Jesienna aura, jesienne nastroje, jesienna depresja…

Jesiennie

Jesiennie

Będzie o sprzęcie, bo o tym można dyskutować bez przerwy. Taki cwaniak jestem, że jak nie mam weny, to sięgam po awaryjny temat. Repertuar Tuska stanowił krzyż i dopalacze, to ja nawinę sobie o matrycach. Bo o czym innym pisać, skoro weny nie ma, a pogoda do bani jest? Coś się niby zaczęło przejaśniać, ale skoro mam depresję, to nie powinienem wierzyć w zmiany na lepsze. Chyba.

Mniejsza o to, bo świat mnie dobija. Jest źle i nie widzę szans na poprawę. Fotografia cyfrowa rządzi, automatyka robi zdjęcia, a obraz z matryc staje się coraz bardziej sztuczny. Nikt nie wmówi mi, że jest inaczej.

Przeglądałem ostatnio Allegro w poszukiwaniu rekwizytów potrzebnych mi do samodzielnego wywoływania filmów. Szukam czegoś optymalnego dla siebie, bo naprawdę rzygać mi się już chce rawami i tym cyfrowym cyrkiem całym. Coraz więcej plastiku, coraz więcej badziewia i coraz więcej niezłych zdjęć spapranych zostaje plastikową obróbką. W imię gównianych trendów. Wygląda to żałośnie, ale czyż nie żyjemy w czasach, w których prawdziwy cycek, to silikonowy cycek?

Stop! Basta, mówię. Kubeł zimnej wody na łeb, po czym dobitnie trzeba sobie powiedzieć: fotografia cyfrowa jest do bani! Jest nieprawdziwa, jest zakłamana, jest sztuczna, jest tandetna. I jest modna. Jest na fali, bo jest łatwa i każdy głupi może. Jak aktorzy z castingu; wielcy artyści niby, a w rzeczywistości…

Gdyby chociaż wyszła jakaś współczesna puszka z matrycą CCD, wtedy byłoby przyjemnie. Ale nie wyjdzie, bo wszędzie musi być zasrany LiveView z zasranym kręceniem video, a do tego przecież CCD się nie nadaje. No bo po co komu jakość? Fotografia? Po co komu fotografia, skoro może być foto-video-gps-blowjob-coś_tam_jeszcze, słowem all-in-one? I dziwić się dinozaurom, że nie przestają przesiadywać w ciemnościach i wciąż zalewają temat chemią…

Co z tego, że CCD szumiały? Co z tego, że działały wolniej? Co z tego, że więcej prądu zużywały?

Szum jest piękny, jeśli nie jest kolorową kupą. Nigdy nie odszumiam zdjęć, za to pozbawiam ziarno kolorów. Nie jest to złoty środek, ale takiego też nie ma. Lepsze to jednak, niż plastikowy kał. Grube, mocne ziarno z kodakowego CCD (np. Olympus E-1), po odbarwieniu cieszy mnie, jak najwyższy stopień podium zdobyty przez faworyta.

Że z CCD dane spływały wolniej? A gdzie wszystkim się tak spieszy? Do podglądu na żywo? To wizjer już niewygodny? Czy może świat odbity przez lustro nie jest tak fajny, jak ten z pikseli? Tryb video? No tak, do lamusa kamery nie przegrzewające się po parominutowym filmowaniu.

Większy pobór prądu? Na lustrzanki stać, a na zapasowy akumulatorek nie? Widocznie nie, a prądu musi wystarczyć na tysiąc zdjęć robionych między wyjściem z domu a powrotem. Aha, zapomniałem, że prądu ubywa tak szybko, bo przecież LiveView, no i jeszcze przeglądanie świeżych zdjęć w celu sprawdzenia, czy wyszły i nadają się do fotoszopa. Cyrk na kółkach…

Niniejszym żądam aparatu, który jeszcze nie powstał! Żądam, aby był on wyposażony w matrycę CCD. Jajo mnie obchodzi pierdylion pikseli, zero szumu na ISO 419430400, jedno ładowanie na ileś tam lat, itede itepe. Współcześni mistrzowie się tym przejmują, jest ich przytłaczająca większość i to oni decydują, a nie ci frajerzy z lamusa, którzy robią nudne zdjęcia i (a tfu) nie obrabiają ich w fotoszopie. Takich fotek nie da się zrozumieć, bo są one trudniejsze od obsługi papieru toaletowego. Ma być zbliżenie podrzynanego gardła, a nie wymagająca myślenia cała historia zawarta w jednym kadrze.

A gdyby tak, obok przebajerowanych aparatów, wypuszczać ich skromniejsze wersje z CCD na pokładzie? Są przecież tacy, którym nie zależy na filmach, czy podglądzie na żywo, ale za to cenią sobie soczystość obrazu. CMOS-y, przy całym wachlarzu swoich zalet, dają obraz wysuszony, trupi, wyblakły. Nawet po podkręceniu kontrastu i nasycenia brakuje barwom pewnej głębi. Jeszcze kilka tygodniu temu wzdychałem do Olków E-3 i E-5, a obecnie najbliżej mi do zakupu E-1. Serio.

CMOS vs CCD, a ja mam LiveMOS. LiveMOS, która miała w sobie łączyć zalety pozostałych dwóch matryc. Miało być szybko i oszczędnie (CMOS), a przy tym pięknie (CCD) i bez skaz (CMOS). Osobiście – po porównaniu zdjęć z E-1 i E-3 – uważam, że matrycy LiveMOS zdecydowanie bliżej jest do CMOS. CCD to CCD i kropa. Wróć! Klisza to klisza. I kropa. Już niedługo, pierwsza paczka z Allegro już w drodze :)

Jesienna deprecha ma to do siebie, że szybko i samoczynnie (przeważnie) mija. Jestem pewien, że razem z nią przejdzie mi ten atak niechęci do nowocześniejącej nowoczesności. Nigdy się tej niechęci nie pozbędę, bo mam alergię na wszelkie silikony i botoksy, także w fotograficznej ich odmianie. Niemniej teraz zrzędzę, wybucham, a w chwilach pomiędzy kompletuję sprzęty do fotografii prawdziwej.

I zrzędzić mam ochotę, bo jest ona tak niszowa, że na Allegro ani jednego sprzedawcy nie znalazłem takiego, który oferowałby jednocześnie chemię, naczynia i światło. U handlujących cyfrowością nawet szampon do włosów można kupić, a u analogowej drobnicy przeważnie używane, pojedyncze egzemplarze. Ktoś mówił o renesansie fotografii tradycyjnej – zobaczymy, co będzie. Choć jeśli takowe odrodzenie nastąpi, to czy nie podąży w kierunku tandety, którą prezentują młodzi, kreatywni cyfracy?

Póki co z dostępnością interesujących mnie oldskulowych artykułów jest jak jest. Rzeczy trwałe (koreksy, jednobarwne światełka) nawet w pojedynkę są droższe, niż sama przesyłka, ale chemia już nie. Szkoda kupować hurtem wywoływacze czy utrwalacze, skoro wcześniej nie miałem możliwości porównania ich do siebie. Podobnie jest z filmami. Opiniom w internecie nie ufam, bo w wirtualnym świecie moje gusta sadowią się zwykle w wirtualnej niszy. Wolę sam sprawdzić i wybrać. Bardzo dużo wiedzy przekazał mi mój tato, ale za jego czasów wyboru praktycznie nie było i brało się to, co oferowali w sklepach. Szkoda, że pozbył się powiększalnika; dziś tylko nowsze jego wersje można dostać, ale to już nie to samo, co magiczne urządzenie, które w piwnicy stało – odkąd pamiętam.

Historia trochę koło zatacza: kiedyś wybór chemii był właściwie żaden, a teraz podobnie jest z matrycami. Najważniejszego nie można sobie wybrać, ale za to jest wybór rodzajów wyświetlaczy, wizjerów czy innych przekłamujących rzeczywisty obraz pierdół. Niech chcę *MOS-ów. Chcę CCD. Bo analogowo będzie raczej tylko odświętnie, tudzież na specjalne okazje. Chociaż kto wie… bardzo możliwe, że role się odwrócą i to po cyfrowe lustro będę sięgał tylko czasami. Właśnie…

Może chce się ktoś zamienić? Z mojej strony Olympus E-520 w nienagannym stanie, przebieg ~12,8 tyś klapnięć, na gwarancji do końca czerwca 2011 :) Oczekuję Olka E-1 również w nienagannej kondycji i z rozsądnym przebiegiem. Poważnie.

A na deprechę dobrym antidotum jest Magnez. Mam, w tabletkach musujących by Biedronka. Smaczny nawet, ale nie o to chodzi. On ma działać :)

Aha! Pamięta ktoś z Was wymianę komentarzy z pewnym czytelnikiem, który zaoferował mi Zenita TTL z kulawym światłomierzem? LINK do tego wpisu. Spryciarz z niego; teraz, gdy wytłumaczono mu, na czym problem polega, ani myśli sprzedawać. Kontaktowałem się z nim w tej sprawie, ale cóż… przynajmniej ślicznie podziękował za pomoc.

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

18 komentarzy

  1. Romek napisał(a):

    Czołem. Mam nadzieję, że wziąłeś pod uwagę fakt, że takim tekstem bardzo wielu fotografom „młodego” pokolenia się narazisz? Przyznam się szczerze, że mi by chyba nie starczyło odwagi, aby tak otwarcie krytykować główny nurt dziesiejszej fotografii. Podzielam Twoje zdanie na temat matryc i sceptycznie obserwuję rozwój fotografii cyfrowej w kierunku, w którym to wszystko zmierza. NIe podlega dyskusji, że zdjęcia ze współczesnych cyfraków są sztuczne i dotyczy to również tzw. cyfrowych negatywów. Powinny one być nienaruszone, a tak nie jest i elektronika aparatów mocno ingeruje w zdjęcia na tym najgłębszym poziomie. Niestety ale fotografia tradycyjna, tj. ta utrwalana na błonie światłoczułej, nie ma szans w starciu z tanią, masową i do bólu łatwą fotografią cyfrową. Przez to namnożyło się amatorów, którzy swoje zdjęcia robią w przeważającej mierze na komputerze. To przykre, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Boję się, że fotografia tradycyjnie kiedyś całkowicie umrze, a na to, niestety, się zanosi. Rynek wtórny będzie istniał, ale ktoś musi produkować materiały jednorazowe. Mam nadzieję, że nie dożyję tego. Osobiście również bardzo cenię matryce CCD i ich się trzymam posiadając obecnie dwa wspaniałe Nikosie D80. Wspaniałe aparaty i zdecydowanie ładniejsze zdjęcia robią, niż nowsze, bardziej napakowane modele.

    Pozdrawiam
    Romek

    PS. Pozwolę sobie zostawić małą sugestię odnośnie samodzielnego wywoływania filmów. Pierwsze szlify najlepiej zdobywać na filmach czarno białych, które bez większych różnic można wywoływać środkiem uniwersalnym. Wystarczy pilnować BHP i zegara, a nie powinno być źle. Różnice widać przy błonach kolorowych i wynikają one tak z użytej chemii, jak i z charakterystyki filmu. Może to być zarówno utrapieniem, jak i zaletą, bo stwarza olbrzymie pole do eksperymentów, jakiego nie zapwni żaden pfoto shop.

  2. gosc napisał(a):

    Narzekasz ;d
    Z tym blowjob ‚ em to przesadziłeś, to praktycznie niemożliwe :P Ale wracając do tematu, cyfra nie jest zła. Ma swoje zalety.
    Fot. analogowa jest „fotografią”, a cyfrowa „pstrykaniem zdjęć”. Ale analogową nie zrobiłbyś tyle ciekawych zdjęć np. na wyciecze, bo np. film się skończył, a drugi jest w torbie i ciekawe zdarzenie przemija. Oczywiście można się spierać, że w fot. analogowej trzeba gospodarować ilością zdjęć, robić te najciekawsze, ale cyfrowa jest po prostu praktyczniejsza przy obecnym tempie życia.

    P.S.
    Co do filmów mi pasuje Rollei SUPERPAN 200 b&w.

  3. Jurgi napisał(a):

    Materiały do wywoływania zdjęć już dziesięć lat temu z kumplem mieliśmy ciężko kupić, w okolicy nic, dopiero w Kaliszu jeden sklep. A to przecież był jeszcze czasy przedcyfrówkowe. Dziś to musi być hardkor.

  4. Zdzisław napisał(a):

    Dziękuje za poświęcenie mi ostatniego akapitu :) Zdjęcia z ZENITHA TTL już wywołane i wyszły super, przeleżał parę lat z tą rozładowaną baterią światłomierza, a ja nie miałem pojęcia że to tak dobry aparat mający świetną optykę. Zgadzam się z twoim tekstem wyżej, fotografia cyfrowa i ta na kliszy to 2 zupełnie inne światy. Ten pierwszy jest bezduszny i nijaki bo poprawiany przez Photoshopa, a ten drógi ma swoją magię którą dopero zaczełem dzięki ZENITHOWI odkrywać na nowo. A przy okazji chciałbym się zapytać jakich firm filmy pan używa. Zużyłem już 3 różnych firm i widzę między nimi różnice w lekkim zabarwieniu kolorów, na jednych np. zdjęcia wychodzą zimiejsze, na innych cieplejsze, albo mają np. lekki odcień jakiegoś koloru. Myślę że to dość duży i ciekawy temat, dlatego proponuję aby pan napisał notkę na blogu o tym. Sądze że znajdzie ona wielu czytelników.

  5. Piotrek napisał(a):

    Strasznie marudzisz, aż skłonny jestem uwierzyć w twoją depresję ;) Czasem też mam różne nastroje, ale dobrze mi robi spacer z aparatem POLECAM! Magnez uzupełniany na bieżąco podobno pomaga uodpornić się na jesienne nastroje, niektórzy nawet twierdzą że to pierwiastek szczęścia :)

    Co do kliszy, to nie ma tu nawet o czym dyskutować. Fotografię trzeba kochać, aby mieć cierpliwość i zaparcie do analoga, ale większość tylko ją uprawia. Można to porównać do seksu z ukochaną osobą, a z przypadkową, np. panią z agencji :D Co kto lubi :P

  6. Mirek napisał(a):

    Ostatnimi czasy chętnie wyciągam z półki różne stare albumy fotografików robiących jeszcze na kliszach, zdjęcia mimo, iż nie mają tej całej cyfrowej „doskonałości” sprawiają mi w oglądaniu więcej przyjemności. Co do jakichś tam ccd albo cmos to nie znam się na tym, od myślenia nad tą całą elektroniką boli mnie głowa, więc wolę wziąść fotokamerę i iść do lasu. Co do szumów to ten elektroniczny nigdy nie będzie taki piękny jak ten z jonków srebra.
    @Romek, kolega Marcin to lubi tak się narażać i prowokować, kręcić kijem w mrowisku. To jego styl.

  7. Jano napisał(a):

    ja myślę, że fotografia analogowa nie zginie :-) Powód? Za duża by to była strata. Wyższość kliszy nad sensorami jest niepodważalna i wiele ludzi woli ponieść koszty w imię lepszych efektów dlatego nie martwię sie, że tradycyjne aparaty i metody odejdą do lamusa ;-)))

  8. Z. napisał(a):

    Witajcie
    Nieskromnie pozwolę sobie wtrącić do dyskusji swoje własne trzy grosze. Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego, jak fotografia cyfrowa. Termin „fotografia cyfrowa” jest marketingowym hasłem, a to, co się pod nim kryje, tak naprawdę niewiele wspólnego ma z prawdziwą fotografią. Fotografia od zawsze na zawsza polegała na fizycznych procesach rejestracji obrazu, jak cyjanotypia, otworki, cokolwiek. Zatem nie można nazywać fotografią czegoś, co odbywa się poza rzeczywistością. Jak słusznie autor zauważył, obraz rejestrowany DSLR-ami jest już u podstaw przekłamywany i już na etapie zapisu na karcie pamięci traci główną cechę fotografii, jaką jest neutralne, pozbawione ingerencji oddawanie naświetlonej wiązki światła. Skoro nad tzw. zdjęciem cyfrowym pracują specjalne algorytmy, a tzw. zdjęcie jest wielokrotnie przetwarzane, to nie mamy prawa nazywać tego fotografią. Jak więc to nazwać? Proponuję termin „fotografia cyfrowa” zastąpić terminem „alternatywa metoda rejestrowania obrazu” lub krócej „cyfrowa rejestracja obrazu”.
    Pomyślności

  9. głos_z_damskiej_szatni napisał(a):

    Marcin, tak sobie myślę… czemu się tak denerwujesz, na to, jakie ktoś inny robi zdjęcia :) Rozumiem Twój żal, że trudno Ci dostać „to co stare”, bo wypiera je „nowe”, bo tak się dzieje zawsze, kiedy wszyscy dostają korbki na to nowe. Ok. Ale czy to warto się tak dołować.. :) Szukałeś na zagranicznych serwisach? Może akurat znajdziesz. Może będzie łatwiej niż w Polsce, bo koszty jakiejkolwiek formy fotografii nie są tak wysokie w stosunku do zarobków, a co za tym idzie, jest wielu pasjonatów. Może dlatego i przepływ materiałów do fotografii tradycyjnej jest łatwiejszy? Nie wiem, zgaduję tylko. Ceny kształtują się w tych samych granicach.
    A jeśli o mnie chodzi, to lubię każdą formę fotografii. Fotografia analogowa ma swój niepowtarzalny urok i wsysa pasjonatów, ale dlaczego odbierać możliwość utrwalania ważnych chwil tym, którzy z jakichś powodów nie mogą jej poświęcić tyle czasu, ile ona wymaga. Ja tam się cieszę, że świat rozwija się w różnych dziedzinach. I korzystam z tego rozwoju, jeśli tylko mogę i chcę. Co nie oznacza, że jednocześnie wymazuję sobie pamięć gumką i od czasu jak wynaleziono maszynę do szycia, nie używałam igły ;)
    A dodatkowo, zważywszy, że mam dwoje dzieci, dość małych, powiem, że mnie to nawet video w komórce cieszyło ;)), bo te krótkie filmiki też mają swój urok, a na kamerę mnie nie było stać. Do tego powiem niepokornie, że baaardzo lubię przekłamywanie rzeczywistości obrazami, więc fotografia cyfrowa jak znalazł ;))

    Podsumowując, lubię i tradycję i nowoczesność, ważne jednak, by ani jednej ani drugiej nie przerysowywać. I niech każdy wybiera to, co lubi. Po co tworzyć ideologię wokół jednego rodzaju czegoś. Rzeczy mają służyć osiąganiu celów, a nie być celem same w sobie, bo wtedy wytwarzają się w nas złe fluidy. No i niech każdy spełnia się w tym, w czym dobrze się czuje, niech zaspokaja swoje potrzeby odnośnie fotografii cyfrowo czy analogowo.

    Ps. Posłuchaj smooth jazzu, uspokaja :)
    Pozdrawiam

  10. blunatik napisał(a):

    No to pojechałeś, do teraz nie wiem czy to prowokacja czy poważnie tak myślisz :) No i temat cyfra-analog idealnie się wbija w myśl przewodnią bloga.

    „Fotografia cyfrowa rządzi, automatyka robi zdjęcia, a obraz z matryc staje się coraz bardziej sztuczny.”

    Obraz w dzisiajszych aparatach cyfrowych jest DUŻO bliższy rzeczywistości (widzeniu oka) niż ten z cyfraków sprzed 10 lat.

    „fotografia cyfrowa jest do bani! Jest nieprawdziwa, jest zakłamana, jest sztuczna, jest tandetna”

    Każda fotografia jest nieprawdziwa i zakłamana. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jakich manipulacji dopuszczano się w ciemni, cyfrowo jest po prostu łatwiej osiągnąć kiczowaty efekt albo zepsuć dobre zdjęcie. A patrząc na to jeszcze szerzej – od kiedy fotografia służy ukazywaniu prawdy? Zgoda, jest ona względnie obiektywna w postaci fotoradarów na słupach ;)

    „Współcześni mistrzowie się tym przejmują, jest ich przytłaczająca większość i to oni decydują, a nie ci frajerzy z lamusa, którzy robią nudne zdjęcia i (a tfu) nie obrabiają ich w fotoszopie”

    Mistrzów zawsze było i będzie mniejszość, inaczej nie byliby mistrzami. Funkcje live-view, wideo itp to przecież chwyt by sprzedać produkt masom. Fotografia w dzisiejszych czasach jest silnie związana z reklamą, i to właśnie reklama nadaje jej główny prąd, stąd jej prosty przekaz. Tak naprawdę mistrzowie mają często związane ręce, bo albo się dostosują do rynku albo wypadną z gry i zejdą do piwnicy. W ten sposób machina się nakręca bo jak nie pójdziesz w komercję to nie stać Cię na sprzęt uznawany za standard w branży i nie dostaniesz zlecenia… Co więcej, w dzisiejszych czasach o ostatecznym wyglądzie fotografii decydują klienci, niech to będzie dyrektor artystyczny czy para młoda. Koło się zamyka.

  11. Marcin Szumański napisał(a):

    @Romek, jak już wcześniej Mirek napisał: nie waham się wkładać kija w mrowisko :) Do tego dodam, że nie robię tego dla sportu, ale tylko wtedy, gdy spodziewam się, że coś z tego mrowiska ciekawego może wyleźć :) Wiesz, czasem też nachodzi mnie obawa o przyszłość fotografii analogowej. Jest sporo zapaleńców, ale czy generują oni na tyle duży popyt, aby opłacało się utrzymywać produkcję błon czy odczynników?

    @gosc, jakbym dziesięć lat temu powiedział, że aparat będą kręcić filmy w bardzo dużej rozdzielczości, to też byś uznał, że przesadzam ;) Poczekaj tylko, aż ktoś zaprojektuje aparat dla samotnych podróżników… :D Oczywiście, szybkość i łatwość to akurat duże atuty cyfraków i to nie podlega dyskusji. Ale nie sądzę, aby doświadczony, dobry fotograf dał się zaskoczyć brakiem miejsca na rolce filmu. Po to jest licznik, aby się przygotować na zmianę „pamięci” i dotyczy to również kart. Miejsce na nich równie szybko się kończy i mając na liczniku 20-25 zdjęć do końca, a robiąc ich kilka-kilkanaście w przeciągu minuty, wychodzi na to samo: miejsca tyle co nic i albo wypstrykam na głupotkę, albo wkładam nową rolkę/kartę i jadę z koksem dalej.

    @Zdzisław, miła niespodzianka :) I proponuję zwracać się do siebie po imieniu, przynajmniej w stosunku do mojej osoby. Zapewniam, że nie zabraknie tu wpisów na temat fotografii analogowej z jej technicznej strony, ale aby o tym pisać, muszę zdobyć odpowiednią wiedzę i przede wszystkim doświadczenie. Teoria jest teorią i czasem boleśnie weryfikuje ją właśnie praktyka, dlatego wolę najpierw sprawdzić wszystko to, o czym zamierzam pisać. Udało mi się kupić Zenita TTL w podobno bardzo dobrym stanie (jeszcze nie widziałem go na własne oczy, jedynie na zdjęciach) i w przyszłym tygodniu spodziewam się otrzymać przesyłkę. Zależało mi na tym aparacie, bo to na nim właśnie, niespełna 20 lat temu, uczyłem się fotografować lustrzanką. Trochę sentyment, a trochę taka chęć posiadania na nowym terenie narzędzia, które bardzo dobrze znam :) Cierpliwości, na pewno swoimi doświadczenia podzielę się tutaj. A co do optyki… dziś wybieram się na pocztę odebrać kolejny obiektyw z mocowaniem m42 :)

    @Piotrek, ano marudzę i marudzić będę, a na spacer nie pójdę, bo wietrzysko takie, że głowę chce urwać ;)

    @Mirek, co do starych albumów, to kilka dni temu spędziłem kilka godzin na przeglądaniu ich. Większość tych zdjęć robił mój tato, także samodzielnie je wywoływał i odbijał. Tym razem jednak nie była to typowa podróż w czasie; bardziej skupialiśmy się na technicznych aspektach. Z moją (i komputera) pomocą udało mu się przypomnieć wiele szczegółów. Pracował nie tylko Zenitami, ale przez jakiś czas również Startem 66. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio te zdjęcia z takim zainteresowanie oglądałem :)

    @Jano, śmierć Chopina czy Einsteina też oznaczała ogromną stratę, a jednak umarli ;) Oj ta moja deprecha…

    @Z., radykalne zdanie i szczerze mówiąc, zgadzam się z Tym co piszesz. Kiedyś aktorem zostawało się dopiero po ukończeniu szkół teatralnych, a dziś wystarczy załapać się na castingu i z kiosku z prasą trafić na plan, zyskując miano „aktora”. Podejrzewam, że prezentujesz pokolenie, do których należą moim ongisiejszy rozmówcy, których na tym blogu nazwałem Panem P. (klik) i Panem B. (klik). Rozmowy z takimi ludźmi wiele mi uzmysłowiły i ciągle to jeszcze we mnie się przeżera.

    @głos_z_damskiej_szatni, uznałaś, że denerwuję się innymi, więc uzasadnię to: ktosie inni mnie denerwują, bo psują branże fotograficzną. Wypadają na śluby i wszelkie inne możliwe okazje i pstrykają zdjęcia w trybach auto, lub co gorsza, w trybach tematycznych, odbierając tym samym pracę zawodowcom, dla których kilkaset złotych za wesele, to jedynie zaliczka, podczas gdy dla „ktosiów innych” to cała wypłata. Zdjęcia robią byle jak i cierpią przez to wszyscy, bo i „ktosie inni” i zawodowcy lądują w tym samym worze.
    A teraz na poważnie: nie denerwuję się tym, że inni robią zdjęcia, bo niby czemu mam się złościć? Niech robią, byle nie mi z perspektywy wodnego oczka w klozetowej muszli :) Jeśli coś mi ponosi ciśnienie, to ta cała ogłupiająca papka zalewająca nas każdego dnia: od ogłupiających strategii producentów, przez sztuczność obrazu po silikonowe trendy. I brak możliwości wyboru CCD…

    S.Jazzik? O tak, wczoraj przy nim zasypiałem :D

    @Blunatik, zdecydowanie tak myślę, bo mam depresję. Jak mi przejdzie, to moje stanowisko wróci do bardziej neutralnego, a jeśli mój obecny stan się pogłębi, to chwycę szabelkę w dłoń, pochodnię w drugą i zniszczę sklepy i fabryki :D A poważnie, to czasem trzeba mocno walnąć w stół, aby usłyszeć nożyce. Jak we wcześniejszych komentarzach zauważono: znowu grzebię w mrowisku, bo spodziewam się, że coś ciekawego z niego wypełznie ;)

    Obraz w dzisiejszych cyfrach bardziej rzeczywisty? Nie zgadzam się z tym. Może tylko pozornie bliższy temu, co widzi oko, ale oko łatwo oszukać.

    O zakłamaniu cyfry i prawdziwości analogowej nie pisałem w kontekście możliwości manipulacji, ale surowych zdjęć. Bo kombinować można ze wszystkim, ale mi osobiście najbardziej zależy na tym, aby otrzymać obraz autentyczny, a RAW-y tego nie gwarantują.

    „Mistrzowie”, to była ironia; miałem na myśli tych speców, którzy w Photoshopie męczą zepsute zdjęcia tak długo, aż wyjdzie im coś, co na digarcie i podobnych zyska uznanie i aplauz podobnych mistrzów. Ale z ostatnim akapitem Twojego komentarza nie zamierzam polemizować, bo to, co napisałeś, pokrywa się z tym, co myślę ;)

  12. forest napisał(a):

    Szumanowi się „narzekaczka” włączyła to ja trochę popolemizuje :)

    „Kubeł zimnej wody na łeb, po czym dobitnie trzeba sobie powiedzieć: fotografia cyfrowa jest do bani! Jest nieprawdziwa, jest zakłamana, jest sztuczna, jest tandetna.”

    Tylko dlatego że jest „cyfrowa” ? czy identyczny kadr zrobiony analogiem i cyfrą będzie trącił sztucznością i tandetą w wersji z cyfry ? IMHO sztuczność, tandete i zakłamanie tworzy fotograf, a nie technologia. Zresztą o tym to książke można by napisać.

    Trochę nie kumam tego narzekania pt „Dawniej to było inaczej, lepiej ”
    Dawniej to nie było nic, żadnego wyboru.
    Cóż stoi na przeszkodzie aby współcześnie używać prostego aparatu z matrycą CCD ? Na pchlim targu zwanym allegro zupełnie niedrogo można dorwać takiego Pentaxa k100 i cały worek zajebistych manualnych szkieł, również M42. Do tego manual typu Pentax ME Super i jazda. Chemi i szpargałów do ciemni też nie brakuje. Można wybierać i przebierać.

    Przecież nikt nie zmusza do używania sprzętu z filmikami, live wiev, szmerami, bajerami. W dzisiejszych czasach zupełnie spokojnie można skupić się na robieniu „prawdziwych” zdjęć bez obróbki, poprawiania, podpicowywania.

    Sam miałem/mam CCD, analoga, jestem lekko ociemniały, a do tego wszystkiego używam CMOS’a i jedno z drugim wcale się nie gryzie :)

  13. Marek napisał(a):

    hymm… ciekawe stwierdzenia tu padły… nie zamierzam z nikim polemizować, bo kazdy ma prawo do swojego subiektywnego zdania i temu masłużyć ten blog, dlatego ograniczę się do przedstawienia swojego stanowiska (;

    Materiały światłoczułe zawsze miały lepsze i gorsze egzemplarze i tu nie ma się o co kłócić. Jak ktoś chce, to bez problemu znajdzie filmy gorsze od matryc i na odwrót. Więc jako tako nie zgadzam się z autorem w kwestii analog versus cyfra.

    Natomiast obiema rękami podpisuję się pod krytyką Photoshopa. Może nie jako narzędzia, ale sposobów, w jaki jest wykorzystywany. Niedobrze mi się robi od patrzenia na „podrasowane” zdjęcia, a tych wszędzie jest pełno i czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie na takie zdjęcie patrzymy.

    Nieważne, co soft aparatu robi w środku ze zdjęciem, jeśli tylko zdjęcie odpowiada obrazowi rzeczywistemu. Problemem jest poprawianie (po co?) i lukrowanie zdjęć. Myślę, że to jest symbol naszych czasów, w których żyjemy tym, co na wierzchu nie mając poprostu czasu na to, co schowane głębiej.

    Pozdrawiam (:

  14. Marcin Szumański napisał(a):

    @Forest, ponarzekać sobie trzeba – bez tego życie byłoby mniej ciekawe ;) Narzekaczka właściwie już mi przeszła, bo mam nową zabawkę na m42, ale co mi tam…

    „Tylko dlatego że jest „cyfrowa” ? czy identyczny kadr zrobiony analogiem i cyfrą będzie trącił sztucznością i tandetą w wersji z cyfry ? IMHO sztuczność, tandete i zakłamanie tworzy fotograf, a nie technologia. Zresztą o tym to książke można by napisać.”

    Taki sam kadr z cyfry będzie trącił sztucznością, za sprawą tego, że przed zapisaniem na karcie zostanie solidnie przemaglowany przez przeróżne algorytmy aparatu. W mniejszym stopniu RAW, ale każde zdjęcie jest rozdziewiczane ;)

    „Cóż stoi na przeszkodzie aby współcześnie używać prostego aparatu z matrycą CCD ? Na pchlim targu zwanym allegro zupełnie niedrogo można dorwać takiego Pentaxa k100 i cały worek zajebistych manualnych szkieł, również M42. Do tego manual typu Pentax ME Super i jazda. Chemi i szpargałów do ciemni też nie brakuje. Można wybierać i przebierać.”

    W starociach grzebać można, to fakt, ale ja chciałbym mieć możliwość kupienia nowiutkiego aparatu, ale wyposażonego w „starodawną” matrycę CCD. Bez ficzerów i wodotrysków jak współczesne, ale po prostu dla lepszego układu AF czy dla szybkości, które przez lata zostały dopracowane.

    No :) I tylko czekać, aż zacznę zrzędzić na skaner, że mi negatywy przekłamuje… ;)

    @Marek, no tak, tu chodzi o to, żeby każdy mógł napisać, co mu siedzi głęboko na wątrobie :) Masz rację, i właśnie to lukrowanie najbardziej mnie wkurza. W postprodukcji można wystarać się o poprawienie zdjęcia w kierunku rzeczywistości, ale większość woli odwrotnie. Trafnie, że ta kolorowa posypka, to symbol czasów..

    Również pozdrawiam :)

  15. Addpixel napisał(a):

    Też miałem swoją ciemnię. Ze sprzętem nie powinno być i teraz problemu. Przestrzegam Cię jednak przed myśleniem, że klisza tak wiernie rejestruje rzeczywistość. Można śmiało powiedzieć, że inżynierowie produkujący klisze i chemikalia „babrzą” w obrazie, zmieniają go według swego widzimisię. Kiedyś robili to oni, teraz robią to inżynierowie projektujący matryce i procki w DSLRach. Wywołałem setki rolek i znam różnice między poszczególnymi kliszami, papierami i chemią(tylko B&W). Sprawdź sobie choćby charakterystyki różnych papierów foto – głowa boli od różnorodności. Można wpływać na kontrast, przejścia tonalne, odwzorowanie szczegółów w cieniach albo światłach. Dobierać różne warianty filmów, papierów i tak dalej, to tak jak w cyfrze dobierać różne matryce, procesory …

    Zapewniam Cię, że Mistrzowie analoga, świadomie dobierają wszystkie parametry poszczególnych zdjęć, od kliszy po temperaturę wywoływacza i obiektyw powiększalnika. A to wszystko ma wpływ na to, co widzimy na odbitce. Wychodzi z tego, że manipulują obrazem.
    Oczywiście w cyfrze wszystko to można zrobić o wiele szybciej i prościej,często metodą prób i błędów albo z pomocą akcji Photoshopa, stąd mnóstwo potworków z PS.

    Mnie również podoba się szum na analogowych zdjęciach. Należy jednak pamiętać, że nie jest on elementem rzeczywistości :-)

    Spróbuj swoich sił ze slajdami. Tu to dopiero jest frajda, światło, kolor. Nie ma nic wierniej oddającego otaczający nasz świat. No i dodatkowa trudność – kadrować trzeba bardzo dokładnie, bo później kadrowania nie można już poprawić :-)

    Odnosząc się do depresji – może to co widzimy oczyma, to wcale nie jest rzeczywisty obraz świata?

  16. Marcin Szumański napisał(a):

    @Addpixel, ze swoim gadaniem mógłbyś być psychoterapeutą dla zdołowanych fotografów ;) Gdy czytałem Twój komentarz, na chwilę zapomniałem, o co właściwie mi chodziło. Czasem nawet oczom ciężko wierzyć, bo na ostateczne doznania płynące z tego, co widzimy, wpływa nasze samopoczucie.

    Na chwilę obecną najbardziej kręci mnie analogowa fotografia czarno-biała, ale przypuszczam, że z czasem horyzonty się poszerzą i będę chciał próbować coraz to nowszych rzeczy. Napisałeś, że masz doświadczenie z różnymi błonami i chemikaliami – nie zdziw się, jeśli ośmielę się zadać Ci kilka pytań :)

    Gwoli ścisłości: nieprawdziwość, którą zarzucam fotografii cyfrowej, to nie kolorystyka zdjęcia, ale fałszowanie rzeczywistości, zwane ładnie „retuszem”. To niedbałość naprawiana w fotoszopie; usuwanie elementów z kadru (które można było wyeliminować zmieniając nieco perspektywę), prostowanie, kadrowanie itd. a do tego dochodzą wcześniejsze zabiegi dokonywane przez elektronikę aparatu, np. korekcja dystorsji, którą ja np. uwielbiam i nie życzę sobie jej naprawiania. Kiedyś też dostałem zdjęcie prosto z aparatu (FF, popularny w fotografii ślubnej) i wyobraź sobie, że to zdjęcie wyglądało tak, jakbyś krzywą tonalną wygiął w taki sposób, że światła znalazłyby się poniżej półcieni. Pewnie aparat przedobrzył w swojej dbałości o rozpiętość tonalną.

    Dodatkowa trudność? Dla mnie żadna :) Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz kadrowałem na komputerze :) Jedyne, co robię, to przycinam do ulubionych proporcji 1:1 lub 3:2, bo mój aparat ma 4:3, a takie ratio akurat niezbyt mi się podoba. Zawsze zostawiam miejsce, które później obcinam, ale tworzenia zdjęć ze zdjęć nie uprawiam.

    Szum nie jest elementem rzeczywistości? Serio? A spróbuj sobie, np. leżąc nocą w łóżku, patrzeć w ciemność. Zogniskuj wzrok np. na czymś, co uda Ci się dostrzec (np. jakaś świecąca dioda) i jednocześnie staraj się wyłapać migoczące dookoła plamki. Czyż to nie jest właśnie szum, który pojawia się przede wszystkim na wysokich czułościach stosowanych w trudnych warunkach oświetleniowych i który widać najlepiej na ciemnym tle? Nawet po zamknięciu oczy można ów „szum” dostrzec :)

  17. Kris napisał(a):

    Jak to nie wkłada się do współczesnych lustrzanek matryc CCD? A sony A290 i A390? Przecież to sa nowiutkie modele, które wyszły latem tego roku.

  18. Marcin Szumański napisał(a):

    @Kris, rzeczywiście, ale zupełnie nie po drodze mi z tym systemem… :)