Obciach zamiast zdjęć, czyli portrety w jpg

Był czas, kiedy marzyłem o modelkach o urodzie modelek, o współpracujących ze mną wizażystach, stylistach, krawcach i całej armii innych pomagierów. Chciałem zdjęć wypasionych, dopicowanych w szczegółach, szczególikach i szczególątkach – zdjęć, które budzą zachwyt.

Nie trwało to jednak długo, bo szybko te super portrety przestały mi się podobać. Zachwyt, jaki budziły, okazał się być nie innym, jak technologia, która posłużyła do utrwalenia owych „zachwycających” zdjęć. Te zdjęcia były dokładnie takie, jak fotografia cyfrowa: sztuczne, nieprawdziwe, przekłamane, z kupą niedociągnięć, którym nie była w stanie zapobiec cała rzesza ludzi odpowiedzialnych za takie czy inne detale…

Dziwię się sobie, że kiedyś pragnąłem takich picowanych zdjęć. Zdjęć sztucznych, bez duszy, przestawiających ludzi bez wyrazu, w nienaturalnych pozach, z mimiką (jeśli o taką ktoś pokusi) jedynie podkreślającą sztuczność i pustkę wylewającą się z tych obrazów. Sztuczne kadry, oświetlenie, ustawienie i sztucznie pokazane – jeśli w ogóle, w sumie bardzo rzadko – historie. Sztuczne historie.

Słowem plastik i tępota, kojarząca mi się z durnowatymi (komercyjnymi) programami z TV. Kiedyś takie wymuskane zdjęcia były subiektem moich marzeń, a dziś nie potrafię w ich kontekście użyć słowa „fotografia”. Chciałbym pokazać Wam w tym wpisie jakieś przykłady, ale jestem pewien, że autor takowych poczułby się wielce znieważony i po sądach by ze mną ganiał za znieważenia i inne takie. Niepotrzebne mi to.

Nie nazwę portretem obrazka, o którym nie jestem w stanie nic konkretnego powiedzieć. Skomentowanie makijażu, stroju, pozy, scenerii czy techniki nie jest tym czymś „konkretnym”. Konkretnym jest wiedza o człowieku pokazanym na danym obrazku: jeśli patrząc na portret będę w stanie powiedzieć, kim jest człowiek nań pokazanym i jakim człowiekiem on jest (cokolwiek na ten temat), to wtedy stwierdzę, że patrzę na prawdziwy portret.

Bo czymże jest portret, jeśli nie właśnie obrazem człowieka? „Portrety”, o jakich marzyłem, portretami nie są. Są puste, sztuczne, o niczym, zwykle stanowią jedynie pokaz umiejętności obsługi sprzętu i kunsztu ludzi odpowiedzialnych za wygląd człowieka. Nawet, jeśli ktoś się wysila i podejmuje próby nadania wyrazu swoim dziełom, to zwykle efekt jest tragikomiczny, bo fotka wygląda idiotycznie, niewiarygodnie, czasem wręcz śmiesznie.

Np. lala z twarzą obsianą dziurami po wyjętych tuż przed sesją kolczykach pozuje na dziewuchę sprzed dwustu lat: balia, drewniana tara, a do tego makijaż i durnowata mina mająca wyrażać – tego nie wiadomo. Najczęściej zaangażowanie w odgrywaną przez siebie scenkę. Do takich aranżacji należałoby przede wszystkim zatrudnić aktorów (ale tych prawdziwych, a nie z castingu do telenoweli) – to na początek.

Kiedyś czytałem bardzo ciekawy tekst (podzielę się nim, jeśli tylko ponownie go znajdę), w którym autor narzekał na fotografię cyfrową, krytykując ją m.in. za matryce będące wyjątkowo niedoskonałym elementem światłoczułym. Nie miałem specjalnych problemów z określeniem tego, czy zgadzam się z nim, czy też nie.

Wydaje się, że za główny cel rozwoju aparatów producenci obrali sobie walkę z szumem. Efekt jest taki, że obrazy produkowane przez taki sprzęt wyglądają nienaturalnie gładko. Bo? Bo lepiej zrezygnować z szczegółów, niż wypluć ziarno. Po co? Bo tego chce gawiedź.

Matryce aparatów cyfrowych są bardzo ułomne: o ile jeszcze głębię obrazu aka plastykę da się w cyfrówce uzyskać dzięki odpowiedniej optyce (najczęściej w tandemie z matrycą „full frame”), o tyle zbliżona szerokość tonalna jest poza matryc zasięgiem.

Szumy…  Osobiście znam profesjonalistę z bogatym doświadczeniem w fotografii analogowej, który lat temu kilka przesiadł się na sprzęt cyfrowy, od razu sięgając po korpus pełnoklatkowy. W ciągu kilku lat przerobił dwa wiodące systemy – nie, nie powiem, od którego zaczął, a w którym siedzi obecnie :) To, co w jego pracach zauważyłem, to totalnie olewcze podejście do kwestii szumów. Jemu one zupełnie nie przeszkadzają: jeśli są, to są i kropka. Ważna jest treść, którą chce pokazać i głowę daję, że wielu cyfrowych fotografersów tak zaszumione zdjęcia z miejsca wywaliłoby w niebyt, trzęsąc przy tym galotami, żeby przypadkiem ktoś nie zobaczył.

Ale temat szumów poruszę może innym razem, a teraz wróćmy do tematu poprawności vel. sztuczności. Naprawdę nie ogarniam tego, jak wiele głupot potrafią ludzie popełnić w imię wykonania fotki tzw. „poprawnej technicznie”. Gdzieś poczytają o oświetlaniu planu, gdzie indziej poznają gotowe pozy dla modelek, skubną jeszcze trochę tego i owego, a później powstaje mega_dziwny prawie_portret.

Fotografia sztuczna, ustawiana – jeśli tak ją nazwę – dla mnie jest be. Fotografia jest dla mnie formą przekazu i jako taka powinna nieść jakąś sensowną treść. Dlatego tak lubię zdjęcia reportażowe, uliczne i polubię każde inne, pod warunkiem, że przedstawia naturalną scenę.

Wiem, że jest też druga strona medalu, której tak strasznie nie znoszę: fotografia w studio, aranżowana, na planach, z armią ludzi dbających o to czy tamto… Ale niech to, co robią będzie na poziomie i przynajmniej niech nie obraża oglądającego. Bo jak nie poczuć się urażonym, kiedy za kit – w dodatku syntetyczny – ktoś oczekuje pochwał? Jak nie odwrócić się z przytupem, kiedy ktoś wciska w usta silikon każąc się nim delektować?

Fajnie ubrani i ucharakteryzowani bohaterzy, dobra scenografia, znakomicie dobrane oświetlenie i umiejętność pokazania tego przez fotografa może być ok, ale tylko wtedy, gdy ma to sens. Kiedy poszczególne elementy nie wykluczają się, ale współgrają ze sobą. Modelka, decydując się na odegranie obcej dla siebie roli, musi być dobrą aktorką z doskonałą mimiką. Musi wczuć się w rolę i umieć ją odegrać. Ludzie odpowiedzialni za jej wygląd muszą być wrażliwi, by ją wyczuć, a następnie umiejętnie zaakcentować jej cechy. Tak samo pozostali.

Fotografia jest sztuką i potrzebuje artystów, a artysta swojej sztuki na pewno nie okaleczy. Jeśli nawet na początku będzie mu szło opornie, to z czasem na pewno podąży we właściwym kierunku, bo dusza, wrażliwość artystyczna tak nim pokieruje.

Takich jednak mało – przynajmniej procentowo. Namnożyło się ich jak po powodzi komarów, czytają tutoriale, uczęszczają na rozmaite kursy i warsztaty prowadzone przez swoich idoli, a później starają się ich kopiować.

Jest tylu ciekawych ludzi i tyle ciekawych historii do pokazania, a jednak tak wielu woli parać się tandetą. Czy naprawdę tak bardzo kochamy maski nosić maski i oglądać maski? Czy naprawdę tak cholernie kochamy udawać i widzieć, jak inni udają? Czy naprawdę źródłem twórczej satysfakcji jest czerpanie z podręczników? Twórczość czy wtórność? Artyści czy rzemieślnicy? Zgadzasz się ze mną, czy nie

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Blip
  • Śledzik
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live

11 komentarzy

  1. Marcin Borkowski napisał(a):

    Ciekawe spostrzeżenia. Muszę przyznać, że ja cały czas szukam swojego stylu i tego co oraz jak pokazuję na zdjęciach. Przyznaję Ci rację, że jest jakiś dziwny pęd do odszumiania zdjęć. Swojego czasu robiłem to zbyt często i przy każdym zdjęciu, jednak człowiek z czasem dojrzewa do tego, że jednak trzeba zachować naturalność tego co chcemy przedstawić na zdjęciu. Sam na moim fotoblogu zauważyłeś, że foty z fotografii ulicznych są sztuczne. Było to ze 3 miesiące temu i w tym czasie trochę zmieniłem swoje podejście. Chętnie obejrzałbym Twoje zdjęcia. Czy planujesz je pokazywać na fotoblogu, czy raczej skupiasz się na wyrażaniu swojej opinii na tematy powiązane z fotografią?

  2. Marcin Szumański napisał(a):

    Dzięki, Martin, za komentarze :) Pytasz o moje zdjęcia, więc odpowiem Ci tak: w tej chwili nie mam nic, czym chciałbym się „pochwalić”. Na blogu Szuman.eu w paru wpisach znajduje się trochę moich zdjęć, oto kilka (to są linki, wieczorem poprawię je w css, bo nie widać):

    Przedmałżeńska sesja Doroty i Tomka (Kraków, 10 kwietnia)

    Fotoreportaż o fotoreportażu z wesela – jako drugi fotograf na weselu Doroty i Tomka /skupiłem się głównie na eksperymentowaniu/

    Helios 44M-4 – przykładowe zdjęcia (sample) – zdjęcia manualnym Heliosem 44M-4, procesja Bożego Ciała + szwagra synek :)

    Światowy Dzień Tańca 2010 w Dębicy

    Są to zdjęcia należące do rozdziału, który postanowiłem zamknąć, czyli okresu, w którym szukałem stylu i kształtowałem poglądy na temat fotografii :) W końcu olśniło mnie, a to olśnienie przy okazji zainspirowało do stworzenia Wsubiektywie.pl . Bo Wsubiektywie.pl z założenia nie jest fotoblogiem, tylko miejscem służącym do wymiany wolnych, subiektywnych foto-myśli we wpisach i komentarzach.

    Od czasu do czasu pewnie pojawi się jakaś grubsza galeria. Za 10 dni wyjeżdżam na dwutygodniowy urlop do Gdańska i pewnie sporo zdjęć stamtąd przywiozę, bo ani myślę wylegiwać się na plaży :)

  3. Marcin Borkowski napisał(a):

    Niezłe zdjęcia umieściłem na swoim blogu, które z przyjemnością obejrzałem. Mam nadzieję, że z Twoim ciekawym spojrzeniem na otaczający Ciebie świat, nie będziesz jedynie opisywał swoich subiektywnych foto-myśli, ale będziesz przeplatał je swoimi zdjęciami. Życzę udanego urlopu w Gdańsku i ciekawych kadrów, którymi podzielisz się na blogu. :)

  4. SpeX napisał(a):

    Oj Gdańsk, w tej chwili Rowerowa stolica polski, jeśli chodzi o podejście rowerowe.

  5. wasniowski napisał(a):

    Poniekąd może masz racje w swoim wpisie, ale wiedz że każdy sztukę pojmuje inaczej. To co podoba się Tobie może nie podobać się innym i odwrotnie. Ja jak zaczynałem swoją przygodę z fotografią też chciałem tak jak Ty robić zdjęcia pięknym modelkom, wymuskanym przez stylistów, z pięknie dobranym światłem… i gdybym miał czas i pieniądze na to wszystko – dalej bym chciał. Prawdą jest że Panie z okładek pism dla mężczyzn są już tak ‚zretuszowane’ że niejednokrotnie nie potrafie rozpoznać kto jest na okładce gdyby nie napis… nie zmienia to jednak faktu, że jest wielu fotografików zajmujących się stylem glamour, którzy robią piękne zdjęcia i mimo że są one mocno nasycone kolorami, widać fotoedycję to zdjęcia ciągle pozostają naturalne i ładne.
    Trzeba rozróżnić fotografię dla sztuki i fotografię komercyjną. Tak jest z każdą dziedziną sztuki… chociażby z muzyką. W radio nie usłyszysz muzyki zrobionej dla sztuki, ale muzyke dla mas zrobioną głównie dla pieniędzy.
    Zakładając że masz duszę artystyczną reagujesz na pewne rzeczy inaczej, od sztuki oczekujesz więcej niż inni, ale to nie oznacza, że zdjęcie/muzyka/cokolwiek jest złe…

    Widziałem, że zajmujesz również fotografią ślubną (ja również), ale oglądając Twoje zdjęcia osobiście bym ich nie kupił. Ujęcia są dobre. Gra głębią ostrości, pochyłe kompozycje nadające dynamiki itp… ale zdjęcia są mało kolorowe… powiedziałbym że są wyblakłe. Niejednokrotnie nieostre. Być może to są rzeczy na które ja zwracam uwagę bo sam robie zdjęcia… ale trzeba siebie powiedzieć, jeśli robisz coś na zlecenie – musisz się dostosować do wymogów większości. Dobrze jest kiedy do swojej pracy władasz serce i dusze… ale to przede wszystkim musi się podobać odbiorcy zlecenia (tutaj akurat parze młodej). Jeśli wybiorą Cie dlatego że robisz własnie takie zdjecia – super. Ale powiedzmy sobie szczerze – nie zawsze wymagania zleceniodawcy będą się pokrywać z Twoimi preferencjami artystycznymi.

    Pozdrawiam.

  6. Marcin Szumański napisał(a):

    @wasniowski, Ty byś nie kupił, a ja bym nie sprzedał ;) nie, nie zajmuję się jeszcze tym na serio – nie z tym sprzętem, niestety. Szczerze, to marzyło mi się w tym sezonie ruszyć ze ślubami przynajmniej na tyle, aby cokolwiek na przetarcie zarobić, ale z tym sprzętem, który posiadam, nie chcę się pchać. Z upgrade zwlekam do czasu, aż poznam odpowiedź, czy warto siedzieć dalej w systemie Olympusa, czy jednak zakotwiczyć w innym porcie.

    Fotografia ślubna rządzi się swoimi prawami i jako komercyjna musi się sprzedawać. Na bezczela największe badziewie najwięksi foto-patałachowie potrafią wciskać, a z kolei po drugiej stronie są i tacy, którzy w swoim fachu trzymają poziom, ale ciągle czują, że mogą być lepsi i nie pchają się w biznes. Znam osobiście takiego i nawet nie trafia do niego argument, że mógłby sobie na sprzęt zarobić :) Kwestia podejścia, mentalności, dla niektórych może i sprawa honoru.

    Co do ostatniego napisane przez Ciebie zdania: po to prezentuje się swoje prace w sieci i innych materiałach promocyjnych, aby potencjalny zleceniodawca zawczasu wiedział, czy jego i zleceniobiorcy gusta są podobne i czy ewentualne rozmowy mają w ogóle sens.

    Również pozdrawiam :)

  7. wasniowski napisał(a):

    Marcinie – wszystko co napisałeś jest prawdą. Ja na codzień pracuje w branży reklamowej. Tutaj nie ma zdjęć stricte robionych dla sztuki, a dla marketingu. Zdjęcie może być sztuczne, ale zwróć uwagę że musi być wykonane bardzo dobrze. (Podobnie zdjęcia ślubne) a nastepnie profesjonalnie obrobione. Obróbka na niewiele się zda jeśli sama fotografia jest kiepska.

    Może warto więc wyjść z założenia, że warto robić zdjęcia ślubne (lub inną formę komercyjną), żeby zarobić troche pieniędzy, które następnie przeznaczy się na realizowanie swoich bardziej artystycznych pomysłów?

    Pozdrawiam.

  8. Jacek napisał(a):

    Oj tak, fotografia w niektórych dziedzinach już dawno straciła duszę…

  9. Marek napisał(a):

    Fotografia w warunkach w 100% kreowanej sceny i fotografia w świetle zastanym – jak kto woli. Pierwsze wymaga dostępu do środków technicznych raczej bardziej kosztownych niż aparat i obiektyw. Ale jeżeli zmniejszymy scenę do rozmiarów domku dla lalek, to można się bawić za darmo – a średni kompakt (byle miał „makro” i „manual settings”) staje się w tej skali średnioformatową kamerą z tak pożądaną kontrolą głębi ostrości. Naukę można prowadzić od obydwu końców – ważne jest konsekwentne programowanie wyobraźni. Oczywiście trzeba ją mieć.Cyfrowa fotografia przyspiesza interaktywność nauki. Oczywiście jak ktoś uważa, że jak można łatwo i szybko wyciągnąć wnioski, to sobie można tę czynność całkiem darować – to jego miejsce na kanapie przed telewizorem.
    Jeśli chodzi o narzekanie na niedostatki matryc cyfrowych – to na 2010 rok przyjmuję z lekkim niedowierzaniem a dzisiaj, kiedy są nowe Pentaksy, Ricoh GR, Sigma, Fuji – lepiej zamilczeć i wziąć się do nauki programów. Rzecz w tym, że w fot. chemicznej większość roboty mogli odwalić inżynierowie z Agfy Fuji czy Kodaka a użytkownik miał tylko tego nie zepsuć, co najwyżej podregulować odrobinę, a teraz staje przed takim ogromem możliwości, że nie da się już uciec przed bólem zrozumienia pewnych zagadnień.
    Ostał się tylko BROM, dlatego, że nie ma i długo nie będzie techniki druku o takiej rozpiętości tonalnej jak srebrowy negatyw/pozytyw. Ale tylko nieliczne odbitki czarno-białe wykorzystywały kiedykolwiek te skrajne możliwości. Tyle o środkach. Jak ktoś naprawdę chce, to się nauczy. Trudniej z ujawnieniem celu – to droga samopoznania. Czy nurtuje nas potrzeba podzielenia się z innymi czymś, co próbujemy ujawnić i wyrazić, czy tylko nasze Ego krzyczy „patrzcie, tu jestem!”.

  10. Ania napisał(a):

    Fajny blog! Jeszcze tu wrócę!

  11. Anna Piotrowska napisał(a):

    Muszę przyznać, że ja cały czas szukam swojego stylu i tego co oraz jak pokazuję na zdjęciach