Historia pewnej (zerwanej) znajomości

Głupia sprawa...

Głupia sprawa...

Tak sobie myślę, że ego posiadacza cyfrowej lustrzanki jest odwrotnie proporcjonalne do jego umiejętności. Szczególnie na etapie, kiedy zdjęcia wychodzą i są lepsze niż z kompaktu, ponieważ robione są lustrzanką.

Mam… wróc! Na dzień dzisiejszy powinienem używać czasu przeszłego. Zatem: miałem koleżankę. Poznaliśmy się kilka dobrych lat temu; dużo śmiechu, żartów, wygłupów, które później chętnie wspominaliśmy. Zapamiętałem ją jako wiecznie wyluzowaną laskę. Beztroskie lata jednak minęły i większość znajomych porozjeżdżała się w różne strony świata: uczelnie wyższe w innych miastach, emigracja…

W czasach boomu na Naszą-Klasę odnaleźliśmy się w tym serwisie i znowu, tym razem za pośrednictwem wiadomości prywatnych, powspominaliśmy stare czasy. Wniosek z tego krótkiego dialogu wyciągnąłem jeden: „nic się nie zmieniła”.

W końcu jednak usunąłem konto z Naszej-Klasy, bo zaobserwowałem pierwsze symptomy zaczynającej się tam robić szopki.

Minęły chyba ze dwa lata, kiedy ponownie nasze drogi zeszły się w serwisie społecznościowym. Tym razem był to Facebook. Zaproszenie do znajomych – akceptacja i w sumie tyle. Żadnych wiadomości, bo i po co? Owa „była” koleżanka gdzieś za granicą teraz mieszka, ma lustrzankę (stawiam na Sony Alfę) i każdego dnia robi setki najlepszych – w jej mniemaniu – zdjęć.

Heh, sam pamiętam to uczucie, kiedy ciężko było ze stosu kiepskich, lub najwyżej średnio-kiepskich, zdjęć wybrać najlepsze. Albo niezłe ujęcie wyszło, albo niezły obiekt się złapało, albo tryb auto sprawił miła niespodziankę i coś fajnego wyszło… Wróćmy jednak do mojej”byłej” koleżanki.

Ostatnio, właściwie każdego dnia, publikowała albumy, z których każdy liczył po ponad 100 fotek. A to jakieś drzewka, a to widoczki, to znów budynki, różne detale, a czasem nawet ktoś znajomy… Wszystkie te zdjęcia miały jeden wspólny mianownik: były niezbyt ciekawe. Czemu? Chyba głównie przez ich ilość, nieodparte wrażenie przypadkowości i dublowanie tych samych scen. A to pięć kiepskich opcji na zdjęcie tego samego budynku, a to sześć różnych wariantów „obrupki” tego samego zdjęcia… Itd itd itd.

Z jednej strony zabawne, a z drugiej przerażające. Miałem wrażenie, że chęć pokazania jej zajebistości wydawała się być większa, niż parcie na doskonalenie umiejętności. „Kiedy ona znajdzie czas na przeanalizowanie tych pstryków? Przy tak taśmowej produkcji migawka nie dotrwa momentu osiągnięcia kolejnego szczebla wtajemniczenia. Ale co mnie to… Nie wtrącam się, jej sprawa, może sama do wszystkiego dojdzie” – myślałem.

I tak, dzień po dniu, przybywały kolejne albumy – kolejne setki samych najlepszych zdjęć z niepisaną etykietką „chwały godne, arcyciekawe, zakaz krytykowania”. W końcu na tablicy ktoś z jej znajomych skomentował kolejny jej album stwierdzeniem, że upychając tyle zdjęć zepsuje Facebooka. Nie wiem, ile w tym było aluzji zbiegającej się z tym, co sam myślałem, ale temat ktoś jeszcze podchwycił i ogólny sens wątku można było zatytułować: „za dużo zdjęć”.

Postanowiłem pociągnąć temat nieco mocniej w stronę swoich spostrzeżeń, skoro już ktoś go zaczął. Dorzuciłem własne trzy grosze pisząc, że lepiej wybrać 5-10 najlepszych zdjęć z całej serii, niż wrzucać setki podobnych do siebie plików, których nie każdemu chce się nawet przeglądać. Po kilku godzinach ponownie wlazłem na fejsbuka z zamiarem sprawdzenia, czy coś mi odpisała.

Żadnego powiadomienia o nowych komentarzach w wątku jej nowego albumu nie zastałem. Żadnej PW. Nie wykluczałem jednak, że przewrażliwionego fociografa taki komentarz może dotknąć do żywego i może on taki komentarz po prostu usunąć. Byłem blisko, ale… nie doceniłem jej, bo… usunęła nie komentarz, nie album, ale mnie ze znajomych :)

Poczułem się tak, jakbym przebywając na spotkaniu kółka wzajemnej adoracji, ośmielił się poddać w wątpliwość szczerość padających tam słów uwielbienia, zostając w nagrodę wyrzuconym za drzwi – bez możliwości starania się o ponowne przyjęcie.

Jacyż ludzie potrafią być przewrażliwieni na swoim punkcie… Czasem chyba lepiej zostawić ich samym sobie. Co byście radzili? Jeśli ją kiedyś spotkam, powinienem powiedzieć jej „cześć”, czy unikać spojrzenia i udawać, że jej nie widzę? No bo to, co mnie się wydaje głupie, dla innego kogoś może być śmiertelnie poważne. Głupia sprawa, no…

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

16 komentarzy

  1. Jurgi napisał(a):

    Nasuwa mi się aluzja do aktualnej sytuacji w polityce, ale się powstrzymam. :)

  2. K napisał(a):

    Nic nowego pod sloncem.
    Dlatego jesli meczy Cie jakis znajomy i chcesz by o Tobie zapomnial – zacznij komentowac jego… cokolwiek.
    A ze kazdy dzisiaj robi zdjecia – zacznij od nich :D

  3. SpeX napisał(a):

    Jakoś od razu ten filmik skojarzył mi się z tym tekstem:
    http://www.youtube.com/watch?v=F2n8Ma7y4-I

  4. Piotrek napisał(a):

    Zraniłeś uczucia przyszłej artystki ;) Jak się poczujesz, jak za 20 lat będzie ona sławna na cały świat a tobie nawet autografu nie da? ;)

  5. Artur Komorowski napisał(a):

    Jak ktoś się nie potrafi zachować na serwisach społecznościowych, to powinien mieć pretensje tylko do siebie :P

  6. Karotka napisał(a):

    hmmmm no ciężka sprawa muszę przyznać :P nasuwają mi sie pewne słowa, którymi przywitałabym Twoją (byłą) koleżankę przy następnym spotkaniu:

    humor w naturalny sposób łączy się z dużą wyobraźnią, a biada wyobraźni, której nie towarzyszy dowcip i śmiem dodać, że samokrytyka prowadzi do celu i jest najlepszym nauczycielem. A wszystko skwitować życzliwym i miłym uśmiechem :P

  7. blunatik napisał(a):

    Może podeślesz jej mejla z linkiem do tego wpisu? Jeśli po przeczytaniu tekstu i komentarzy choć trochę o sprawie pomyśli – mission accomplished ;)

  8. Marcin Szumański napisał(a):

    @K, to jest myśl :)

    @Piotrek, pewnie pomyślę sobie „ale to na mój widok tej gwieździe ciśnienie skoczyło” :D

    @Artur, kurczę, dopiero po fakcie uświadomiłeś mi, jakie faux pas popełniłem… Myślałem, że skoro to nie fotka.pl, to taki komentarz przejdzie… ;)

    @Karotka, myślisz, że by to zrozumiała? A wcześniej: myślisz, że ja tego tekstu bym nie zapomniał? :D

    @Blunatik, problem w tym, że nie tylko wywaliła mnie z grona znajomych, ale też zablokowała mnie… Przez to w ogóle mi się jej profil nie wyświetla, nawet u wspólnych znajomych :(

  9. głos napisał(a):

    Miałam ostatnio identyczną sytuację :) Ale nie zastanawiam się, co zrobię, jak tę osobę spotkam. Będę myśleć, kiedy to już nastąpi :) Nigdy nic nie przewidzisz.
    Jeżeli nie jest dla Ciebie ważna, też ją wyrzuć… ze swoich myśli! A jeżeli jest ważna, to poczekaj na rozwój sytuacji – może jej przejdzie. swoją drogą, bardzo to dziecinne. Pozdrawiam

  10. Ditta napisał(a):

    Powiedz jej: „Cześć Była Koleżanko z Fejsbu/óka” (nie wiem czy „u”, czy „ó” w polskiej nazwie serwisu ma być)

  11. Dariusz Tyrpin napisał(a):

    Olej to i już. Z praktyki wiem, że ciężko jest w takich sytuacjach usłyszeć słowa podzięki za delikatne zwrócenie uwagi, a nawet udzielenie koleżeńskiej porady. Reakcje zwykle są te same – robisz sobie wroga. Dlatego nie ma się co przejmować…
    Facebook wysyła jakieś info, że ktoś Cię usunął? Tak z ciekawości pytam ;)

  12. Marcin Szumański napisał(a):

    @Dariusz, żadnego powiadomienia, ale zauważyć możesz, jeśli skrupulatnie liczysz znajomych – bo ich liczba się zmniejsza :) Poza tym znikają wszystkie powiadomienia dotyczące tej osoby i chyba tyle; mnie dodatkowo musiała zablokować, bo stała się niewidzialna :D

  13. mikelauri napisał(a):

    Ja miałem to samo, wywaliła mnie koleżanka ze swojego FB, bo jej skomentowałem zdjęcie chyba nie tak jak by chciała. Co lepsze pracuje z nią i skutkuje to tylko tym, że w ogóle traktuje mnie jak powietrze? Uświadomiło mi to tylko ze takie osoby maja jakiś problem z dystansem do siebie. A jak Cię wykopią z FB to w moim przypadku również z życia:), Ale w ogóle się tym nie przejmuje nie mam zamiaru mieć nic wspólnego z takimi ludźmi.

  14. Mirek napisał(a):

    Mądry człowiek będzie wdzięczny za konstruktywną krytykę, czasem podyskutuje, a głupi… No cóż, takimy ludźmi nie ma co zawracać sobie głowy. Z takim podejściem niczego wartościowego nie dokonają, nie mówiąc już o ich (nie)koleżeństwie.

  15. Addpixel napisał(a):

    I to jest właśnie internet. Jak istnieją strony, na których można czyjeś dokonania skrytykować anonimowo, to nikt nie szczędzi kpin. Można wszystko. Jeśli mamy do czynienia ze stroną tupu Facebook czy fotka, to już krytykować nie można, bo to znajomi itd, no i mogą wleźć na nasz profil i też nam nabruździć.
    Oczywiście sami krytykowani potrafią bronić się w obu przypadkach. Albo podnoszą argument, że krytykant boi się ujawnić i że anonimowo, to można każdego opluć, albo usuwają komentarze ludzi, którzy jednak odważyli się wystąpić z otwartą przyłbicą.

  16. Marcin Szumański napisał(a):

    @Mikelauri, no to masz przewalone :D

    @Mirek, Mirku, ale inną kwestię jest zrozumieć kobietę… ;)

    @Addpixel, w tym przypadku usunięcie komentarza byłoby najniższym wymiarem kary ;)