Aby siekierka była mądrzejsza od drwala

Nocna zabawa w trzy zdjęcia

Nocna zabawa w trzy zdjęcia

Pewnej nocy głód fotograficzny dał o sobie znać ze zdwojoną siłą. Czasem tak mam, że przychodzi pragnienie popatrzenia na świat przez wizjer i podzielenia się swoimi obserwacjami z matrycą. Bywa, że mam siły, by przeciwstawić się tej mocy, która wpycha mi aparat w dłoń, ale owej nocy okazałem się być zbyt słaby.

Wszystko zaczęło się w łóżku. Próbując zasnąć żonglowałem sobie w głowie rozmaitymi myślami. Wiem, że w takich sytuacjach należy zachowywać ostrożność, by nieopatrznie nie pochwycić tematu, który w jednej chwili spędzi sen z powiek. Ostrożności jednak nie zachowałem i… efekt domino: ta jedna, niebezpieczna myśl rozbudziła nie tylko mnie, ale i tę moc, o której napisałem w akapicie pierwszym. Na domiar złego ocena sytuacji „no to pospane” jedynie pogorszyła sprawę.

Zapaliłem światło i po pobieżnych oględzinach sprzętu wziąłem aparat w dłoń i z dodatkowym obiektywem w kieszeni opuściłem mieszkanie. Żadnego pomysłu, żadnej konkretnej opcji; po prostu musiałem zrobić kilka zdjęć, by odzyskać spokój. Przypomniałem sobie o wymyślonej przez siebie zabawie w trzy zdjęcia… (link dla zainteresowanych). Oto i świetna okazja, by zabawić się w to.

Spacerując w poszukiwaniu ciekawego tematu do zdjęć wspominałem sobie czasy, kiedy w ciemną noc bez statywu nie śmiałbym się zapuszczać. Dlaczego więc tej nocy nie zabrałem ze sobą nic poza dodatkowym obiektywem i kluczami do mieszkania? Coś ważnego musiałem kiedyś przeoczyć, a tym ważnym czymś było zdobycie przekonania, że mój aparat, pozbawiony statywu, da radę w nocy. Ale skąd ta pewność? Zimą łaziłem po mieście strzelając zimowe zdjęcia z ręki, ale wtedy dookoła zalegał śnieg. Odbijał on światło i robił dobrze światłomierzowi, jednak wczesną jesienią śniegu brak…

Przechodząc przez jezdnię zauważyłem światła samochodu jadącego w moim kierunku. Wlazłem na trawnik, szybko ustawiłem czas migawki na 1s (z dłuższym czasem bym sobie nie poradził kucając) i czekałem, aż nadjedzie samochód.

Zdjęcie, niestety, minimalnie poruszone wyszło, ale w zamian za to dostałem smugę światła o długości doskonale pasującej do obranego kadru :) Zadowolony ze zdjęcia kontynuowałem spacer, a razem z nim refleksje na temat sprzętu.

Liczba nocnych tematów jest duża, a jej potęgą są umiejętności i spostrzegawczość fotografa. Potęgą tej potęgi jest kreatywność. Czysta matematyka!

Nocna zabawa w trzy zdjęcia

Nocna zabawa w trzy zdjęcia

Uznałem, że budowane właśnie rondo na skrzyżowaniu Rzeszowskiej z 1000-lecia będzie ostatnim miejscem, na którym tej nocy się skupię. Zrobię tam dwa zdjęcia i wrócę do domu. I tak też uczyniłem.

Przypomniała mi się długa lista wad i braków mojego aparatu, jaką sporządziłem w kilka tygodni po jego zakupie. Wiele rzeczy mi wtedy nie pasowało, ale długo by wymieniać, a poza tym już nie pamiętam większości. Dziś jednego jestem pewien: tworząc ową litanię pretensji do aparatu byłem niesprawiedliwy i głupi. W pełni zdałem sobie z tego sprawę opuszczając budowane rondo i kierując swoje kroki ku osiedlu.

Z tej długiej listy braków i ułomności pozostały tylko dwie pozycje: brak uszczelnień korpusu i kiepski – w słabym świetle – układ AF. Dwa braki wobec wciąż rosnącej liczby przydatnych funkcji, które czekają na perfekcyjne opanowanie. I pomyśleć, że chciałem ten aparat zastępować dużo droższym, skoro nawet w 1/10 go nie opanowałem. Ba, nawet nie poznałem!

Czytanie o funkcjach i możliwościach to nie to samo, co praktyczne poznawanie możliwości sprzętu i wykorzystywanie tej znajomości do realizacji własnych pomysłów. Odrobina kreatywności z byle narzędzia potrafi uczynić maszynę czarów. Widziałem, jak ludzie w MS Paincie malowali takie obrazy, jakich większość w najdroższych kombajnach graficznych nawet nie potrafiłaby zacząć. Nie różdżka ważna, ale czarodziej!

Coraz bardziej odechciewa mi się wymiany sprzętu. Marzyłem kiedyś o E-3, na E-5 czekałem jak na wyrok, a w rzeczywistości przewaga tych aparatów nad moim E-520 – w kontekście moich potrzeb – topnieje coraz bardziej.

Nadal nie wiem, w jaki system w przyszłości zainwestuję. Na razie stale utwierdzam się w przekonaniu, że mój aparat jest lepszy ode mnie. Że tkwi w nim potencjał, który zmarnowałbym zastępując go droższym modelem, marnując przy tym i jego możliwości. Z jakich to niby funkcji korzystałem, że śmiałem wytykać braki? Na niskie czułości (max iso-1600) znalazłem sposób, zdjęć seriami prawie nie robię (a gdy robię, to te 3,5 klatki/s spokojnie wystarcza)…

A tyle rzeczy jeszcze do rozpracowania! I kto tu jest zbyt cienki: aparat czy ja? Bo owej nocy, bawiąc się w „trzy zdjęcia”, doszedłem do wniosku, że to nie aparatowi brakuje do mnie, ale rzecz ma się zgoła odwrotnie. To ja wciąż się uczę coraz efektywniejszego wykorzystywania tego, co schowane w plastikowej obudowie mojego Olka. To Olek wciąż musi na mnie czekać, bo czasem za nim nie nadążam.

A ja chciałem zastępować go E-3 albo E-5? Po co? Chyba tylko po to, aby to nowe body w jeszcze większym stopniu marnować. Brak uszczelnień? Na deszcz mogę kupić mu pelerynkę, bo w kurzu nie fotografuję – jak zacznę, wtedy pomyślę. Kiepski AF? Te kwestię mógłby rozstrzygnąć lepszy obiektyw, ale gdy była okazja przetestowania np. 12-60 f/2,8-4 SWD podczas bezpłatnych warsztatów Olympusa (Kraków, 29 maja 2010), ja w tym czasie musiałem być na weselu.

Hmm… Posiadanego sprzętu w pełni nie wykorzystuję, więc po co mi lepszy?

No po co? Odpowiedź w tytule :)

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

10 komentarzy

  1. Jurgi napisał(a):

    „Nieopatrznie”. ;)
    Poza tym pełna zgoda.

  2. SpeX napisał(a):

    Na rondzie budują ścieżkę dla rowerów? Czy to będzie zielenieć w pustej przestrzeni.

  3. Marcin Szumański napisał(a):

    @Jurgi, musiałeś? :D sam bym się skapnął po przeczytaniu tego dzisiaj ;)

    @SpeX/, te ścieżki rowerowe, to u nas parodia, więc z zainteresowanie śledzę, co wykombinują na tym rondzie. A wykombinować mogą wszystko, a co kombinują – tego nigdy do końca nie wiadomo :) Jak skończą, to może będzie okazja odgrzać temat i ocenić, a co do rond, to mnie bardziej ciekawi takie duże budowane właśnie na odcinku E-4 będącym obwodnicą miasta.

  4. Piotrek napisał(a):

    No w porządku, ale nie każdy potrzebuje niszowych funkcji, ale każdy by chciał np. lepszą matrycę. Oczywiście głupotą i rodzajem szpanu jest kupowanie lepszego sprzętu tylko po to aby go mieć nie wykorzystując nawet procenta jego możliwości, ale czasem bardziej niż setki nie używanych funkcji potrzeba jednej ale konkretnej…

  5. kubek napisał(a):

    Producenci lustrzanek już dobrze wiedzą w co je wyposażyć aby klient zawsze potrzebował modelu z wyższej półki :) Jedynym sposobem żeby się temu przeciwstawić jest to o czym piszesz, czyli poznanie i efektywne wykorzystanie możliwości posiadanego już sprzętu. Faktycznie dobrze jest się zastanowić nad wydaniem kolejnych kilku tysięcy.

    ps. chyba balans bieli ci siadł na tych zdjęciach

  6. Marcin Szumański napisał(a):

    @Piotrek, tak, ale czasem łatwiej wydać kilka tysięcy, niż zastanowić się i dość do wniosku, że zakup nowego sprzętu nie jest konieczny.

    @Kubek, pewno, że balans nie jest taki, jaki być powinien, ale i tak za dużo niebieskich plam wylazło przy oszukiwaniu iso. Przynajmniej wiem już, że jeśli faktycznie chcę skracać czasy bez podbijania czułości, to balans bieli muszę mieć już na miejscu taki, jaki obowiązywał będzie na gotowych zdjęciach.

  7. Bartek napisał(a):

    Hehe, z zabawy w 3 zdjęcia wyszła zabawa w 2.

  8. Marcin Szumański napisał(a):

    hehe, były trzy, ale trzecie wyszło paskudne; poświęciłem je, by coś przetestować ;)

  9. SpeX napisał(a):

    Z tego co widzę, to ciężko „środowiskowe” info z waszych stron. Niestety aktywność Dębiczan na SSE jest dość słaba, więc będę tylko przypuszczał iż będzie to jakieś rondo turbinowe. Jeśli nie wiesz co to jest, na Wiki było. Ewentualnie w Krakowie turbinowymi są ronda Mogilskie i Grzegórzeckie więc możesz zobaczyć na zumi.

    Ad. Ścieżki rowerowej
    Macie u wasz jakieś standardy rowerowe, ewentualnie chociaż środowisko rowerzystów? Czy wszystko idzie urzędniczą ręką?