Heliosa z AF-em, poproszę…

Helios 44M-4

Helios 44M-4

Często staję przed wyborem: założyć manualny, w pełni mechaniczny obiektyw z m42, czy systemowy, zautomatyzowany Zuiko. Dylemat jest poważny; poważniejszy, niż się z pozoru wydaje.

W czym rzecz? W tym, że nowoczesne obiektywy nie mają duszy. Są tak doskonałe, że po prostu bez zająknięcia spełniają swoją rolę. Nie mają kaprysów, nie strzelają fochów, nie posiadają stron tak słabych, że do pewnych zastosowań po prostu się nie nadają.

Stare samochody, lampowe odbiorniki radiowe, analogowe nośniki dźwięku czy też obrazu – one wszystkie budzą emocje. Jakby w odpowiedzi na nie powstają nowoczesne repliki starych samochodów, producenci muzyczni ozdabiają swoje produkcje trzaskami charakterystycznymi dla płyt gramofonowych, a parający się fotografią dodają ziarna, tekstury i/lub stosują różne inne zabiegi mające na celu postarzenie ich zdjęć.

Mnie najbardziej interesuje właśnie przykład ostatni – ten dotyczący fotografii. Fotoszopka jest nudna i tak sztuczna, że aż mdli. Chyba w każdym wydaniu, choć oczywiście jedno mdli bardziej, a inne mniej. Niemniej jednak nie znoszę tuningowania zdjęć, ale też… nie przepadam za cyfrową sterylnością.

Wiecie, co mi się marzy? To, co w tytule: stary, poczciwy Helios z Auto Focusem. Bez powłok, na pełnej dziurze mydlasty i podatny na wszelkie możliwe rodzaje aberracji. Właśnie tak! Mam fioła na punkcie tego szkła, szczególnie wersji bez powłok MC. Można o nim mówić różne rzeczy, można krytykować za to czy za tamto (z krajem produkcji na czele), ale do jasnej ciasnej: to szkło ma w sobie coś wspaniałego!

Temu szkłu daleko jest do ideału. Przeciętna rozdzielczość, kiepskie i bardzo kiepskie zachowanie pod światło, ale żaden fotoszop z takim wdziękiem nie udziwni zdjęcia, jak właśnie ten obiektyw. Nie gniotsa, nie łamiotsa, bywa jaki jest, ale ta jego plastyka jest fenomenalna!

Przejrzałem mnóstwo sampli nowoczesnych obiektywów o podobnych ogniskowych i podobnej, lub zdecydowanie większej jasności. Ostre żylety, powalające na kolana rozdzielczością w rogach kadru, a nawet i gwintu mocowania filtru, z AF-ami szybszymi od myśli, a przy tym nie zauważające światła padającego bezpośrednio na soczewkę…

Helios 44-2

Helios 44-2

Tylko co z tego, skoro nie za koncepcyjnymi, lecz za kolekcjonerskimi samochodami najgłębiej się wzdycha? Wsadzić do nich coś współczesnego, aby ich staroświeckość nie uwierała w krytycznych sytuacjach i heja, do przodu! Tak, właśnie w podobny sposób myślę o starych obiektywach. Tych ułomnych, kapryśnych, ale i niezniszczalnych, prostych konstrukcjach, którym jedyną współczesnością, jaką chętnie bym zaaplikował, byłby układ automatycznego ogniskowania. Tylko tyle.

Niech aberruje, niech winietuje, niech zamydla i niech będzie nieostry w rogach. Ale niech ma ten klimat, którego nie da się uzyskać w komputerze. To jest właśnie ten dźwięk pierwszego Mustanga, to jest ten prawdziwy, analogowy szum winylowej płyty, to jest właśnie ten obraz naznaczony bezkompromisową konstrukcją z metalu i szkła.

Myślicie, że zwariowałem? Nie, nic z tych rzeczy. Każdy ma na jakimś punkcie hopla, a ja i u innych obserwuję tendencję do sięgania po oldskulowe akcenty i celowego psucia zdjęć. Np. taka winieta: niektórzy stosują ją w formie cyfrowego efektu, nie wiedząc nawet, że w rzeczywistości jest to cecha układu optycznego uznawana za jego wadę. Ale ludziom się podoba, chcą mieć stare, otworkowe, cyfrowe zdjęcia. Podobnie jak blury, rozmiękczania, bliki i inne efekty.

Helios z AF byłby rzeczą wspaniałą. Przysłoną mogę sobie mechanicznie sterować; byleby ten fokus był automatyczny, bo czasem brakuje czasu lub pewności.

Nie chcę super rozdzielczości, hiper skutecznych powłok antyrefleksyjnych, zerowej komy i całkowitego braku wszystkich innych smaczków zwanymi potocznie „wadami optycznymi”. Ja ich nie postrzegam w kategoriach wad; dla mnie są to cechy charakteru, które lubię, choć czasem dają mi w kość. Potrafię z nimi żyć i cieszyć się nimi, bo są, bo stanowią o charakterze i płci obiektywu, bo sprawiają, że zdjęcia same w sobie są wyjątkowe, bez żadnej kosmetyki. Tak po prostu.

Chcę Heliosa 44-2 i Jupitera 37A z AF. Nowoczesne fury mnie nie interesują.

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

11 komentarzy

  1. Jurgi pisze:

    Zaczynasz chyba lekko dryfować w stronę lomografii. ;-)

  2. forest pisze:

    Szumanie dużo ostatnio u Ciebie o magii analogów, ochów i achów nad heliosami i tym podobnym starociem etc. Pomijam dyskusje typu plastyka heliosa, bo plastyka to subiektywne odczucie. Dla mnie akurat plastyki on nie ma żadnej, ale mniejsza z tym.
    Ale gdzie zdjęcia szumanie ? Gdzie zdjęcia powalające tą magią heliosa/analoga ?
    Bardzo lubię Twoje pióro i czytam regularnie, ale ostatnio coraz więcej gadania, a coraz mniej zdjęć :/
    Ja chce zdjęcia ! :) Takie jak street z Gdańska. I w dupie mam czym to było robione, bo to dobra fotografia była :)

  3. Kamil pisze:

    Ja podobnie kiedyś zastanawiałem się czy nie dalo by się wsadzić AF-ów do starych słoików. Widziałem jednego gościa, któy chyba jakiegoś Jupitera wyposażył w styki bo chciał mieć Exif i potw. ostr. ale to chyba było łatwie zadanie w porównaniu do włozenia napędu AF. Pozdrawiam

  4. Ebro pisze:

    Wszystko co stare, klasyczne miało duszę – nie sposób się nie zgodzić. Czasem człowiek zatęskni za tą oldschoolową niedoskonałością, która jest piękna – co tu dużo mówić.

  5. @Jurgi, z moim sprzętem nie podryfuję w tym kierunku ;) Chyba, że z telefonem, jako narzędziem tego nurtu w wersji XXI wieku ;)

    @Forest, ostatnio nie mam czasu/okazji, aby wyrwać się na jakieś streety. Od grudnia dwa razy byłem, ale z analogiem i ledwie połowę rolki zrobiłem. Ale fajnie wiedzieć, że ktoś na coś konkretnego czeka ;)
    Co zaś się tyczy przewagi tekstów nad zdjęciami, to akurat jest to zgodne z założeniami bloga. Nie powstała ta strona po to, by być photoblogiem/galerią/portfolio czyimś, ale raczej miejscem, w którym można sobie o fotografii pogadać na luzie i subiektywnie, jak po 2-3 piwach ;)

    @Kamil, z oporami niektórych starych obiektywów, to napędzać AF-a musiałby chyba silnik od wycieraczek ;)

    @Ebro, ponoć do staroci mamy słabość dlatego, że kojarzy nam się z młodością i beztroską, ale… jak wytłumaczyć u 25 latków zajaranie przedwojennymi klimatami? ;)

  6. Ebro pisze:

    Być może jest w tym trochę prawdy. Mam dopiero 18 lat, więc nawet nie 25, a często wracam myślami do lat dzieciństwa. Czas sprawia, że tęsknimy za tym coraz bardziej – z czasem zaczynamy tęsknić za czymś jeszcze odleglejszym i dlatego też za 50 lat nie będziemy się niczym różnić od tych wszystkich dziadków ;) nowoczesność przestanie nam imponować zupełnie ;)

  7. :> pisze:

    Mam identyczny pogląd, tak więc chętniej używam zenita i holgi niz cyfrowego nikona. Heliosa podłączałam do cyfrówki ale przeszkadza mi ostrzenie tylko do 2-3 metrów, no i to reczne ostrzenie w małym wizjerku jest upierdliwe ;)

  8. Grakaj pisze:

    Ja również zawsze miłowałem się w obiektywach mających niemal tyle lat, co ja, choć preferowałem raczej te produkowane po drugiej stronie – w DDR.

    Jeśli chodzi o potwierdzanie ostrości, to ponoć to to działa:
    http://allegro.pl/adapter-af-olympus-4-3-m42-pro-af-dekiel-i1421086444.html

  9. @Grakaj, szybciej, pewniej i dokładniej ostrzy mi się bez potwierdzenia. Bo? Bo miałem taki adapter z chipem :) Przejściówkę taką mogę porównać do bocznych kółek przy rowerze : kółka pomagają w nauce równowagi, a adapter z potw. AF pomaga wyćwiczyć oko. Przychodzi jednak czas, gdy to ułatwienie zaczyna wadzić i przeszkadzać – podobnie jak boczne kółka potrafiącemu jeździć bez. Taki adapter bardzo dobry jest do nauki i ćwiczenia oka, ale podczas „właściwego” fotografowania rozprasza i czasem dezorientuje.

  10. Jurgi pisze:

    Ciekawostka dla Ciebie: jak nie marnować powierzchni kliszy: http://blog.makezine.com/archive/2011/02/how-to-sprocket-hole-photos.html
    A co do lomografii, gdyby moja stara Smiena był sprawna… Choć w sumie nieużywana nawet nie kosztuje dziś zbyt drogo.

  11. Światłowid pisze:

    W dzisiejszych czasach wszystko tanieje (pozornie). W hipermarkecie kupisz buty za 29,90 i rower za 199 zł. To zjawisko jakoś knebluje inflację ale jakbyś chciał kupić buty takie, jak 40 lat temu – to leci tzw. „średnia pensja”. Heliosy i Jupitery nie potrzebują AF, potrzebują dobrej matówki albo dobrego dalmierza. AF miał być gadżetem, który w pewnych okolicznościach pozwala oku odpocząć, uzupełnieniem układu celowniczego. Tymczasem go zastąpił, bo tak jest taniej. Kup Leikę M9 lub Eosa1 i problem ostrzenia zniknie, podobnie jak problemy z pozostałą automatyką.
    Odnośnie przedmówców – Smiena to nie „łomografia” – to pełnowartościowy aparat, tylko z ograniczeniami dla zmniejszenia ceny. Przy f/8 rysuje ostro, bez dystorsji i abberracji chromatycznej, lepiej niż dzisiejsze „kitowe”zoomy. Helios ma w środku większą rozdzielczość niż inne klony Planara czołowych producentów – kosztem brzegów i winiety ale aberrację chromatyczną ma znikomą. Wymaga bardzo dużej i dopasowanej osłony i z taką staje się równorzędnym partnerem czołówki obiektywów. Moim zdaniem nie ma lepszej czy gorszej „plastyki” obiektywu – jest tylko więcej niuansów doboru szkła do motywu głównego, tła i światła (niż ogniskowa i jasność). Perfekcyjne obiektywy z przełomu wieku robione „pod testy” są tak kompromisowe, tak uśrednione i tak poprawne, że aż nudne, nijakie. Wyrazisty charakter mają albo te z najwyższej półki albo te z początków technologii optycznej. No i te żywe skamienieliny z kraju, gdzie historia zatrzymała czas na kilkadziesiąt lat.