ten wpis przypomniała mi się książka pt „Umysł w zalotach” i „Teoria Szpanu” a w szczególności cześć tej książki mówiąca o rozmyciu sygnału przez wzrastającą łatwość samej sygnalizacji. Gęby się nie uniknie, bo oburzona na codzienność gęba to tylko inna gęba;)

  4. szuman.eu napisał(a):

    […] dostałem, a zewsząd trują mi o tym. Przestałem słuchać komercyjnych rozgłośni radiowych i przerzuciłem się na klasykę polskiego radia, to i tam William z Middleton wleźli. Wlazłem wczoraj na Onet, gdzie wszelkie banerowe […]

  5. Dariusz Tyrpin napisał(a):

    Ja uwielbiałem w latach 80-tych pr II PR – można było niezłej muzy posłuchać – 0 reklam i 0 innego gówna, które teraz komercyjne stacje nas częstują. Nie słucham radia, nie oglądam telewizji – chęci i czasu brakuje. Wolę słuchać nocne koncerty słowików i poranne skowronków w plenerze :P

  6. Marcin Szumański napisał(a):

    @Dariusz, „dwójkę” też od czasu do czasu słucham, ale ostatnio rzadziej, bo rzadko kiedy dobrze mi odbiera. Zakup anteny kierunkowej nie był najlepszym pomysłem ;) Coś wykombinuję, bo genialnie pracuje mi się przy klasyce, której w „dwójce” nie brakuje, a poza tym upgrade domowego audio robię po to właśnie, aby konsumować dźwięki ;)

  7. Szuman.eu napisał(a):

    […] słuchać komercyjnych rozgłośni radiowych i przerzuciłem się na klasykę polskiego radia, to i tam William z Middleton wleźli (tylko w PR2 spokój). Wczoraj wszedłem na Onet, gdzie […]