Zanim Bóg zesłał na świat Photoshopa… :)

Dawno, dawno temu, a było to w czasach, kiedy szczelnie pokryte smołą słoiki pełniły rolę koreksów, a ostatnią soczewką powiększalnika były babcine okulary, życie fotografa było bardzo trudne. Cokolwiek spieprzył, cokolwiek zepsuł i czegokolwiek nie dopracował – wszystko odbijało mu się okrutną czkawką i za wszystko musiał odpokutować. Z kolejną sesją włącznie. I nigdy nie miał pewności, czy wszystko poszło gładko i czy czegoś po drodze nie spaścił.

Nikomu przez myśl nie przychodziło, żeby z kału robić tort. Szczytem marzeń była możliwość łatwego naprawienia niedociągnięć i nikogo nie obchodziło tworzenie nowej, atrakcyjnej dla oka rzeczywistości niż ta, umiejętnie oddana na zdjęciu. Nikomu nie zależało na cudach na kiju, poza takim jednym jegomościem, któremu marzyło się tworzenie zdjęć w Photoshopie, a nie na matówce. Dotknął, choć o tym jeszcze nie wiedział, nurtu tworzenia zdjęć w komputerze na bazie warstw i sampli zdobytych aparatem fotograficznym. Oto pan, któremu poświęcono poniższą animację. Animację, bo przecież nikt z jego znajomych nie miał aparatu z funkcją kręcenia video :)

Nic, tylko podziwiać upór, z jakim ten pan dopinał swego. Pewnie, gdyby wiedział, że jakieś pół wieku później, lepszy efekt będzie mógł osiągnąć w kilkanaście minut, wolałby hibernować się do początku XXI wieku, niż ślęczeć nocami nad każdym jednym zdjęciem.

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

2 komentarze

  1. Mariusz napisał(a):

    Fajny pomysł z tymi warstwami na tym filmiku :-)

  2. Ebro napisał(a):

    Ależ oldschoolowo się zrobiło :)